Jesień to taka pora, gdy wszystko, co rośnie, złoci się i czerwieni, i tak pięknie odcina od szarości chmur, że aż przypomina to mały cud. A powietrze pachnie deszczem. I to jest motywujące.
Zima… Zima powinna być biała, a nawet jeśli nie jest, to i tak szybko robi się ciemno i można sobie wyobrażać, zwłaszcza że powietrze pachnie mrozem. Zawinąć się w ciepłe poncho, z kubkiem herbaty z miodokrzewu, patrząc na rzędy czyichś okien, otoczonych kolorowymi światełkami. I to też jest motywujące.
Wiosna – nyo to już oczywiste. Świat się budzi. Człowiek też się budzi ze stanu pół-hibernacji. Powietrze pachnie kwiatami i świeżą trawą, a zieleń ma ten uroczy, soczysty i jasny odcień. Drzewa spowija jakby zwiewna mgiełka, aż nagle wszystkie zaczynają kwitnąć. Pięknieć. Żyć. Jeśli to nie jest motywujące, to ja już nie wiem, co.
A lato? Latem są wakacje, odpoczynek, pora na odnowienieżycia towarzyskiego, wyściskanie wszystkich bliskich znajomych i żerowanie na nich w poszukiwaniu pomysłów :> Ta pora, gdy gwiazdy świecą jak szalone, a jeziora zapraszają do kąpieli. Tak, to również jest motywujące, skąd wiedzieliście?

To ja może powiem coś jeszcze, bo tak dawno się tu nie odzywałam, że aż wstyd: kiedy się czuje tę motywację, to od razu warto jest żyć. A pomysły przychodzą do mnie, żeby nie było! Nie straciłam tej motywacji, co właśnie uświadamiam sobie z całą siłą. I chociaż praca, chociaż smutki, chociaż co rusz ktoś próbuje ściągnąć na ziemię i każe dorosnąć, przez co trudniej osiągnąć ten niezwykły stan ducha, wymagany do pisania, to kiedy już znajdę czas, kiedy wprowadzę się w odpowiedni nastrój… Cóż, akt pisania nadal jest magiczny. I mam ochotę wykrzyczeć tę prawdę w głos.

Czyż nie brzmi to jak prawda objawiona, z tych wygłaszanych przez Coelho? XD

Może jeszcze będzie ze mnie duży dzielny koszmar.