star-miya blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 1.2007

    gol5_.gif…Dlaczego nagle mi się przypomniało, że obiecałam sobie po powrocie z sylwka pograć w LB2? To znaczy, wiem dlaczego, ale że dopiero teraz? Cóż, ważne, że w ogóle – Heroes of M&M 3 jeszcze mi nie zjadło mózgu i nie opanowało duszy do cna. Najwyraźniej. Zaraz pójdę obejrzeć Saiunkoku i popatrzeć na Bizona Absolutnego, tak dla nastrojenia. Tak, nie ma jak pooglądać sobie bizony przed pisaniem na światy. Nie wiem czy chcę wiedzieć, czym to zaowocuje. I tak trochę mi tam już tego lata.

    Przy okazji – przypełzła do mnie nagle po cichu refleksyja dziwna. Nyo bo… Patrzę i widzę jak się różne osoby przejmują postaciami i wątkami z różnych profesjonalnych opowieści. Przeżywają burze uczuć, snują teorie, toczą zażarte dyskusje. A jak mi się w mojej małej biednej głowie ma zmieścić, że ktoś się może tak przejmować odnośnie moich opowieści? To, że w życiu bym nie wpadła na to, by się postawić przy Yazawie czy innym Gaimanie, to jedno. A drugie… Czy ja się mam czuć dumna, czy ja się mam czuć winna (Chcesz, żeby wrócił, czy nie chcesz, żeby wrócił? – spytał Kaoru w H&C. Ty słyszałeś, co ci powiedziałem, czy nie słyszałeś, co ci powiedziałem? – spytał Numernabis w filmowym Asterixie. Tak, oczywiście, że mam jazdy, skąd wiedzieliście?), kiedy słyszę, że coś kogoś dręczy i nie puszcza? Tak, wiem, taka kolej rzeczy, że obok fanserwisów muszą być schizy, że musi być równowaga we wszechświecie… Ale bądź co bądź, przejęcie pojawia się w tej rzeczywistości, podczas gdy jego obiekt pozostaje w tamtej

    O, jaaak mi przykro, że zaraz jeszcze nawiążę do notki poprzedniej, ale zaraz potem zamilknę. Zadawałam sobie tamto pytanie również na odwrót, bo przypomniałam sobie jak Vivi Nefertari mistrzowsko odgrywała czarny charakter, a potem, kiedy parę prawd się wydało, wylazł z niej taki Vaneshkoid. Nie wiem dlaczego nie umiem sobie przyswoić takiego skakania w skrajności dla pokazania natury postaci. Oczywiście, że można mieć wiele różnych twarzy, w końcu sama mam, choć i tak nikt w to nie wierzy. Ale też w efekcie owego nieprzekonania zdarzają mi się postacie balansujące na linii granicznej – nie pokazują na co je w pełni stać, przez co tak naprawdę niczego o nich nie wiadomo. A to, co wiadomo nie przekonuje na tyle, że da się im przyczepić łatkę sympatycznych…
    I wtedy mówi się tylko: tak, jest niebezpieczny – łamie serca na prawo i lewo, i uśmiecha się zwycięsko.
    Albo: tak, jest niebezpieczna – dawno dawno temu wybiła większość rzadkiej rasy, a do tego uśmiecha się uroczo przez większość czasu.
    Tudzież: tak, jest niebezpieczny, skoro nawet wojskowi z Zielonego Gaju podchodzą do niego z takim nabożnym lękiem, sami nie wiedząc dlaczego.
    Albo wreszcie: tak, są niebezpieczni, w końcu jak ktoś się ubiera w takie krzykliwe, odblaskowe ciuchy, to nie można się go nie bać, desu ne?
    A sens razem z prawdziwym niebezpieczeństwem bierze i idzie w buraki, o.

    A to dziwne, owa notka miała być o czymś zupełnie innym, a tu nagle znienacka mi się na okołotwórczościowe tematy zebrało zamiast na fangirlowe. Ale prędzej czy później i tak by toto na wierzch wypełzło, nie ma się co łudzić…

    A teraz obejrzmy Saiunkoku i pomódlmy się o siłę potrzebną do jutrzejszej wyprawy do bibci. Prrrecz z OTH.
    (Tak właśnie, nie doceniam uroków bycia kobietą, a potem się dziwię, że chcą mi jajniki oglądać, wstydziłabym się, nyo!)

    Buhaha?

    2 komentarzy

    33.gifO, albo tak: jest sobie pani, przez jakieś 10 pierwszych tomów serii (na 12) sojuszniczka głównych bohaterów. OK, bogata i rozpieszczona, ale ciepła, uprzejma, troskliwa. I jeszcze niekiedy przywracaczka nadziei wręcz. I dama. A w tomie 11 następuje Wielkie Zdemaskowanie i pani okazuje się prawą ręką Głównego Złego – zimną suką, która pogardliwie wyśmiewa ludzi, dla których przez 10 poprzednich tomów była jak wyżej, a do tego w oczach błyszczy jej fanatyzm i żądza posiadania Sssssssssskarbu. Ja się pytam, bo mnie gnębi: czy to jest wiarygodne? Czy można umieć do tego stopnia grać?! Być na zewnątrz aż tak smpatycznym, a w środku – i ostatecznie – tak zepsutym?
    Brrr.

    …Tak, musiałam. Przypomniało mi się impulsywnie.

    A tak poza tym to marzę o zeszycie z czystymi kartkami, ale Legnica nie jest jednak zasobna w takie. A Inai kazała mi się przeprowadzić do Warszawy i śpiewać u niej w chórze… Pojedyncze śpiewanie na rozklejeniu potrafi czasem zakończyć się zbiorowym śpiewaniem szant na całe gardło.
    O, a Avellana kazała się nauczyć Rise. Tyż piknie.

    Dużo szczęścia w nowym roku, pysiulki, coby Was celofyzy nie zjadły prosto spod stropu stodoły.


    • RSS