Calpurnia.gifWołają mnie baśnie, ale trudno mi się do nich zbliżyć na tyle by napisać coś baśniowego… Nawet nie własnego, ale nowego. „Nie własnego” w sensie, że dwie baśniowe opowieści czekają na mym dysku dyżurnie; co prawda jednej mam JUŻ za mało, a drugiej JESZCZE za mało, ale i tak czerpię z nich garściami mniej lub bardziej świadomie, a potem sobie wyrzucam, że działam niesamodzielnie. Całe życie zresztą. Może ja się nadaję tylko do parafrazowania przeczytanych gdzieś słów i pisania prac licencjackich?

Where has all the magic gone?
Lost behind or lost along,
a victim of the pulse of our society…

Tęskno mi do Daneleana. Tęskno mi do iluzji. A to przecież nie jest rozsądna tęsknota. Dowód na to, że tego zdrowego rozsądku to u mnie na lekarstwo.
W ogóle jakoś odwrotnie się ostatnio zachowuję – na przykład poszedłszy w tym tygodniu do bibci wypożyczyłam dwie książki Nortonki, a przecież w pełni zdaję sobie sprawę jak u mnie wyglądają próby czytania jej książek. A wczoraj wybrałam się do miasta z zamiarem pójścia do drugiej bibci, lecz dopiero wracając zdałam sobie sprawę, że tego nie zrobiłam. I niech mi ktoś powie, o czym też myślałam przez całą drogę…

O każdej innej kobiecie Mat powiedziałby, że jest rozmarzona i całkiem rozkojarzona, ale to była przecież Nynaeve.

Czy słusznie przypuszczam, że w moim przypadku całkowite rozmarzenie i rozkojarzenie jest stanem chronicznym? Nyo ale to przecież ja.

Place a name upon the night,
one to set your heart alight
and to make the darkness bright
paint the sky with stars

Chyba ogłoszę trzynasty kwietnia (w dodatku piątek, żeby było śmieszniej) Dniem Słodkich Herbat. Jak nie karmel, to truskawka, jak nie truskawka to mango – a do tego jeszcze dwa różne ciasta i lody czekoladowe?! Teraz moje delikatne podniebienie kategorycznie domaga się słonych paluszków, ale może te dziwne orzeszki znalezione w kuchni też się nadadzą.