Miałam pisać zupełnie o czym innym, ale się, cholera, nie da.
Czekam z utęsknieniem na treci sezon Pamiętników wampirów. Pozostaję nieutulona w żalu po zakończonej Grze o tron. Gdybym mogła je nadal oglądać, to czy emocje, które teraz wylewają mi się przez uszy, rozłożyłyby się równo, czy tylko jeszcze bardziej by się spotęgowały?
Co mnie podkusiło do oglądania dwóch anime na zmianę (z przerwami na trzecie, krótsze, a ściągające się dłużej)? Oglądam Macross Frontier, tęskniąc za Hervem Red Garden. Oglądam Red Garden, tęskniąc za Macrossem. Z jednej strony urocza (to słowo zawsze wzbudza we mnie podejrzliwość, ale cóż) przygodowo-śpiewana space opera, z drugiej – obyczajówka z zabijaniem w tle, przez którą mam coraz większą ochotę się rozryczeć. Wciągające fabułki, udane zestawy postaci, całe dnie zastanawiania się, o co tu właściwie biega i do czego zmierza, kogo należałoby wygłaskać i wyściskać, a komu odgryźć głowę. Odstawiłabym któreś na potem, ale sama myśl o tym boli, przez co jestem rozdarta jako ta nieśmiertelna sosna z [tfu]Ludzi bezdomnych[/tfu].
Trochę mi brakuje poprzedniego, całkiem przecież niedawnego stanu ducha, który najczęściej objawiał się skakaniem dookoła pokoju, piszcząc o tym, jak to bogowie mnie kochają. Ale wolę, żeby mi się kabelki nie przepaliły, a czas na to będzie, kiedy filmowa wersja Alicji w Krainie Bizonów* zagości już na moim ekranie.

Swoją ścieżką, to podejście do oglądania wiele wyjaśnia na temat pt. „dlaczego Miyak przestał recenzować”… Zbyt osobiste podejście, ot. W czasach czynnego udziału w hodowaniu Tanuka, coby wyrósł duży i silny, brałam do omawiania takie anime, do których byłam przywiązana, albo takie, od których większość pozostałych recenzentów odpadła z gwizdem albo nawet nie mogła się zmusić do zaczęcia (wakuwaku, tenshi ni naritaaaaaaaaai~!). Nyo i jakoś tak często na jedno wychodziło, i już-już byłam bliska zrecenzowania Onegai My Melody, na szczęście w porę się opamiętałam. Żebym przywiązała się do czegoś aktualnie oglądanego/czytanego/słuchanego/granego, wystarczy mi jakiś jeden szczegół, postać, scenka, nutka itepede – i choć rozsądek wskazuje mi cały szereg wad tego czegoś, przywiązana pozostaję. I jak ja mam o tym mówić albo pisać poza gronem wtajemniczonych znajomych, którzy rozumieją? Co mogę powiedzieć od strony treści, co miałoby sens, a co mogę powiedzieć od strony technicznej WOGLE? Zamiast dzielić jakąkolwiek twórczość na dobrą i złą, dzielę na porywającą (MNIE) i nie porywającą (MNIE). I chyba jedynym anime, jeśli nie wręcz jedynym czymkolwiek, które uwielbiam bezkrytycznie i bez oporów, jest Utena, którą niedawno obejrzałam trzeci raz w życiu (znaczy, w całości, a nie urywki), po paru latach – i z każdym kolejnym obejrzeniem upewniam się, że jest to najlepsze anime, jakie widziałam. I że być może nawet coraz więcej z niego rozumiem, choć ciągle nie potrafię ubrać tego w słowa.
Wróciłabym do Gravi, tak mi się wczoraj pomyślało, kiedy znowu chciało mi się ryczeć (NA GWIZDEK JA CZYTAŁAM TEN CHOLERNY SPOILER DO RED GARDEN!? T__T). Wróciłabym sprawdzić, czy przyciąganie znowu zadziała. Na razie trochę się boję, ale pewnie przestanę, bo oszywiście mało mi tęsknot, więc zatęskniłam za Hiro.

Trochę mi to zajęło, ale miały być dwa memy, więc będą dwa memy!

#01 – Pierwsza gra
Z pierwszymi grami komputerowymi** tak wogle miałam do czynienia na małym przedpotopowym (choć jeszcze nie wtedy) sprzęcie, który tata czasem przynosił nie wiem skąd, chyba z pracy; nyo i tam był Arkanoid, i taki gostek zbierający owoce jadalne, uciekając przed niejadalnymi. Potem była atarynka kuzynka Cinka, ale jakoś gorzej mi szło łażenie po nawiedzonym domu i nie danie się zabić, niż patrzenie jak Cinkowi się to udaje ;) Aż wreszcie pierwsza klasa podstawówki i prezent w postaci mojej własnej amigi 500, a dołączona do niej była…

Moja piersa własna gra! ^o^
Tak gwoli wyjaśnienia, głównemu bohaterowi taka wielka uchachana zielona gęba porwała rodzinkę, więc śpieszył jej na ratunek, o! Moje ulubione momenty to wchodzenie do kolejnych arsenałów i wybieranie sobie nowej giwerki – zwłaszcza jeśli trafiła się ta strzelająca we wszystkie strony bańkami mydlanymi. Naprawdę O__o

#06 – A Song That Reminds You Of Somewhere
Nie cierpię tego pytania, ot co! Znacznie łatwiej byłoby mi wymyślić miejsca, w których słyszę konkretną muzykę (i zwykle są to moje trasy spacerów), ale to nie to samo. Albo wydarzenia, o których będzie mowa w pytaniu następnym, a które działy się w konkretnych miejscach :P I jedyne, co w chwili obecnej przychodzi mi do głowy, to…
LOSOWA PERUWIAŃSKA MELODYJKA!
Czyli konkretnie Ustka. A jeszcze konkretniej – promenada w Ustce. Tzry nieszczęsne tygodnie pełne promenady w Ustce, ale wolę się w to wspomnienie nie zagłębiać za bardzo, bo znowu wyjdzie wydarzenie :P

O jasny gwint, aż mi się humor poprawił, trzeba iść przełożyć go na energię, którą włożę w gimnastykę, która przełoży się na więcej dobrego humoru! Endorfiiiiiiiinyyyyyyyy~~~

* Czy jakoś tak ;)
** Bo JESZCZE wcześniej były takie małe czarno-szare cosie z Wilkiem i Zającem, i łapaniem jajek. Ale w to już sama nie grałam O__o