31.gifWszystko wskazuje na to, że jeśli chcę być tłumaczem literatury, to pozostaje mi zabrać się za fanfiki i na nich się wprawiać, bo w tym wszystkich szkołach translatorskich człowiek się babrze głównie w przekładach technicznych i – o zgrozo – symultanicznych. Co wynika z mej niedawno nabytej wiedzy. Co więc by mi szkodziło wziąć się dla odmiany za bibliotekoznawstwo? Szeroko znana to prawda nie od dziś, że chętnie zostałabym Panią Bibliotekarką albo Panią Księgarką, a uczyć się czegoś muszę, bo mi to wenę napędza.

Tak, mam licencjat, sprawdzałam trzy razy i nie ma pomyłki. Tylko dlaczego muszę jeszcze zapłacić za dyplom, skoro już wybuliłam pięć stów i zdałam wreszcie ten piekielny egzamin?! _^_

Zastanawiam się poważnie nad tym fenomenem blogowej twórczości, jakim są puste blond laski w różowych miniówach, myślące tylko o chłopakach i najczęściej starające się odbić Tego Jedynego głównej bohaterce. Co też autorce z takiej przychodzi (o czytelnikach nie wspominając)?! Toż to ani osobowości nie ma, ani nie można sobie ze smakiem i z sensem zaszaleć, co ja bredzę, tu żadnej przyjemności z pisania nie może być! Jak sobie pomyślę, że takie coś mogłoby zdetronizować moją standardową Damę Pik na pozycji rywalki, aż mnie ciarki przechodzą… Na Bogów Chaosu, toż czegoś takiego nawet nie lubić się nie da! Bo co innego nie lubić kogoś za to, że ma wredny charakter niż za to, że nie ma go wcale, bo jest kiepsko napisany.
Nie, nie sądzę, że autorki takich cosiów mają większe ambicje niż to, żeby ich „opo” (swoją drogą, nie cierpię tego skrótu) zebrało jak najwięcej „komciów”, więc nawet nie ma sensu im tego wytykać. To tylko utyskiwanie nie-do-końca-spełnionej autorki, która narzeka na innych, bo sama ewoluować nie potrafi. I przyznam, raz zetknęłam się w opowiadaniu z różową puszczalską blondyną, której przy tym nie dawało się nie lubić, chyba według autorki też. Co prawda, nie była rywalką głównej bohaterki, ale to i tak coś.

A tak poza tym, czuję się prorokinią, misjonarką i rycerką krzyżową. Dżast bikoz :>