collie2.gifPamiętam jak w którejś Wróżce był artykuł o różnicach między intro- i ekstrawertykami, i tam przeczytałam, że związek dwojga introwertyków byłby kompletnie zamknięty na resztę świata, bo oboje nie potrzebowaliby nikogo poza sobą nawzajem. Przeczytałam i pomyślałam: a co jeśli właśnie zmęczylibyśmy się sobą nawzajem, przebywając ciągle tylko we dwoje? Co gdyby w końcu jedno powiedziało „mam cię dość”, spakowało walizki i odeszło, a drugie zostałoby całkiem samo? Albo wreszcie czy naprawdę można tak zatonąć w drugiej osobie, nie widzieć – nie potrzebować – świata poza nią i nie chcieć niczego więcej, nawet na chwilę wystawić nos poza ten kokon, który się zbudowało?

…Nie ma to jak teoretyzowanie bez większego celu i sensu, n’est-ce pas?