Jeśli nie rozpiszę się tu teraz, gnana tym niesamowitym, cudownym poczuciem oczyszczenia umysłu, to kiedy? To tylko blog zapadł w sen zimowy, nie ja – choć czasem czułam, że dryfuję sobie w półśnie. Nyo, do czasu, kiedy Evil Overlord oddelegował mnie z laboratorium do świeżo otwartego ośrodka, gdzie spędziłam urocze dwa tygodnie na czytaniu, pisaniu i nawet spacerowaniu czasem. Teoretycznie powinnam go spędzać na odbieraniu telefonu z uśmiechem i przyjmowaniu rezerwacji na badania, ale cóż, skoro po pierwsze, mało kto już zdążył uświadomić sobie istnienie owego ośrodka, a po drugie, i tak nie było tam osobnego telefonu… I tak, codziennie książka. Codziennie zeszyt. Czasem spacer z centrum do domu. Ach, słodka dekadencjo, nawet urlop by ci nie dorównał!
Teraz powraca laboratoryjne odmóżdżenie, które towarzyszy wklikiwaniu nazwisk i wyników do komputera, ale staram się jakoś trzymać. Nawet do chodzenia na 7 do pracy zaczynam się przyzwyczajać i już nie przeżywam takiego szoku o poranku XD

A good morning, ma’am. Your early morning call.

I nawet znajduję swoje małe przyjemności w tym wklikiwaniu. Czy to normalne, widzieć imiona i nazwiska i zastanawiać się, jakimi osobami mogą być ci, którzy je noszą? Chyba mniej niż czytanie napisów na nagrobkach, bo one przynajmniej zawierają czasem epitafia, a nie ciąg dolegliwości mniej lub bardziej rzeczywistych. Albo zastanawiam się, jak się żyje z imieniem Spirydion albo Seweryna. Kiedy już nazwę swoją przyszłą córkę Prakseda, będę jej mogła zadać to pytanie :P
Dochodzą do tego godziny ciężko ranne, spędzane w zabiegowym i stanowiące uroczy przekrój ludzkich zachowań. Co można powiedzieć o dorodnej pannicy (potem się okazuje, że miała ona raptem 11 lat, ale mimo wszystko), która zapłakuje się z panicznym lękiem i wzbrania przed jednym małym ukłuciem, a co wyrośnie z niemowlaka, który nie przestaje się śmiać do pielęgniarek nawet podczas owego kłucia? Nyo, dorośli też się zdarzają nieźle udani. Ale do umiejętnego studiowania ludzkich charakterów jeszcze sporo mi brakuje, o ile w ogóle kiedyś przestanie.

Wake up, love.

I zazdroszczę każdemu, kto poza opowieściami potrafi pisać eseje, recenzje, artykuły, scenariusze, poezję i cokolwiek tam jeszcze. Sama na takim tle pozostaję tylko niepozorną kolekcjonerką. Zbieram opowieści dla siebie, zamiast dawać je innym, w takiej formie, w jakiej powinny zostać przekazane. Dostrzegam piękno, odczuwam błogostan albo szarpią mną silne emocje – i wchłaniam to wszystko w siebie, i tak już zostaje…
Tak, tak, nie dość, że znowu jestem po Emilce, to jeszcze po Gaimanie. I znajduję się w tym stanie, kiedy wierzę, że wszystko jestem w stanie osiągnąć. Dlatego nawet nie myślę o moim ostatnim pojedynku opowiadaniowym, żeby przypadkiem mi nie przeszło… I marzę o urlopie, żeby przedpołudnia też spędzać tylko sama ze sobą.

Can you not see that little light up there?

Bogowie, jakie to chore uczucie, ta świadomość bycia najstarszą stażem. Teoretycznego bycia mądrą i zorientowaną, a do tego konieczności tłumaczenia Rodzynkowi i Justynce, na czym tak właściwie polega nasza praca… Ach, kiedy pomyślę sobie, do jakich wniosków oni muszą dochodzić, słuchając owych tłumaczeń, czuję się prawdziwym czarnym charakterem!

Masz krostę na czele.

A tak poza tym to w tym semestrze królują zajęcia z pisania po polsku. Takich kfjatków, jakie tam trzeba poprawiać i takiej fazy, jaką daje to poprawianie, za świecą szukać XD