Dopadło mię ostatnio oklapnięcie – jak nie upał, to ulewa, na spacer iść się nie da, ciśnienie lata, samopoczucie dziwne. Potrzeba kontaktu z ludźmi, a jednocześnie taka pustka w głowie, że nie wiedziałabym, o czym z nimi pogadać, a samo wytulenie wszystkich przez net nie całkiem załatwia sprawę. Potrzeba pisania, a tymczasem wszystko wkoło rozprasza skutecznie.
Postanowiłam przeczekać, robiąc sobie maraton Sailorek, na zmianę z oglądaniem Piratów Mrocznych Wód, czyli takiej hanna-barberowskiej serii z zamierzchłych czasów, której nigdy nie udało mi się obejrzeć całej, a lepiej późno niż wcale :> Co jednakowoż odmóżdża jeszcze bardziej, ale nie wnikajmy, przejdzie :>
Odżywać zaczęłam, coraz wyraźniej uświadamiając sobie, że ten nadchodzący koncert Kokii-sama to nie jest szalony sen fangirla, ale nie będę z tego powodu drzeć się radośnie, bo już po północy. Na razie nie będę >:D
I mam nadzieję, że jeszcze trochę się nawącham akacji, zanim całkiem przekwitną…

O, a dziś w naszym bezustannie się reklamującym, a wciąż mało uczęszczanym centrum handlowym była impreza dla dzieci i rodziców na przyczepkę. Niewiele widziałam, ale rozdawano w nagrodę suszarki, gofrownice i… popcornowice? _^_ Naaajpierw był konkurs wiedzy o mamach! Poootem konkurs na pogiętego tatę (nie jestem pewna, czy chcę wiedzieć)! Jeeeszcze potem cosplay i pokaz talentów – było na przykład dziewczątko ze skrzypcami, a potem drugie z konew… saksofonem. I było miło, bo muzyka grała cicho, cichuteńko, mogłam się odprężyć, a wszędzie biegały małe potworki przebrane za księżniczki. Załamałam się dopiero podczas karaoke, bo albo prowadzący nie przynieśli zróżnicowanego repertuaru, albo dzieciarnia innego nie znała. Szły na zmianę trzy piosenki Feel i jedna Dody. Tak przez godzinkę z hakiem. Z przerwą na „Orła cień” i „Hej sokoły”. Na bogów! Czy dzisiejsze dzieci słuchają tylko Dody i Feel? Moje ewentualne dzieci nie będą słuchały Dody i Feel O__o Będą wyrzutkami społeczeństwa, ale trudno, nie pozwolę im. Mam traumę. Bardzo.
Ale poza tym było fajnie XD

I chcę drugi tom „Muzyki Marie”. I „Łups!”.

I zastanawiam się bezustannie, co było pierwsze: Korona czy Ogrody?