O ile jutro wracam do pracy, do bycia uziemioną na pustym stoisku i siedzenia na twardym krześle, o tyle dopadłam mnie Radosna Growa Choroba, na którą lekarstwa nie ma i bardzo dobrze. Niby to nic nowego, bo growa choroba trzyma się mnie już od pierwszego atari kuzynka Marcinka, zmienia tylko stopnie natężenia i, hmm, gatunki? A z gatunkami i objawy. Kiedy zachłysnę się jakimś RPGiem, na pierwszym planie (oprócz postaci, które są tam ZAWSZE) jest fabuła, siłą rzeczy. Żeby się nią rozkoszować, ustawiam sobie najniższy poziom trudności, a przeciwników eliminuję na zasadzie „byle szybciej, bo chcę wiedzieć, co będzie dalej”. W większości moich gier wystarczy raz kliknąć na wroga i już – resztę postacie załatwiają same, a ja sobie mogę iść na herbatkę. I nie mogę się nadziwić graczom, które ściągają sobie mody utrudniające rozgrywkę i mieszające w mechanice. Kto by się przejmował mechaniką? Ech, urodziłam się storytellerką i już. Mass Effecty trochę zmieniły moje podejście, bo tam mam giwery i normalnie, porządnie strzelam do tych najemników i alienów i czuję ten ekscytujący dreszcz niebezpieczeństwa na własnej skórze. Mrrr. A teraz postanowiłam sobie odświeżyć mój zardzewiały talent do bijatyk (jest praktycznie żaden, po prostu tłukę moimi pająkowatymi dłońmi w przyciski i czasem nawet wiem, w które tłuc) i przypomnieć sobie, ile frajdy może dać spranie kogoś po pysku. Ewentualnie dać mu posmakować mego ostrza – bo głównym moim opium jest w tej chwili Samurai Deeper Kyo na emulatorze Playstation. O ile na starym kompie ten jeden emulator działać mi nie chciał, o tyle Tôga jest wywrotowcem i knoci mi działanie wszystkich pozostałych. Nyo, może oprócz Amigi. Czasami.

Nyo i nie będę ukrywać – jeśli wroga pierze po pysku jakieś ciacho, to miło popatrzeć. Jeśli cud-niewiasta – też.

A historia o tym, jak mały Miyak nie uczył się sztuk walki, jest w zasadzie krótka i prosta – ot, najpierw mieszkał w wiosce zabitej dechami, a po przeprowadzce do Wielkiego Miasta (tak, mowa o Legnicy) szybko został tym dzieckiem, z którym nikt nie chciał ćwiczyć na w-fie, przez co kompletnie stracił wiarę i zniechęcił się do siebie. Na długo. Potem zdarzyło się jeszcze zimowisko na doczepkę do klubu karate, żeby się przekonać, że dzieci wyśmiewające się z innych dzieci jest pełno nie tylko w klasie.

Pewnie byłam idealną ofiarą, jak wszystko, co odstaje od zbiorowości.

Nie, żebym potem nie miała żadnych pasji związanych z ruchem. Po karate kuzyn zaraził mnie koszykówką i kupiłam sobie taką fajną kolorową piłkę, tylko grać nie bardzo było z kim (a Marcin był drągalem i zawsze mnie we wszystko ogrywał). Była Młodsza Grupa Taneczna, w której przez większość czasu chodziło się do rytmu, a ludzie do dziś się czepiają mojego sposobu chodzenia. Wreszcie było pływanie i gimnastyka, które pozostały do dziś… Myślę o DDRze, ale meble mi się trzęsą – -’

Zaczęłabym mema growego, żeby coś więcej działo się w tych notkach, ale są dwa powody,które mnie powstrzymują. Po pierwsze, są tam rzeczy techniczne typu systemy i gameplaye, na które macham ręką, póki mi nie zawadzają. Po drugie, monotematyczność… Tak jak u Keiia łatwo się potknąć o FFVII, tak u mnie królowałby Torment z domieszką ME, a ileż można? I powód trzeci, bonusowy – nie trafiłam jeszcze na sequel, który by mnie zawiódł, wręcz  przeciwnie. Muszę poczekać na Dragon Age 2 :P

#04 – A Song That Makes You Sad.

Na co dzień nie zwracam na to specjalnej uwagi, ale takie coś jednak istnieje!

COME UNDONE

Tak sobie myślałam, czy z tym pytaniem też czegoś nie zrobić, ale może poczekam do numeru 22 :P Nie przepadam za wpędzaniem się w melancholijny nastrój z własnej woli, ale jeśli już, to własnie Come Undone przychodzi mi na myśl jako pierwsze. Alternatywą byłoby Never to know w wykonaniu Lene Marlin, ale przede wszystkim dlatego, że Się Kojarzy, a to to tamto wyżej, to tak jakoś samo z siebie.

A teraz, wedle prośby:

Tu mieszka Wielka Szu! Która zadomowiła się na WordPressie i też radośnie nawija o grach ;)

A idąc za ciosem - tu mieszka panna Serika, którą trzeba zmotywować :P

Spacer, spacer, jutro wreszcie spacer! Do pracy, ale zawsze :>