33.gifO, albo tak: jest sobie pani, przez jakieś 10 pierwszych tomów serii (na 12) sojuszniczka głównych bohaterów. OK, bogata i rozpieszczona, ale ciepła, uprzejma, troskliwa. I jeszcze niekiedy przywracaczka nadziei wręcz. I dama. A w tomie 11 następuje Wielkie Zdemaskowanie i pani okazuje się prawą ręką Głównego Złego – zimną suką, która pogardliwie wyśmiewa ludzi, dla których przez 10 poprzednich tomów była jak wyżej, a do tego w oczach błyszczy jej fanatyzm i żądza posiadania Sssssssssskarbu. Ja się pytam, bo mnie gnębi: czy to jest wiarygodne? Czy można umieć do tego stopnia grać?! Być na zewnątrz aż tak smpatycznym, a w środku – i ostatecznie – tak zepsutym?
Brrr.

…Tak, musiałam. Przypomniało mi się impulsywnie.

A tak poza tym to marzę o zeszycie z czystymi kartkami, ale Legnica nie jest jednak zasobna w takie. A Inai kazała mi się przeprowadzić do Warszawy i śpiewać u niej w chórze… Pojedyncze śpiewanie na rozklejeniu potrafi czasem zakończyć się zbiorowym śpiewaniem szant na całe gardło.
O, a Avellana kazała się nauczyć Rise. Tyż piknie.

Dużo szczęścia w nowym roku, pysiulki, coby Was celofyzy nie zjadły prosto spod stropu stodoły.