got27.gifJeśli już mi się zdarzy powiedzieć komuś, że mi na nim zależy, to albo robię to przelotem, mimochodem i w żartach, albo z rzuceniem się na szyję, wylewnym tonem/masą emotikonek… Niepoważnie. Może lepiej nic nie mówić niż mówić niepoważnie? Albo poprzestać na regularnych miłych zaskoczeniach, kiedy piszę pierwszy w życiu list do danej osoby i ta osoba zaraz się nad nim rozczula?

Chyba za dużo mi się narobiło osób i rzeczy, za którymi tęsknię, jejku jej.

Drogie dzieci, nie mieszajcie nigdy Panica z Piękną i Bestią. Bo kiedy to pierwsze dziwnym trafem zaczyna kojarzyć się z ENDem, a to drugie od dawna… hm, długa historia, to nastroje zaczynają szaleć jak szalone, a nawet bardziej!

Tak, moje marzenie o zapadającym w pamięć czarnym charakterze własnego chowu wywindowało mi do czołówki marzeń życiowych i w tym momencie jest chyba bardziej odległe – o ile w ogóle realne – niż skończenie przynajmniej jednej opowieści. Odpowiadam, bo mnie pewien Vannyś pytał, czego ja od takiej postaci oczekuję. Otóż oczekuję, żeby budziła dreszcze, żeby nie odpłynęła mi w karykaturę i parodię, i żebym jej nigdy osobiście nie spotkała. Klasa i osobowość mile widziana, ale wtedy istnieje niebezpieczeństwo, że się do delikwenta przywiążę na tyle, że zacznę mu zaglądać co najmniej do głowy, jeśli nie do serca, a wtedy prędzej czy później znajdę coś, przez co będę chciała go po główce pogłaskać. Brrr.
OK, przychodzi mi do głowy jeden osobnik, któremu się jakimś cudem udało wybronić, ale to pewnie dlatego, że za mało o nim pisałam, a i analizowałam nawet dość ostrożnie. Uff.
Mhm, tak. Tak, zastanawianie się, jak u licha ktoś taki jak Miranda trafił do czegoś takiego jak END, prowadzi właśnie do takich przerażających wniosków.

Ech, pora się zabrać za rysowanie czegoś, co nie zawiera zakochanej pary. Choć tak ze dwie czekają… Nie, trzy. Na dokończenie, nyo.