goth_gothcouple2_6_6_2002.gifZ jednej strony Blackmore’s Night, z drugiej Duma i Uprzedzenie, z trzeciej fanserwis, a z czwartej END… To wygląda ciekawie. Podkreślam, wygląda.

Jest sobie pani prawniczka, młoda, ładna i tyleż pracowita, co zapracowana. I w naprawdę pracowitym momencie swego życia napotyka pana, w którym rozpoznaje dawnego znajomego. Pan jest odpowiednio przystojny, sympatyczny (…) i w ogóle, tylko ciągnie się za nim jakieś bezpodstawne oskarżenie o gwałt, wobec tego jest biedny i och, i ach. Pani prawniczka postanawia znajomość kontynuować, bo obiecująca zarówno pod względem zawodowym jak i osobistym. Znajomość rozwija się coraz bardziej romantycznie i coraz bardziej szczęśliwie, aż któregoś dnia ten miły pan proponuje ciężko zakichanej pani prawniczce, że jak tylko wróci skądśtam, zabierze ją na miły łykend. Zakichana czeka na jego powrót. Czeka. Czeka. Jako ta Penelopa. Aż w pewien wieczór zostaje dziwnym zbiegiem okoliczności samiutka w budynku, w którym pracuje, i w klimacie niczym z thrillera miły pan dopada ją na schodach, jeszcze milszy niż dotychczas… I okazuje się nie być tym, za kogo się podawał, tylko wredną szują, wobec której oskarżenia wcale nie były bezpodstawne…

OK, już dochodzę do sedna. Otóż jak już się nawygadywałam z wściekłości, że mi szuja na sam koniec serialu zepsuła ulubioną postać, znowu włączył mi się chłodny punkt widzenia autorki i zaczęłam się zastanawiać nad czarnymi charakterami. Nyo bo… Po co tak długo się wysilać, udawać grzecznego i kochanego chłopczyka, zgrywać komedię dla chwilki jednego gupiego gwałtu? Nie prościej byłoby przyczaić się w ciemnej uliczce i załatwić sprawę od ręki (od…)? A potem przyszło drugie pytanie: co taki czarny charakter może sobie myśleć? Czym się kierować i do czego zmierzać? Do zabawy z ofiarą, grania na jej uczuciach? Syci się tym przez te wszystkie dni, a efekt końcowy jest już tylko dopełnieniem, kiedy może patrzeć jak wyraz twarzy ofiary zmienia się ze szczęśliwego i pełnego nadziei na zawiedziony i przerażony?
Może ja taką szuję za wysoko cenię…

Hm. Abstrahując, jest sobie hipotetyczny czarny charakter, ma jakieś swoje cele, a jakie ma powody? Tragiczna Przeszłość™ jest zbyt kiczowata, a bycie po prostu psychopatą jest zbyt łatwym wyjaśnieniem. Jest coś pośrodku? Ach, ewentualnie święcie wierzy, że cel uświęca środki i jego działanie w ostatecznym rozrachunku przyniesie dobre efekty dla ogółu. Ale taki to nawet niekoniecznie czarny musi być.

- Nie ukrywam, chętnie bym też go zobaczył.
- Po moim trupie!!
- No cóż, w końcu jesteśmy w Saedd Ménn

Ness mi coś tam kadziła, że piszę o kobietach potrafiących się obejść bez mężczyzn, a ja mam wrażenie, że wprost przeciwnie. Choć też zależy, na którą kobietę akurat patrzę… Przypomniało mi się też jak ktoś na forum narzekał na Mgły Avalonu, że to taka feministyczna książka, w której faceci to ciepłe kluchy zależne od kobiet kompletnie XD Czy rzeczywiście… Co mieli poradzić, że na takie manipulantki trafili… I to przypomnienie mi przeniosło punkt widzenia z kobiet na facetów. A po ponownej lekturze Dumy i Uprzedzenia, głównie na zakichanych facetów. I efekt tego brzmi: Jacy! Oni! Są! Zależni! Od! Nas!
Czy gdybym przeniosła punkt widzenia jeszcze raz, okazałybyśmy się równie zależne od nich? Jeśli tak, to byłaby ulga…

Chyba zaczynam dorastać do wątków miłosnych. Ale to z kolei nie jest ulga, bo biorąc pod uwagę, że sentyment ciągnie mnie do twórczości pani Sandemo, a żądza fazy do książek pani Devereaux, to mi niekoniecznie musi wyjść na dobre…

Brak mi namieszania w opowieści, braaak miii! Tylko, że takie namieszanie, o jakie mi chodzi, jeszcze się pewnie długo nie zdarzy… J. D. Tarquinie, jestem prawie pewna, że się nie polubimy, ale pojaw się i namieszaj! Jesteś co prawda inspirowany jak jasny gwint, ale większego urazu niż do summonera z Korony na pewno do ciebie mieć nie będę. Zresztą, samo bycie inspirowanym jeszcze o niczym nie przesądza, w przeciwnym razie Kaede już na starcie byłby stratą czasu :P

O, właśnie. Z piątej Korona…