star-miya blog

    Twój nowy blog

    Wpisy w kategorii: Bez kategorii

    33.gifCo za radość, wyszło słońce! Nie, zaraz. Od kiedy to ja się cieszę z powodu słońca?! To może tak: już nie leje, chmury się rozproszyły i głowę urywa mniej niż wczoraj! O.
    I niech mi ktoś wbije do głowy, że dzisiaj jest środa.
    Dzisiaj.
    Jest.
    Środa.
    W środy biblioteki są zamknięte.
    *powtarza to sobie do znudzenia*
    Taki los dziecka, któremu kalendarz się zatrzymał na przełomie czerwca i lipca.

    Pozapisywałam się ostatnio na rozmaite dziwne fora, z czego cztery pisarczykowe. Czytając jedno, czuję się beznadziejnie stara i mądra, pozostałe za to są fajne, tylko za często na nich cicho. A na piątym – już nie pisarczykowym, yokatta, czytam właśnie temat, w którym dziewczęta rozprawiają żywo na temat swych ideałów chłopaka. Mamuniu, czy ja w ich wieku też… *zamyśla się* …Tak, ja też _^_ A kiedy próbuję sobie przypomnieć, jak taki mój ideał się prezentował, wychodzi, że w najlepszym razie byłby niezłym kumplem. W najgorszym razie byłby mdłym typem, któremu blisko do Teda z „Emilki”, ale jednak aż tak źle ze mną nie było.
    Swoją drogą, kiedy czytam twórczość co poniektórych czternastolatek, zaczynam wpadać w kompleksy. Ja w ich wieku traciłam czas na próby rysowania mang, wzdech…

    Co do rysowania, to przyznam, idzie mi poniekąd łatwiej niż pisanie, choć niekiedy zabrać się do niego jest mi równie trudno. I, i, i to właśnie ono trzyma mnie w tej chwili w garści i nie pozwala się rozsypać. Ale pora sobie zrobić od niego przerwę – zaraz po skończeniu paru fanartów – bo rewelacyjnie odciąga moją uwagę od pisania. Podobnie zresztą blogowanie tutaj, więc oświadczam, że zobaczymy się ponownie za… A nie powiem :P

    Przyszło dzisiaj potwierdzenie mojego przyjęcia do szkółki tłumoczeniowej. Już nie muszę szczękać zębami z niepokoju.
    …Chociaż nie, muszę. Nawet bardziej.

    goth2_3_28_2002.gifBut everything changes in time
    And the answers are not always fair…

    A dalej winno być: And I hope you’ve gone to a better place, ale gupi przeklęty krew i krwawe popioły dziecinny egoizm mi nie daje.
    I pomyśleć, że wygadywałam na „Rozstaje Zmierzchu”. Czy teraz będę wygadywać, że nie dowiem się, co dalej z questem po Moiraine? A może się dowiem, może ktoś kiedyś doszlifuje tę ostatnią książkę i wyda. Dziwna to myśl.

    Robert Jordan zostawił po sobie niegasnącą inspirację. Doprawdy, nie da rady, żeby mi zgasła po prawie 10 latach gnębienia i cieszenia. Przynajmniej tyle.

    Siedzenie na jednym miejscu i powtarzanie „tak się nie robi” nie popchnie niczego do przodu, a już na pewno nie moich pozaczynanych pomysłów. Idę je pozbierać i nad nimi po…wzdychać. Taak, to na pewno.

    w_003.gifChciałabym móc napisać, co czuję, słuchając „Storm” BN albo „Lira no machi kara” czy choćby „Fuyû yume” Origi, ale jak zwykle nie potrafię znaleźć słów, które dałyby radę opisać wizje.
    Chciałabym wyznać, że „The queen and the soldier” pani Suzanne Vegi kojarzy mi się z pewną moją postacią, ale ani ta postać nie jest jeszcze nikomu znana, ani skojarzenie nie jest specjalnie sensowne.
    Chciałabym narysować coś uczuciowego i przejmującego, ale na to mam albo za mało emocji, albo za dużo, nigdy w sam raz.
    Chciałabym też narysować tak ze cztery fanarty, ale panicznie się boję rysować fanarty, czego nigdy nie ukrywałam.
    Podobnie jak czyjekolwiek postacie, do których żywię osobistą sympatię. Albo antypatię.
    Chciałabym też, żeby na świecie nie było wojen, kłótni, smutku i gniewu. Abstrahując od rozmaitych altruistycznych powodów, nerwy mi to rozstraja. Surprise, surprise…

    Ale nawet to wszystko zbladło, kiedy podczas czytania spisu potworów w D&D poderwałam się z krzesła z histerycznym śmiechem i wybiegłam z pokoju, wykrzykując: „NYO NIE, TO DLA MNIE ZA WIELE!!!!!” Ludzka kreatywność czasem mnie przerasta. Na Bogów Chaosu… Toż ja chciałam się tylko dowiedzieć, co to jest „hook horror” *T_T*

    black_goth.gifOstatnio niezwyke łatwo spaprać mi nastrój i wybić z rytmu. Najlepiej mówiąc rzeczy, które w zamierzeniu mają mnie zmotywować, a w rezultacie wywierają presję i zniechęcają. I mam wrażenie, że wszystkich dokoła zawodzę.
    Co prawda zapomnieć o tym, odprężyć się i znaleźć powód do śmiechu jest mi niemal równie łatwo, ale jeśli potem chcę zasiąść do pisania albo chociaż do układania, nadal trzęsą mi się ręce i wizje też mocno drgają.

    Na pocieszenie kupiłam sobie śliczną bluzeczkę, choć zostałam zaciągnięta na zakup butów. Na szczęście się nie powiódł, więc… Ha, jak już zapałam uczuciem do jakiegoś ciucha, to nawet potrafi się we mnie odezwać ta nieszczęsna kobieca natura, której brak często wypomina mi rodzina!

    Zainspirowana TYM oto tematem na forum, wyruszyłam wczoraj do bibci i wypożyczyłam „Achaję”, ha! Upewniłam się, że czegoś takiego w życiu nie napiszę – i zapewne skoczę w najbliższym czasie po następny tom, żeby sprawdzić, ile jeszcze nieszczęść może się zwalić na główną bohaterkę. Takie nieszczęścia to ja zwalałam na swoje bohaterki pół życia temu, ale na szczęście wyrosłam. Teraz jeszcze bardziej marzy mi się jakaś książka pani McKillip albo Jones, albo i Funke… W baśniowych klimatach czuję się zdecydowanie najlepiej.
    Co nie znaczy, że umiem pisać baśniowo. Jak tak patrzę na swoją twórczość, to widzę, że umiem głównie powielać baśniowość już napisaną, ale czy czegoś takiego nie robię co chwilę, już odruchowo? Powinnam dawno się przyzwyczaić. Nyo i może jak już zacznę bywać we Wrocku i zrobię się światowa, to i książki będzie mi łatwiej znaleźć?…

    26.gifPrzy okazji moich translatorskich aspiracji, które mają szansę zostać zabite w przeciągu roku… Czytanie „Błękitnego Zamku” w oryginale jest… Hmm, pierwszym słowem, jakie się nasuwa, jest „traumatyczne”, ale staram się jakoś obiektywnie na to spojrzeć. Staram się, powiadam! Ignoruję tę myśl, by wypożyczyć sobie nasz uroczy przekład i śledzić zmiany, jakie w nim wprowadzono w stosunku do oryginału. Ignoruję. Ignoruję. Starannie.
    Swoją drogą, gdybym zaczęła od oryginału właśnie, z pewnością zastanawiałabym się usilnie, jak by toto brzmiało po polsku i starała się sensownie przetłumaczyć. Tak właśnie mam z każdym fanfikiem, jaki zdarza mi się dopaść na FFnecie.
    Hipokrytka ze mnie, ne? _^_

    I doprawdy, skąd u mnie ta niezachwiana pewność, że NIE będę wiedziała, jak się dostać z Kuźniczej na Nowodworską? A konkretnie, z uniwerku na BAKĘ. Yay me.

    gol16_.gifCzasem wracam pamięcią do „Finding Neverland”, przypominam sobie odejście żony Barriego i zastanawiam się, jak oni w ogóle zdołali się pobrać. O, albo czytam po raz kolejny „Emilkę” i jestem wściekła na Deana za jego zaborczość, a zarazem mi go szkoda – bo czuję, że miał rację, uważając, że przegrywa z jej potrzebą pisania.
    Może właśnie dlatego nie chcę być kobietą niczyjego życia? Bo mogłabym niechcący złamać temu komuś serce?

    Czasem jakiś złośliwy głosik wewnętrzny powiada mi, że lepiej by było, gdybym uświadomiła sobie wreszcie, że z mojego układania opowieści nic nie będzie. Mogłabym wtedy na przykład znaleźć sobie jakieś przyziemne zajęcie, które nie wymagałoby pasji, wyjść za mąż i te pe, i te de. Podejrzewam, że wtedy cała reszta świata odetchnęłaby z ulgą.

    Czasem próbuję w końcu napisać Maieczce tę jej wytęsknioną romantyczną miniaturkę – i jak niby mam to zrobić, kiedy próby odpowiedniego nastrojenia się owocują takimi właśnie refleksjami? Nyo, alternatywny rezultat to zaszycie się w kącie z poduszką i wzdychanie, które jest jeszcze bardziej bezproduktywne. W tej chwili wręcz zazdroszczę autorkom romansów i chciałabym poznać ich sekret. Toż stan zakochania przegania natchnienie równie skutecznie, co stan ciężkiego wnerwienia!

    Który skądinąd przytrafia mi się ostatnio dość regularnie i potem trudno mi z niego wyleźć.

    A dokładnie w dzień BAKI zaczynam zajęcia w szkole translatorskiej. Jasny gwint.

    Nyo, pewnie będę jeszcze żałować napisania tej notki, ale na razie idę się należycie rozbaśnić i pisać coś innego, a też zaległego ^__^

    31.gifWszystko wskazuje na to, że jeśli chcę być tłumaczem literatury, to pozostaje mi zabrać się za fanfiki i na nich się wprawiać, bo w tym wszystkich szkołach translatorskich człowiek się babrze głównie w przekładach technicznych i – o zgrozo – symultanicznych. Co wynika z mej niedawno nabytej wiedzy. Co więc by mi szkodziło wziąć się dla odmiany za bibliotekoznawstwo? Szeroko znana to prawda nie od dziś, że chętnie zostałabym Panią Bibliotekarką albo Panią Księgarką, a uczyć się czegoś muszę, bo mi to wenę napędza.

    Tak, mam licencjat, sprawdzałam trzy razy i nie ma pomyłki. Tylko dlaczego muszę jeszcze zapłacić za dyplom, skoro już wybuliłam pięć stów i zdałam wreszcie ten piekielny egzamin?! _^_

    Zastanawiam się poważnie nad tym fenomenem blogowej twórczości, jakim są puste blond laski w różowych miniówach, myślące tylko o chłopakach i najczęściej starające się odbić Tego Jedynego głównej bohaterce. Co też autorce z takiej przychodzi (o czytelnikach nie wspominając)?! Toż to ani osobowości nie ma, ani nie można sobie ze smakiem i z sensem zaszaleć, co ja bredzę, tu żadnej przyjemności z pisania nie może być! Jak sobie pomyślę, że takie coś mogłoby zdetronizować moją standardową Damę Pik na pozycji rywalki, aż mnie ciarki przechodzą… Na Bogów Chaosu, toż czegoś takiego nawet nie lubić się nie da! Bo co innego nie lubić kogoś za to, że ma wredny charakter niż za to, że nie ma go wcale, bo jest kiepsko napisany.
    Nie, nie sądzę, że autorki takich cosiów mają większe ambicje niż to, żeby ich „opo” (swoją drogą, nie cierpię tego skrótu) zebrało jak najwięcej „komciów”, więc nawet nie ma sensu im tego wytykać. To tylko utyskiwanie nie-do-końca-spełnionej autorki, która narzeka na innych, bo sama ewoluować nie potrafi. I przyznam, raz zetknęłam się w opowiadaniu z różową puszczalską blondyną, której przy tym nie dawało się nie lubić, chyba według autorki też. Co prawda, nie była rywalką głównej bohaterki, ale to i tak coś.

    A tak poza tym, czuję się prorokinią, misjonarką i rycerką krzyżową. Dżast bikoz :>

    38.gifNie ma to jak całodobowe fazowanie z najgorszego wroga, bo potem we śnie dostaje się od niego zachwycający naszyjnik.
    I szpanerski bukiet kwiatów o niezdecydowanej barwie.
    Hmm, było do tego coś o bransoletach, ale ich pochodzenie nie zostało dokładnie wyjaśnione.
    A, nyo i jeszcze idzie się z nim na podziwianie gwiazd, po czym się odpływa w rozmarzenie, olewając jego próby zwrócenia na siebie uwagi.
    A potem się budzi z atakiem śmiechu i n i e m a l ma się ochotę mu wszystko wybaczyć…
    Taaak. Dlaczego najskuteczniejszą motywacją do pisania Korony zawsze musi być… Ale oł łel, tym razem owej motywacji towarzyszy skrajnie inny nastrój, więc co się będę przejmować :>

    A propos… W ramach Ostrej Fazy spełniłam swoje szalone plany z poprzedniej notki i Aztodia dostała BLOGA, buahahahahahahahaha! Ot, taki eksperyment służący badaniu opinii publicznej. Czuję się trochę jak na początku pisania światów, ale jednak światy są osobiste, a Aztodia w zamierzeniu nie ma być tak hermetyczna*.

    A piosenki ze Slayers to dobra rzecz! Może mi dodadzą energii do pouczenia się na egzamin dla odmiany?

    Nyo i już nie mam po co sobie kupować czepka, bo basen zamknęli na wakacje, jeee, selawi…

    * Powiedziało dziecko, które najpierw rozsnuło wobec owego świata niebezpieczną dla intruzów barierę, a potem wysłało tam END i Omegę :P

    got54.gifYesss, po ostatnim moim kursie po rozmaitych blokach i kamienicach z wąskimi a stromymi schodami doszłam do wniosku, że należy tam brać ze sobą latarkę. A niekiedy i klamerkę do zatkania nosa, ale nie czepiajmy się już strzegółów…
    Później zaś uświadomiłam sobie, że moja komórka, cokolwiek by jej zarzucać, ma całkiem niezłą latarkę, tylko że ja z reguły o tym nie pamiętam.

    A propos pamiętania – zapamiętajcie sobie, drogie dzieci, że żaden szanujący się roznosiciel spamu nie może w swoich szczytnych misjach pominąć:
    – sądu okręgowego
    – straży pożarnej
    – hoteli
    – urzędu miejskiego
    – kurii
    – stacji benzynowych
    – i te pe, i te de.
    Nie żebym rozumiała tę kurię, ale oł łel, i tak nie pamiętam, gdzie się ona znajduje.

    I niech mi ktoś wybije z łebka tę dziwną myśl, by założyć bloga, wrzucić na niego Koronę i zgłosić ją do oceny na Poczochrane… To chyba przez to, że zaczęłam robić jej korektę i zdaje się mieć ręce i nogi, i w ogóle życie robi się piękne, a ja na nowo uczę się pisać, ot co.

    goth2_3_28_2002.gifChociaż jeśli alternatywą jest chrzanić wszystko i zostać jubilerem…?
    Ciekawe czy dałabym radę podjąć wyzwanie i przełamać uraz lokalizacyjny. Znaczy, Wrocławia do mnie, bo ja to może bym jakoś przeżyła.

    I niech ktoś mi wytłumaczy, dlaczego to tak trudno pójść i kupić czepek kąpielowy! Przecież to jakieś wariactwo! Może i jestem ostatnio (coś koło dwóch lat) niezwykle jak na mnie oszczędna, ale nie można tak popadać ze skrajności w skrajność!
    …Tak, tłumacz tak samo sobie, dziecko, które przez całe życie tak wpada _^_

    Jakoś mi się lekko na duszy zrobiło, choć już akacje zdążyły przekwinąć…


    • RSS