black_goth.gifWiosna szaleje, koledż staje na gło… dachu, nauką zawalają, natchnienie się budzi… Elfy mi po łebku znów łażą, wobec czego powinnam wreszcie skorzystać z okazji i skończyć… Khem, skończyć jak skończyć, ale ROZWINĄĆ wreszcie opowieść z Przesileniem w tle, zamiast zastanawiać się bezproduktywnie dlaczego Hassila wypiła truciznę, jaki kolor włosów ma Lierni i czy Ríllith weźmie się w garść i ucieknie z dzieckiem, czy zostanie w gnieździe węży, powolutku acz skutecznie łamana… Ja się zaczynam do nich przywiązywać, skjeri O__o

A z drugiej strony tak mnie znowu na rysowanie bierze – czy to krótkopisem, czy to żelkiem, czy choćby pikselami w Paincie, postawienie każdej kolejnej kreski przywołuje dreszcz, a każdy dreszcz przywołuje westchnienie… Ja może dziwnie w tej chwili brzmię, ale bywa, bywa… Że coraz dokładniejsze rysowanie jest jak pieszczota, a precyzyjne wykańczanie szczegółów jak najdelikatniejszy dotyk – a kiedy już się dobiorę do twarzy albo do dłoni… A na koniec patrzy się na efekt czułym wzrokiem. Z triumfalnym uśmiechem. Można tak zmysłowo odbierać rysowanie, czy tylko mi tak odbija?
A Airel zapytała raz: „Zawsze tak dopieszczasz wrogów?”…

Zua i Perfidna Avellana sprawiła, że mój światopogląd zawalił się już totalnie, narobiwszy zdjęć rozmaitym zielonym kwiatkom. Z dedykacją.

i od lat cytują swój mit?