Nie znam dnia, w którym nagle dostanę nowy ulubiony cover. Ale czasem ten dzień zdarza się za późno i wtedy czytelnikom pozostaje słuchanie Kulki, a ja siedzę w kąciku i karmię się ich cierpieniem :P

Mogłabym napisać o tym, jaki mam zwichrowany gust muzyczny i pławić się w radości, że w jednej – jednej! – gazeta nie bano się napisać, że Gaga NIE jest piosenkarką wybitną. Mogłabym napisać o oglądaniu jedynego w życiu anime DLA dubbingu, a nie MIMO niego i dlaczego żeby mieć konsolę, musiałabym dokupić nowy telewizor. Albo o tym, jak dziecko marzyło o nauce karate i dlaczego nic z tego nie wyszło, ale w zasadzie za dobry mam humor na to, poza tym w gruncie rzeczy niespecjalnie przepadam za tamtym dzieckiem, którym wtedy byłam. I o tym, jak bolesne jest bycie na bieżąco z ulubionym serialem, kiedy odcinki wychodzą raz w tygodniu i nie można sobie urządzić maratonu (chyba że powtórek, co bywa kuszące), ale że odcinek wychodzi akurat jutro, to jeszcze poczekam :>

Problem tkwi w tym, że… ech, jestem nadal uziemiona i wszystkiego mi się odechciewa, najchętniej przespałabym resztę tygodnia, z przerwami na oglądanie… Nie, zaraz, w zasadzie to właśnie robię. W nocy śpię, a dnie spędzam na oglądaniu. O ile oszywiście ta paskudna machina działa. Bo czasem nie chce się włączyć. Albo się wyłączyć. Albo w ogóle. Na szczęście czasem, jak widać, chce, a wtedy mogę na przykład wydrukować tacie przepis na rogale. Tak na fali dnia dzisiejszego, świętomarcińskie. Złapał fazę na pieczenie i po dwóch falach słodkich bułek przyszedł czas na nowe eksperymenty. Mniam mniam. Jestem dobrej myśli :>

#03 – A Song That Makes You Happy.

Tu znowu będą dwie, a wybór miałam spośród wielu! Tylko że jedną odstąpiłam Serikowi, który też będzie robił mema, a resztę zostawię do rozterek przy pytaniu 21.

GOES ON FOREVER
Ta oto piosenka płynie za mną od ponad ośmiu lat, odkąd zdefiniowała mi moją osobistą Najlepszą Piosenkarkę Na Świecie i do tej pory się to nie zmieniło. Jeden z najlepszych napędów do chodzenia ze słuchadłem, niezależnie od pory roku i nastroju (który i tak zawsze wtedy robi się dobry) i… dawka optymizmu. I niech mi któraś powie, że miauczy, a ugryzę.

HURRICANE 2000
A to draństwo chodzi za mną nawet dłużej i też je kocham od piewrszego usłyszenia, czyli od kiedy tatuś kochany kupił sobie płytę, po czym stwierdził, że stare wersje lepsze. Fochnęłam się i mu zabrałam. Bo o ile starą wersję lubię, o tyle orkiestrowa jest Tym, O Co Mi Chodziło. Niezależnie, co by to miało być XD

Serik, nie obijaj się, tylko rób tego mema się ucz!!!