couples_gothcouple1_6_16_2002.gifRozmowa (de)liryczna

Rewanżu dla Vanny część 1 – Collected

Przyjęcie miało się rozpocząć lada chwila i uczestnicy w eleganckich strojach już się zapewne zebrali w głównej sali – ale to było na dole, wiele pięter poniżej, gdy tymczasem winda z jedną samotną pasażerką wjechała na samą górę.
Wyszła na dach, wzdychając z rozdrażnieniem. Nie rozumiała tylko, dlaczego ktoś wybudował w wysokich górach hotel o potwornej ilości pięter. Przeczuwała jednak, że skoro jej towarzysz jeszcze się nie pojawił w tłumie, to znajdzie go właśnie tu. I rzeczywiście, siedział niemal przy samej krawędzi, na rozłożonej marynarce, nie dbając o to, w jakim później będzie ona stanie.
Usłyszał jej kroki i obejrzał się przez ramię.
– Zawsze na szczycie – mruknęła – Tak ci najlepiej, prawda?
– Dosłowny szczyt może być równie dobry jak ten metaforyczny – uśmiechnął się kącikiem ust i spojrzał w dół – Nawet niekiedy lepszy.
– Z jednego i drugiego łatwo spaść – prychnęła, ale podeszła bliżej – Wiesz jak bolesny może być taki upadek?
– Oczywiście – skinął głową – Przecież inaczej nie byłoby wyzwania, prawda?
Przesunął się trochę i dał znak gestem, by usiadła obok. Trochę się bała o swoją białą kreację, a on dobrze o tym wiedział – nie przestawał się uśmiechać, ale też przyglądał jej się krytycznie.
– Wyglądasz jak zjawa – ocenił – Szkoda, że nie włożyłaś tej czerwonej sukni bez rękawów. Pięknie wyglądałabyś w czerwieni.
Popatrzyła na niego sceptycznie. Uważała, że sprawiałaby raczej wrażenie jeśli nie femme fatale, to na pewno czarnego charakteru. Z drugiej zaś strony… W sytuacji, w jakiej się znalazła, byłoby to nawet na miejscu. Ale przecież nie przyłączyła się do tej niebezpiecznej gry po to, by być na miejscu. Poza tym Dighenis najbardziej lubił ją w bieli – twierdził, że doskonale kontrastuje z jej mroczną urodą.
Kiedy to było? Przecież całkiem niedawno, a jednak…
– Powiedz – jego głos wdarł się nagle w jej myśli – Ważniejsze jest dążenie do sukcesu czy życie chwilą?
Posłała mu osłupiałe spojrzenie. Kompletnie wybił ją z toru myśli – przez co miała w głowie mętlik – a w dodatku jeszcze takim pytaniem…
– Dlaczego chcesz wiedzieć? – odezwała się w końcu, przekrzywiając głowę.
– Powiedzmy, że szukam sobie motta życiowego.
– W takim razie sam powinieneś znaleźć odpowiedź.
– Osobiście myślę, że życie chwilą, o ile ta chwila jest odpowiednia… I pojawia się w niej szansa na zwycięstwo. Ale chciałem poznać twoje zdanie, czy to takie dziwne?
Znów się zamyśliła. Sama uważała, że najważniejsze jest szczęście i spokój ducha, ale podejrzewała, że by ją wyśmiał. Zresztą tak było dawniej, zanim Dighenis został zabity. Zanim rzuciła wszystko żeby stanąć po stronie Chaosu… W celu zemsty.
Śmiechu warte.
– Mój ojciec powtarzał, że najważniejsze jest życie w zgodzie ze sobą – powiedziała, sama się dziwiąc, że właśnie to jej przyszło na myśl. Miała nadzieję, że nie zauważył napływających jej do oka łez.
– Dziwne – stwierdził – A przecież ludzie tak lubią udawać kogoś, kim nie są…
Zamrugała powieką bez zrozumienia. Za to z nagłą myślą, że dobrze zrobiła, podkreślając rzęsy – rzadko łapała się na tego rodzaju myślach.
– Bo twój ojciec też był człowiekiem, prawda? – zauważył jej zmieszanie. Rzadko kiedy czegoś nie zauważał. Zwłaszcza jeśli to powinno przejść bez echa.
Skinęła głową i odetchnęła głęboko, próbując powstrzymać ściskanie w gardle.
– Opowiedz mi o nim – zażyczył sobie niespodziewanie, wprawiając ją w jeszcze większą konsternację – Jaki był?
– Był… Pierwszy po wodzu naszego klanu – zaczęła niepewnie, wbijając wzrok w górski krajobraz
- W walce nie miał sobie równych i wróżono mu wielką karierę.
– Nie o to pytam – przerwał jej, kładąc się i przymykając oczy – Jakim był człowiekiem? Osobą?
Westchnęła cicho, ale właściwie nic jej nie szkodziło. I tak już byli spóźnieni.
– Dlaczego chcesz wiedzieć? – zapytała, z nieprzyjemnym wrażeniem, że się powtarza. W dodatku nie miała pewności, czy usłyszy prawdę.
– Bo był kiedyś taki człowiek, który ulotnił się zanim przyszedłem na świat – na jego fascynującej twarzy zagościła melancholia – Nie żeby mi przez to czegoś brakowało w życiu… Ale może właśnie powinno. Pozwolisz mi zrozumieć?
Spuściła wzrok. Kiedy właściwie przestała wpatrywać się w krajobraz? Coraz więcej chmur nadchodziło – Vayne i Bonne Marie się postarali.
– Lubił się śmiać – szepnęła – Zawsze kiedy miał czas zabierał mnie na wycieczki do miast… Oczywiście o ile matka nie zabierała mnie wcześniej na wędrówki po lasach… I przekazywał historię przodków – miał taki zabawny sposób mówienia nawet o dramatycznych wydarzeniach. No i był niezwykle honorowy.
– Jak cały wasz lud – skwitował – Jak ty.
To była celna strzała, ale przywoływała więcej wspomnień.
– Wiesz, jak się związał z moją matką? – uśmiechnęła się krzywo – Pomagał raz jej plemieniu w walce z traiggilami i uratowała mu życie swoją magią. Potem nie mogła się od niego opędzić… Nie podobały jej się te tradycje powierzania życia, spłaty długu. Ale nie przekonała go. W końcu już nie chciała go przekonywać. Serce nie sługa.
– A widzisz – skomentował z nagłym zadowoleniem, podnosząc się – Widać w taki sposób można stworzyć całkiem udaną parę.
– W końcu zresztą spłacił ten dług… I sam przy tym zginął – dokończyła, starając się ignorować jego słowa. Ale to było trudne, zbyt trudne, zwłaszcza, że znaleźli się w tej chwili tuż obok siebie. A w następnym momencie poczuła jego usta na swoich… Czy odwrotnie? A czy to ważne, kto robi pierwszy krok?
…Ważne.
Poderwała się gwałtownie i zakręciło jej się w głowie. Zareagował prędko, podtrzymując ją.
– Powinniśmy już od dawna być na dole – mruknęła.
– Po co to mówisz, skoro wolałabyś powiedzieć coś przeciwnego? – posłał jej ten dziwny, drwiąco-zwycięski uśmiech, którego tak nie lubiła. Za bardzo zapadał jej w pamięć.
Nie wypuścił jej jeszcze z ramion, wyrwała się więc. Nie miała już problemów z równowagą.
– To, że ocaliłeś mi życie, nie znaczy, że możesz je naginać jak chcesz! – zawołała z oburzeniem.
– To twoja tradycja – wzruszył ramionami – Chcesz teraz wystąpić przeciw niej?
Zacisnęła dłonie w pięści, aż zabolało.
– Potrafisz tworzyć ułudę, ale nie dasz rady rozkazywać sercu. Tego nikt nie potrafi.
– Może i nie, ale zdziwiłabyś się, ile można mu wmówić.
Odwróciła wzrok i pozwoliła się ująć pod ramię i poprowadzić w kierunku wejścia do hotelu.
Wsiadając do windy zastanawiała się czy zdąży jeszcze wpaść do pokoju i zmienić suknię.