star-miya blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 11.2006

    27.gifPowiedzmy.. Jest sobie zespół. Kilku młodych, charyzmatycznych, przyjemnych do popatrzenia, a może nawet niekiedy i do posłuchania. Pragnących coś światu przekazać, a może coś wykrzyczeć, wyrazić siebie, może zrobić coś znaczącego. Może ich piosenki dają do myślenia. I co? Jak się z tym zgadza stadko rozpiszczanych fangirli? Co one widzą, ładne buzie? Czy słyszą ładne głosy i ważne słowa, czy zagłuszają je swoim piskiem? O co im w ogóle chodzi i jak bardzo się to kłóci z ideą zespołu? Czy zespół w ogóle ma jakąś swoją ideę, czy tylko pozuje? A może, tak jak Yaten Kô, wyrzucają listy miłosne od wielbicielek, stwierdzając cynicznie, że nie o ich względy im chodzi, że one są bezmyślne i nie rozumieją ich sztuki?

    Hmm, a czy odpłynięcie w takie wywody oznacza, że powinnam czuć się zagrożona, bo mój własny wewnętrzny fangirl zaczyna się domagać nowej strawy? Czy może wprost przeciwnie – powinnam to przyjąć bez zaskoczenia?
    Swoją drogą, chętnie bym sobie posłuchała ThreeLights śpiewających coś innego niż tylko te dwie piosenki, które pojawiły się w anime.

    Jak tak patrzę na swe notki pisane we wspomnianym wczoraj transie twórczym, zastanawiam się czy są dowodem na to, że zmądrzałam, czy raczej zgłupiałam? A może próbuję sobie po prostu udowodnić, że stać mnie na Głębię, Filozofię i Artyzm? Dziś ze mną jeszcze dziwniej niż wczoraj, bo dziś jestem po Pani Wyroczni i już zdążyłam się przekonać, że książki pani Atwood zostawiają we mnie dziwny zamęt i dziwne ambicje, ich bohaterki o popapranym dzieciństwie, rodzinie, życiu zawodowym i uczuciowym też. A, i zainteresowaniach też. Może ja sobie wrócę do czytania pana Carrolla, jego twórczość sama w sobie jest zamętem, a zostawia najwyżej zawrót głowy i poczucie przedobrzenia. Zwłaszcza jak się przeczyta za dużo książek z rzędu.

    Dzisiaj. Jest. Dziwniej. Co nie znaczy, że gorzej.

    Analizuję sobie moje opowieściowe „group-shoty” (nie mylić z shotą!) i liczę, ile z nich zawiera po 13 osób. Tak jakoś mam tendencje do tej liczby, sama nie wiem dlaczego. Z przekory? Ale ta, o której zaczęłam myśleć wczoraj, nie ma prawa być aż tak liczna… Choć może powinna. Może liczniejsza. Może rozszczepiona jaźń nie powinna mieć tylko siedmiu części, być tak mało złożona. Ale cóż, liczba ma tu pewne symboliczne znaczenie, więc jest pechową siódemką i trudno!
    Potrzebne mi siedmioliterowe imię męskie, które NIE brzmi Zygfryd, do jasnej anielki, skoro delikwentów ma być siódemka. Każde z nich ma jakąś jedną cechę charakterystyczną, jakiś konkretny odłamek duszy pierwowzoru, który NIE nazywał się Zygfryd, jak już wspomniałam. Za to był magiem, dźwiękmistrzem i człowiekiem o wielu tajemnicach. Siódemka natomiast jest niekompletna (w różnych tego słowa znaczeniach) i zdeterminowana. Ponieważ są różnymi aspektami tej samej osoby, czują się mocno od siebie zależni i to ich denerwuje. Trójka z nich głównie walczy, trójka knuje, a siódme pozostaje na razie enigmą. Siódemka kategorycznie musi dostać własne twarze i własne zalążki osobowości, bo zalążek fabuły już ma…
    Moje wewnętrzne lęki najbardziej właśnie wołają do mnie o te twarze. O nierozpoznawalność. O swojowłasność. Ale nie zamierzam im na razie ulegać, bo po pierwsze do martwienia się mam póki co summonera, a po drugie natchnienie mi zagląda przez ramię, uśmiechając się szeroko. Albo mu się podoba, albo mnie potem wyśmieje przed innymi natchnieniami, nie wiem. Ale nie mogę się nie oduśmiechnąć, to zaraźliwe…

    got54.gifCzuję, że jestem stracona dla świata, choć mam nadzieję, że nie dla światów… Po tym jak natchnienie atakowało mnie wiosenną pogodą i zachęcało do spacerów wzdłuż rury i po działkach (z dochodzącym z nich zapachem dymu, odurzającym jak należy), odpływałam w przeszłość, ale tym razem na tyle produktywnie, że nawet zaczęłam nie tylko opracowywać tło do opowieści, a nawet je nieśmiało w tej opowieści umieszczać – panuj, Chaosie jeszcze bardziej, panuj. Po tym zaś jak wspomniane natchnienie doprawiło wczoraj trzepnięciem wodną gitarą, nagle wyskoczyłam w przyszłość i to w przyszłość wykraczającą poza tę właśnie opowieść. I ta przyszłość mi się diabelnie podoba, niespodziewanie podoba! Siedziałam do tej pory i myślałam: co zrobić po t a k i m zakończeniu od jakiego się nie mogę opędzić – drugie FFX-2? A nawet jeśli, to co z fabułą, gdzie fabuła? Gdzie przynajmniej jakiś pozór fabuły? A dzisiaj na spacerze zaczęłam widzieć tę fabułę coraz wyraźniej i coraz oczywiściej. I co ja mam z tym zrobić, do jasssnej anielki?! Winnam przynajmniej ponotować, żeby nie uciekło… Nie, żebym nie zapomniała nawet jeśli ucieknie. Bo będzie miało sporo czasu żeby uciec. Przecież nie zostawię właściwej opowieści rozbabranej i niedokończonej, żeby zająć się ni z gruchy, ni z pietruchy, jej sequelem, ne?

    Uff.
    Pisanie z założenia normalnych notek w transie tfurczym takie oto daje wyniki. Deal with it.

    but we deal, we deal

    Czasami mam ochotę przeprowadzić eksperyment, założyć sobie bloga – najlepiej na Mylogu, bo tam tego pełno – i wrzucić na niego coś dłuższego specjalnie po to, żeby móc dać do oceny. I żeby mieć chwile stresu, na ową ocenę czekając. I przyjmować gupie bezosobowe komenty. Dziwnam.

    A dziwniejsze, że po tych wszystkich poschizowanych snach, przez które chodziłam struta i padnięta, takie jedno trzepnięcie dało mi takiego kopa… trzepa… masło maślane, wiem, ale jak inaczej to napisać… że mnie nosi w każdym razie. O.

    Sit back, sit back, relax, relapse

    A kysz, siło nieczysta, a kysz!
    …Nie, natchnienie, to nie do ciebie było. Ty sobie spokojnie usiądź na kanapce, wypij herbatkę z dzikiej róży, a tę gitarę to ja ci może potrzymam…

    Ike! Ike!

    15 komentarzy

    Calpurnia.gifZ jednej strony prych, bo problemy z trafieniem do tej właściwej szkoły, albowiem nie rzucała się w oczy tak, jak ta niewłaściwa, a też zatłoczona – acz nieprzyjazna. Bo niepewność czy przypadkiem nie zrobię się głodna i nie zechcę kupić czegoś do jedzenia, w związku z czym nie zdecydowałam się radośnie przepuścić kasy na wymarzoną Ami-chan SD, w wersji breloczkowej. Bo dezorganizacja i zagubienie, przez co nie wiedzieliśmy, gdzie co się ogląda/odbywa/coś tam robi. Bo Cloasek się pochorował i znowu się nie spotkałyśmy. Bo Vannysia nie było i nie mógł obronić swych rysunków przed kamerą (kamerą? KAMERĄ?!). Bo tęskniłam za pewnym rysunkiem jeszcze zanim go podarowałam. Bo za dużo do obgadania, a za mało czasu i za mała podzielność uwagi. Bo zdjęć za mało narobiłam. Bo wreszcie zaledwie dwie z kawałkiem godziny snu.

    Zaczęłam od tych zuyyyyyyyych wiadomości, jak widać.

    Z drugiej jednak strony pisk, bo spotkałam znowu Serisię, Tencię, Satsuś, Alath i różnych innych Krewnych i Znajomych Jenota *ściiiiiiiiiiiiisk* Bo spotkałam wreszcie chûsę, Kerociana i Chiska *glomp* Bo wzruszające spotkanie rodzinne z Ariowym „Ale ty teraz ładna jesteś!”. Bo chwile rozczulenia z Tenciowym „Ależ ty go musisz kochać”. Bo miałam łapy zielone od fioletowego płomienia. Bo narysowałam Mrocznego a Demonicznego Biszonena, Który Będzie Miał Przerąbane. Bośmy z Serisią poknuły i pofazowały. Bo dostałam od Alath obrazek. Bo zrobiłam sesję zdjęciową ubierającej się Alirci. Bo Evil Kalambury i Yoko Kanno. Bo na żywo też jestem taka pozytywna jak w sieci, jak orzekły specjalistki. Bo jestem również prawie rozmowna. Bo wszystkieśmy głupie, nudne i nieciekawe, i Orochi nas pokona. Bo skoro Miya jest brokatowa, to Aeiran może być lakierowany. Bo zaliczone jednakowoż pół odcinka Slayers i kawałki różnych dziwnych anime z bizonami. Bo mamie się podobają „ci dżentelmeni” na wyszywance. Bo Tencia chce do mego rysunku z Blue Mary dotworzyć drugą część. Bo się do mnie modlono. Bo Xai, Klahan i Demyx. Bo Geddwyn w spódnicy, jasny gwint, a może i z różowym puszkiem przy komórce. Bo zjadłam gwiazdkę z Omegą i PRZEŻYŁAM.

    Podsumowując, wychodzi na plus i pokazuje jasno, że Miyaki nie jeżdżą na konwenty dla konwentów, tylko dla spotykanych tam ludziów i nieludziów. Nic innego po dwóch Bakach stwierdzić się nie da. Mądrego. I w ogóle.

    A Airel mi pokazała konkurs na opowiadanie fantastyczne i aż mnie nagle mózg zaswędział. Ale konkurencji robić jej nie będę, zwłaszcza, że pomysłu ni ma i raczej się nie zjawi. Koronę trzeba pisać i na światy dalej knuć, a nie wenę trwonić na jakieś cosie!
    Idę teledyski pooglądać, to zawsze działa.

    gol16_.gif(do melodii Fuyuu Yume, bo sama komponować nie umiem)

    A przecież droga ciągle daleka
    Gdzie snów niewyśnionych
    Strzegą czarne chmury
    I szklane góry
    Noc otuliła dzień
    Jakie to ważne
    By znów miało co rzucać cień
    Ale nie idź do światła
    Bo złudą się okaże
    Przez ciemność drogę znacz
    Tęczy kawałkami
    Modlę się
    By właśnie tobie się udało
    Przerwać nić
    Obudzić bogów, zdobyć sławę
    Przyda się
    Trochę odwagi, poświęcenia
    Wiary, że
    Coś cię ocali
    Jakiś cud
    A przecież wokół stwory ciemności
    Czyhają na natchnionych
    W gorączce nocy
    Zamknięte oczy
    Pozwolą lepiej ci
    Dojrzeć marzenia
    Bo wizje pełnych chwały dni
    Jeśli serce masz czyste
    Są ciągle do spełnienia
    Choć walczą z wiecznym snem
    W swoim małym niebie
    Czekać chcą
    By ktoś się zmierzył z marzeniami
    Przerwał nić
    Obudził bogów, zdobył sławę
    Mocno chciał
    Znaleźć się jak najwyżej
    Już wiesz, jakie to ważne
    By znów miało co rzucać cień
    Ale nie idź do światła
    Bo złudą się okaże
    Przez ciemność drogę znacz
    Tęczy kawałkami
    Modlę się
    By właśnie tobie się udało
    Przerwać nić
    Obudzić bogów, zdobyć sławę
    Przyda się
    Trochę odwagi, poświęcenia
    Wiary, że
    Coś cię ocali
    Bo wiedz:
    Czekać chcą
    Aż ktoś się połakomi na nie
    Przerwie nić
    Obudzi bogów, cisną gromy
    Zawrze gniew
    Gdy po ofiarę zejdą z nieba
    Z góry patrz
    Jak świat się wali
    I leć
    Modlę się
    Byś to ty
    Mocno chciał
    Jak najwyżej…

    *

    - Jeśli uważasz, że musisz się wspomagać kradzioną potęgą, najwyraźniej nisko się cenisz. Pewnie słusznie.
    - Kiedy zdobędę moc bogów, każę ci to odszczekać!
    - A jeśli mam rację, nawet nie zdołasz posiąść tej mocy. Zniszczy cię swoim pierwszym muśnięciem.

    *

    - Widzisz, coś ty narobił?! Przez ciebie pierwszy raz jestem gotowa się z nim zgodzić!


    • RSS