Jakże ja chcę powiewać, chcę powiewać, rozpaczliwie pragnę powiewać!!! Bez powiewania czuję się niekompletnym biszonenem. Niedowartościowanym. Wybrakowanym.

Tak czy inaczej, od dziś do końca tygodnia siedzę w domu na zwolnieniu z okazji fiksacji żołądkowych, które pewnie do jutra mi przejdą, ale oł łel XD i patrzę na tym powiewających, zakompleksiając się na amen. Nie będę żadną damulką w opresji, będę wybawiać damulki z opresji we wzdychogenny i efektowny sposób. I efektywny!

…Taa, kto mi uwierzy, z moją aparycją? Dodałabym sobie jakąś szpanerską bliznę, ale rodzicielka zapobiegawczo kupiła mi obieraczkę, żebym przypadkiem nie dotykała noży.

Zwolnienie ma jedną wadę, oprócz tego, że jeśli mi faktycznie przejdzie do jutra, będzie mi głupio, bo czasem mam jakieś dziwne ataki sumienia _^_ Mianowicie tzreba siedzieć w domu i nie da się pójść na spacer. Muszę siedzieć z zasłoniętymi oknami, bo na zewnątrz taka ładna pogoda, taka kusząca! A w zeszłym tygodniu to w ogóle była jazda, co najmniej 15 stopni na wszystkich możliwych termometrach, słoneczko, jedna wielka wiosna, już czekałam, aż zerrorowane roślinki zaczną kwitnąć. I bęc, najpierw deszcz, potem zamknięcie w wieży, bo ironiczny los musiał mi się zaśmiać w twarz. Aaale. Może przynajmniej wykorzystam te dni na wyspanie się i wytforzenie? To prawie jak urlop. Tylko nie można wyjść na łapanie Wena.

…Co najmniej 15 stopni, taaak, a te ciućmoki z galerii radośnie włączają ogrzewanie na cały regulator. A i tak znajome z pracy skarżą się, że im zimno. Toś to siok!

Zerknęłam na ten zuy muzyczny mem i mnie zamurowało. Co to ma być, chcą żebym tu jakieś techno wrzuciła, czy co?! X__x Ewentualnie musiałabym rozróżniać te wszystkie random popowe piosenkareczki… Ale nie, jeśli o muzykę chodzi, to masochistką nie chcę być, ooo nie. Przynajmniej dopóki nie dotrę do pytania o „guilty pleasure”. I tak niniejszym podebrałam pytanie alternatywne od Irian:

#02 – Your Favourite Cover.

Covery są oszywiście ZUE. Chyba że usłyszę takie coś ZANIM poznam utwór właściwy XD Albo jeśli akurat śpiewa to mój ulubiony wykonawca. I proszę:

GABA KULKA ŚPIEWA COVER

Kulkowa muzyka łatwa nie jest, ale interesująca, owszem. I intrygująca. I wykonanie tego konkretnego utworu jest mrrruczne. Takie jest moje zdanie i ja je podzielam :D

Z innych miłych rzeczy – nabyłam wreszcie Dobry Omen, mój własny, najwłaśniejszy Dobry Omen! Mało tego, nabyłam go w oryginale. Oryginał, proszę państwa, góruje nad przekładem w znaczącym stopniu – o ile prekład daje się czytać, owszem, czytając w wieku podstawówkowym nie miałam zastrzeżeń XD o tyle widać jak na dłoni, że popełniły go dwa ludzie. Dwa ludzie osobno. Ewidentnie nie konsultując się ze sobą. Do tego robiły te ludzie gupiutkie błędy tu i tam, wynikających z z niedorozumienia – bez znaczenia dla fabuły, ale też widoczne jak na dłoni. Nyo i widać tę śliczną mieszankę akcentów Shadwella,a to takie pouczające :D Z podobnym zachwytem patrzyłam na akcent Judysi Plum w Pat ze Srebrnego Gaju, którego przecież nijak nie dało się przełożyć (choć i tak jedno i drugie mówiło charakterystycznie). Bo ja kooocham dziwne akcenty! – powiedziało dziecko, które poszło na tegoroczny Festiwal Kultury Japońskiej i zrozumiało cały wybełkotany tam engrisz. 

Ech, zostało jeszcze tyle książek, które chciałabym mieć… Póki co czekam na przetłumaczenie przedprzedostatniego tomu Koła Czasu. Nie jestem pewna, czy bym mu podołała w oryginale…