31.gif Koncentrując się jak najmocniej, wyrzuciła w górę obie ręce. Gdy wypowiedziała w myślach ostatnie słowa inkantacji, ledwo stworzony zagajnik rozjaśniły unoszące się w powietrzu światełka. Właściwie nie wiedziała czy przywołała robaczki świętojańskie, czy po prostu jej moc – mimo wszystko – odnosiła się również do światła, ale efekt bardzo jej się spodobał. Uczyniła nieznaczny gest ręką, a światełka uniosły się wyżej, pod niebo – wyglądało to jakby pokazały się gwiazdy, pierwszy raz odkąd tu przybyła. Machnęła drugą i rozpoczęły pełen wdzięku taniec.
Wtedy stwierdziła, że brak jej sił i zatoczyła się. Na szczęście zanim zdążyła upaść, poczuła silne ramię swojego towarzysza. Uśmiechnęła się na myśl, że on zawsze wiernie przy niej czuwa.
– Robisz się coraz silniejsza – posadził ją na trawie, po czym wyczarował kieliszek wypełniony czerwonym płynem i podał jej – Ale nie zaszkodzi, byś to wypiła, naprawdę wzmacnia.
– A cóż to? Krew jednorożca? – zażartowała, przytykając kieliszek do ust. Napój był kwaśny, ale smaczniejszy od szampana, który zawsze dotąd piła na rozpoczęcie roku. Ewentualnie na przyjęciach, na które czasem zabierali ją rodzice… Nieważne. Wypiła łapczywie, chcąc w ten sposób odegnać nieproszone myśli. Miała tylko nadzieję, że jej głowa nie okaże się za słaba.
– Co za miłe uczucie! – roześmiała się, dematerializując kieliszek i wyciągając się na trawie.
– Świadomość władania magią? – zapytał mężczyzna swoim niskim, wibrującym głosem. Wbił w nią uważny wzrok jakby zamierzał ocenić jej odpowiedź zanim jeszcze padła.
To zawsze było miłe uczucie – pokręciła głową i powiodła ręką wokół siebie – Mówię o tym wszystkim. Zawsze wyobrażałam sobie takie miejsca i marzyłam by istniały naprawdę. Bym mogła… Nie wiem, przyprowadzić tu kogoś bliskiego?
Zerknęła na niego niepewna, czy spodoba mu się taka odpowiedź. Zmarszczył brwi i zamyślił się głęboko, ale się nie odezwał.
– Uważam, że ta sceneria… Ta chwila jest bardzo romantyczna – podjęła więc i zachichotała, czując dziwną lekkość w głowie. Może to działanie wina, a może szczęścia? A jednocześnie… Coś ją nagle ścisnęło w gardle.
– Twoje słowa są radosne, ale dusza jest jeszcze strapiona – zauważył jej towarzysz. Zawsze dostrzegał takie rzeczy; podejrzewała, że zdążył już poznać ją na wylot.
– Może to marzenie jest nadal niekompletne – zachichotała ponownie – Może brakuje jeszcze, żebyś mnie pocałował?
Tak, to zdecydowanie była sprawka wina. Przy trzeźwym umyśle nigdy by tego nie wymyśliła!
Po jego obliczu przemknęło coś na kształt uśmiechu – takiego jak w chwilach, gdy uczył ją posługiwania się mocą ciemności.
– Nie boisz się mnie? – zapytał, a jego oczy rozbłysły żółtą barwą. Zaraz jednak zgasły, tak samo uśmiech.
– Też coś – żachnęła się i usiadła, chowając twarz w dłoniach. Na wypadek gdyby miała się zaczerwienić.
– Cóż, i tak nie mam prawa cię tknąć – stwierdził po namyśle – Jesteś wszak przyszłą królową, a ja tylko twoim niegodnym sługą.
– Nigdy nie zachowywałeś się jak niegodny sługa – prychnęła – Już raczej jak mentor.
– Skoro jestem mentorem, a ty uczennicą – podchwycił – tym bardziej nie wypada.
– Kto ustalił te zasady? – skrzywiła się; skoro już zaczęła, mogła dalej ciągnąć tę zabawę – Jako przyszła królowa mogę ci rozkazać, żebyś mnie pocałował!
– Czy jesteś gotowa stosować przymus wobec serc? – odparował – Serc tych, którymi będziesz władać?
Zdumiało ją to pytanie; czy tak właśnie miałaby postępować prawdziwa władczyni? Zmuszać poddanych, by ją kochali? By byli szczęśliwi pod jej rządami?!
– Ja… Chyba… – zaczęła niepewnie, ale jedno spojrzenie na mężczyznę wystarczyło, by odzyskała rezon i ściągnęła brwi – A jeśli tak? – zapytała wyzywająco.
Nie pomyliła się – to, co wyrażało jego oblicze, mogła śmiało nazwać dumą. I satysfakcją. Zawsze w takich chwilach czuła się jakby wygrała na loterii, choć do kogo tak naprawdę wędrowała nagroda?
– Myślę, że koniec lekcji na dziś – zdecydował, podnosząc się z trawy – Powinnaś się przespać, bo jutro weźmiemy się za silniejsze czary. Pokazałaś dziś, że jesteś na nie gotowa.
– Wspaniale! – ucieszyła się i natychmiast zakręciło jej się w głowie. Pozwoliła by pomógł jej wstać.
– Ale czy to wszystko do jutra nie zniknie? – zatroskała się jeszcze, kiedy odchodzili.
– To już dla ciebie żaden problem, księżniczko – przypomniał, podając jej opiekuńczo ramię – Zawsze będziesz mogła stworzyć nowe.
Opuścili zagajnik i ruszyli przez dzikie, mroczne pustkowie.