…Ale kiedy miało się przewlekły kryzys tfurczy (pod kątem pisaniowym), to już niemal mogło się mówić o martfocie. Niemal, bo zwykle jest tak, że jeśli Miyak nie pisze, to zamiast tego rysuje, a jeśli nie rysuje, drze mordkę do wtóru Kokii-sama (którą po ośmiu latach kocham niezmiennie i może śmiało koncertować w Polsce co roku, zawsze wyjdę z bolącymi łapami od klaskania), Zdzisławy Sośnickiej i *gasp!* Tiny Turner i wtedy też czuje, że żuje żyje. Bloczek niestety podpada pod pisanie (no kidding!), a wydobycie z łebka pokręconych myśli i przemiana ich w słowa to proces jeszcze trudniejszy, kiedy się przez dłuuugi czas rysowało właśnie.

Zawodowo nie dzieje się u mnie nic nowego, towarzysko działo się we wrześniu (koffciam Was, słoneczka :>), a tfurczo, to jak mówiłam, rysowanie. Fanartów. Rysowanie fanartów. A to stąd, że RPGi zjadają mi w tym roku mózg jak nigdy wcześniej. najpierw był Dragon Age, który pod pewnymi względami prawie dogonił Torment, potem było Arcanum, które ma śliczny pomysł, ale utknęłam, bo oczka bolą od grafiki, a wreszcie oba Mass Effecty, które Torment DOGONIŁY, choć klimatem i historią różnią się jak niebo od ziemi. I bęc! Tyle świetnych postaci, tyle świetnych momentów, tyle emocji, które jakoś trzeba wyładować – to po prostu musiało prowadzić do rysowania fanartów. Do. Rysowania. Fanartów. Przeze mnie. Nie poznajem siem O__o Ale zawsze to coś nowego dla mnie, a dobre wyzwania są dobre.
I jeśli o rysownicze wyzwania chodzi, to styl mi się postanowił odmangowić, co po połowie życia zamangowionej jest tyleż potrzebne, co dezorientujące. A główny efekt jest taki, że frustruję się jak Rasputin, próbując dać sobie radę z mimiką. A już w ogóle ciężki szlag mnie trafia na sam widok jakiejś O MATKO KOCHANA, JAK CUDOWNIE NIEDORZECZNIE EKSPRESYJNEJ MORDKI, O JASNY GWINT, CO TO BĘDZIE, ZAKOCHAŁAM SIĘ PO USZY, ALE PRĘDZEJ ZADZIABIĘ SIĘ OŁÓWKIEM Z BEZSILNEJ WŚCIEKŁOŚCI NIŻ UDA MI SIĘ UWIECZNIĆ TEN UŚMIECH, TEN UŚMIECH, TEN UŚMIECH, I CO JA TERAZ POCZNĘ?!?!?!?!?… Uff. Za to z oczkami mam fazową zabawę. Z oczkami ZAWSZE mam fazową zabawę, niezależnie od stylu. I wolę nawet nie myśleć o tłach. A goryla dla Airel w ogóle z zamknietymi oczami rysować. Dam radę.

O, a raz na jakiś czas to nawet film mi się zdarzy obejrzeć! Zwłaszcza, że mam potworne zaległości w tym, co obejrzeć bym chciała – a to dlatego, że kiedy już jestem na stronie z torrentami w wypożyczalni, z reguły zapominam, co to było i od czego zacząć _^_ Z ostatnio obejrzanych… to będzie Kołysanka, Karate Kid i pół Rewersu, bo się zmęczyłam i przerwałam oglądanie. Pewnie się za ambitne kino brać nie powinnam. Może jestem za głupia albo film nakręcono pod określony target i ten target mu recenzje pisze? Ale skoro wypożyczyłam komedię, a dostałam jakieś smętne i przygnębiające lichowieco, to dziękuję. Za to Kołysanka, na którą ludziki wygadują, że niemądra i nieśmieszna, rozbroiła mnie kompletnie i bardzo żałuję, że nie powstała jako zamierzony serial, bo może wtedy nie zostawiłaby niedosytu. Kung-fu Karate Kid służył do zbiorowego fazowania w kinie i nic mi nie zostało, jak tylko nauczyć się Prawdziwego Kung-fu przez zakładanie i zdejmowanie kurtki :D Z tego wszystkiego tylko Kołysanka była Zaległością do Nadrobienia…
Ale proszę nie myśleć, że ja nic poza tym! Yattaman live był? Był. Zachwycił. Tekken live był? Był. Sfazował. KoF live z Mai Shiranui w charakterze Mary Sue, trójkątującej z podobno-Kyo i podobno-Iorim był? Był. SFAZOWAŁ. Prince of Persia też live był? Był. Zainspirował. Jak Wytresować Smoka było? Było. Rozczuliło na amen. Alicja w Krainie Czarów była? Była. Utknięta w połowie drogi między Burtonem a Disneyem, ale i tak warta obejrzenia. Nyo i czegóż chcieć więcej? Chyba tylko paru starszych filmów na własność. Kiedy akurat pamiętam, o które mi chodzi.

Posłowotokowałam o filmach, a miałam o grach, ups? Ale każda z tych gier zasługuje na słowotok w osobnej notce, a chyba nie jestem na to psychicznie przygotowana :P Opcjonalnie mogłam pójść w jeszcze inną stronę, bo taka Kołysanka to wampiry, a wampiry mi ostatnio wróciły radośnie i intensywnie, a już prawie zapomniałam, że kiedykolwiek mi się zdarzyły. O, i jeszcze mogłabym zacząć mema piosenkowego. Żeby mieć co tu wrzucić w razie gdybym nie miała o czym pisać czyli prawie zawsze.
Dobrej nocy życzy dziecko z jet-lagiem i idzie porządkować linki. Layout też by zmieniło, gdyby miało pomysł, na jaki :P