goth2_3_28_2002.gif…Chyba, że oczywiście zasłaniają go chmury, które jeszcze sobie nie poszły. I te wystające z gruntu bloki. A jak jeszcze się ma okna od złej strony, to już w ogóle :P
Właśnie wznoszę toast za każdego SZDa, który w pewnym momencie swego życia zakochał się w Tej Dobrej, po czym zginął od kuli/śmiertelnego promienia/wiązki naelektryzowanych kolców/inszego paskudztwa przeznaczonego dla niej.
I za jednym zamachem za każdego SZDa, który przeżył i pod wpływem Tej Dobrej się nawrócił i stał się, za przeproszeniem, sympatyczny…

– Mógłbym… zupełnie się zmienić, gdybym miał twoją miłość.
- Nawet gdybyś rzeczywiście mógł, i tak byś nie chciał.
- To fakt…

Straszne, że to piszę, ale CAŁE SZCZĘŚCIE.

A w ogóle to dlaczego, dlaczego, DLACZEGO po opowieściach, które nie są moje, szwenda się aż tyle postaci z potencjałem? I może jeszcze z jakimiś niejasnościami i niedopowiedzeniami, które aż chce się wyciągnąć na wierzch i dopowiedzieć po swojemu? I co, dziecko ściągnie, może nawet będzie wiedziało jak zaadaptować, a potem zacznie się frustrować. Że nie wie jak ta postać ma wyglądać i mieć na imię. Żeby się czymś różnić od oryginału.

– Zdobyłem już jej przyjaźń… Swojego ducha odda mi dobrowolnie.
*w tym momencie następuje przerwa na omdlenie bulgoczącego ze szczęścia shippera*

Co do postaci z potencjałem, to jestem akurat w trakcie oglądania Honey & Clover, przez co mogę sobie pływać w postaciach, ot co. Co prawda zostało mi jeszcze 8 odcinków, więc może nie powinnam się spieszyć z opiniami… Nie, zaraz. Zostało mi TYLKO 8 odcinków. Pierwszej serii, nyo ale druga ledwo zaczęła wychodzić, soł… I tak zrobiłam sobie chwilę przerwy, gdy po kilku odcinkach od kiedy mój ulubiony postać poleciał do Ros Andzeres zacęłam sę… khem, zaczęłam się zastanawiać, czego u licha mi tam tak brakuje. Zabrało mi to tyle czasu, bo oczywiście ta banda wariatów z Fujiwara Design mniej więcej mi równoważyła…
…Zaraz, stop.
Znaczy, jak postawię na jednej szali pięcioro ludzi i psa, a na drugiej Moritę, to mi się „mniej więcej równoważą”? Skjeri…
Zaraz po przeczytaniu tanukowej recenzji H&C rzuciło mi się w oczka przedstawianie myśli bohaterów. Nyo rzeczywiście – myśli Takemoto słyszymy regularnie, Mayamy też, zwłaszcza w drugiej połowie, Yamadzie i Hanamoto-senseiowi również się zdarza pomyśleć. A u Hagu i Mority – cisza. Jak już tych dwoje poznałam, przestałam się temu dziwić – nawet gdyby, to ich myśli zapewne byłyby nie do zrozumienia i potrzeba by było Takemoto do rozszyfrowania ich. Zajęłoby to otóż dwa razy więcej odcinka – jaki tu sens? XD A tak, tamci pozostali tak się uzewnętrzniają, że ja już nie mam co dodawać, ku uldze Zdesperowanych Czytelników. Co nie znaczy, że ich ignoruję. Takemoto jest kochany i chciałabym takiego, żeby przekładał na zrozumiały język moje skróty myślowe, których czasem sama nie potrafię pojąć. Mayamę mam ochotę na zmianę trzepać po głowie, pogłaskać i znowu trzepać, za to Yamadę lubię od kiedy tylko ją zobaczyłam. A Hanamoto-sensei ma u mnie plus za zatytułowanie Takemotowego dziełka, o :>
A co do tych najbardziej artystycznych duszyczek… Hagu prędko zaczęła mnie przerażać i to niekoniecznie wyglądem, bo do niego się z czasem przyzwyczaiłam. Pasuje jej do osobowości. Małe toto, kruchutkie, dziecinne. O drobnych łapkach z wielką mocą twórczą. Powiedziałabym, że niepokoi mnie jej oderwanie, ale to będzie znaczyć, że albo jestem hipokrytką, albo ona jest SKRAJNIE oderwana. Ale nie, to nie znaczy, że krytykuję. Przecież otworzyła się w końcu przed tymi paroma osobami, może nie tyle wpuściła ich do swojego świata, co zajrzała do ich (i zaczęła mieć pragnienia typu włożenie sexy yukaty XD). A jednocześnie jej zazdroszczę tego specyficznego patrzenia na świat, które zauważył Takemoto… Nie, nawet nie samego patrzenia, tylko umiejętności zobrazowania tego, co w ten sposób zobaczyła (żyrafka, łiii! :D).
Swoją drogą, robiłam kiedyś na kursie szybkiego czytania test na dominującą półkulę mózgową i wyszło mi, że są, khe khe, mniej więcej w równowadze. Prowadzący kurs popatrzył i rzekł: „O, to dobrze!” a ja się załamałam czytając wynik – odbieram sztukę jak trzeba, ale wyrazić jej nie mogę. Nie artystka, tylko właścielka galerii. Nie pisząca, tylko pracująca w wydawnictwie. Nie, ja wiem, że gdyby wierzyć testom, byłabym wierną kopią Irmy Lair z W.I.T.C.H., ale za każdym razem kiedy to sobie przypominam, przypływa ta świadomość, ile tam we mnie się kotłuje i jak niewielki procent z tego jestem w stanie poskładać w miarę spójnie, a jeszcze mniejszy wydobyć na zewnątrz. Ale newermajnd, odpłynęłam za daleko.
Co do Hagu jeszcze, to chyba najlepiej ją rozumiałam (oprócz momentu kiedy robiła *poke poke* pozieleniałemu Mayamie – „nie żyje…”) widząc jak reaguje na Moritę. Nie mam na myśli tego, jak ją straszył śmiertelnie na początku, tylko później, ten dyskomfort w jego obecności i syndrom Śpiącej Królewny na odwrót. Jestem dziwnie pewna, że miałabym podobnie. I tu mogłoby być miejsce na kolejną dygresję, tym razem na temat dlaczego u licha, nie da rady być sobą przy tym kimś, do kogo się czuje miętę, ale to raczej nie dziś, bo mimo wszystko za mało się znam :P
Skoro już o Moritę zahaczyłam – na co od początku miałam ochotę, na co nieustannie mam ochotę – do tego pana mogłabym piszczeć i piszczeć, acz na pewno nie jako obiektu westchnień, nic z tych rzeczy. Jakkolwiek gdy zaczynałam oglądać, miałam wrażenie, że będzie mnie głównie przyprawiał o fazy, tak bardzo szybko zaczął mnie zwyczajnie roztkliwiać. Też mam ochotę kiwać nad nim łebkiem ze zrozumieniem, choć może niekoniecznie z autopsji, a po prostu… Nyo, ze zrozumieniem. Dla jego spontaniczności, szalonych pomysłów i jeszcze czegoś, co mi umknęło i nie mogę złapać. Na swój sposób równie oderwany jak Hagu, tyle że mimo wszystko ma osobowość równie „na zewnątrz” jak ona „do środka”. I, i, i ta bezpośredniość, te komentarze na temat zakochanej Yamady i Mayamy-stalkera :D Człowiek zaraz ma ochotę zglompować i… Nie, może nie zglompować. Takich Moritów się niekoniecznie glompuje, do takich się raczej uśmiecha i uśmiecha, i…
Hm, może rzecz w regularnym powtarzaniu roku? Ale nie, miało nie być z autopsji, a to akurat jest :P
Jeszcze coś miałam… Aha, muzyka. Piosenki! Openingi OBA i pierwszy ending! I to takie, co mi się śpiewa co chwilę, to, to… to nucenie, nyo _^_ się wysłowić nie umiem _^_ zabija mnie, enyłej i o dziwną głupawkę przyprawia. A przy okazji stwierdzić muszę, że w tym serialu sporo by się takich głupawek nazbierało, jakby tak na części rozebrać, a jednak całość wywołuje u mnie nostalgię, o.
A najbardziej ujęło mnie to poszukiwanie czterolistnej koniczynki. I ta więź między Hanamoto, Haradą i Riką-san coś mi przywodzi na myśl, jakąś inną, zapomnianą już opowieść może, ale sama nie wiem.

Wzdech.
Właśnie odkryłam, że Hagu jest przerażająco dobrym materiałem do analizy O__o

A poza tym mam problem odnośnie opisów, a konkretnie jednego opisu. Jak u licha mam pisać o miejscu wyglądającym jak skrzyżowanie Rabanastre z Zanarkandem?! Nie da rady mierzyć się z doskonałością!
Jednak postacie z potencjałem, kandydaci do ściągnięcia, to już wyzwanie bardziej na moją miarę.

– Przydałyby się balony na wystawę. Możesz…?
– *dmuch dmuch*
*w tym momencie następuje kolejna przerwa, bo shipper się załamuje*

Mroczna natura shippingu nie przestaje mnie zaskakiwać, ale szlag, dobrze mi z tym XD

A po wypraniu bordowej bluzeczki jest taka fajna różowa woda, łiii!