gol94_.gif…guise. Bądźmy dzisiaj ortograficzni, towarzyszko Yagami, ten jeden raz.
Jakie to dziwne, jakie dziwne…
Jeśli kiedyś uda mi się napisać Epopeję, to chyba w niej nie wystąpię. A na pewno nie na długo… Chociaż zaraz, mój pojedynek z Shigeru powinien się kiedyś odbyć. Ale też kto powiedział, że właśnie wtedy?
Jak tak patrzę wstecz na tę istotę, którą byłam… Będę… Nie, ewidentnie NIE BĘDĘ. Którą w założeniu miałam być, o. Układaną w mocno zwichrowanym okresie, po którym (oprócz zastanawiania się, co mi wtedy, u licha, było XD) pozostał mi Nightwish, dość jednoznaczne spojrzenie na czekoladę i oczywiście Lex. Pogodną na zewnątrz, ale samotną w duszy ze swoimi rozpaczliwymi obsesjami. Bez paru osób, których nieistnienia po prostu nie potrafiłabym sobie teraz wyobrazić. Siedzącą pośród zasłon, w scenografii jakby pożyczonej od Carnetii, wpatrując się w lustro… Nyo więc, jak tak patrzę, to aż mi się śmiać chce – TO niby miałam być ja?! Jakim cudem?!

Tak, ja sobie w pełni zdaję sprawę, że mi ten blog gdzieś odjeżdża ostatnimi czasy w inne rzeczywistości. Ale jeśli mam do wyboru pisanie o radosnej tfurczości własnej albo en pe o fangirlowaniu na punkcie jakiegoś random idola, to bardzo przepraszam, ale wolę to pierwsze :P
Korona też mi chodzi po głowie, co jest nie lada wyczynem – bo czegoś takiego jak Korona po prostu nie da się włożyć na głowę. Ale ta opowieść też miała być całkiem inna, może bardziej międzyświatowa, z bardziej wymieszanymi klimatami. Miałam ją tylko zacząć i zostawić w spokoju – gdybym tak zrobiła, może zyskałabym arcyrywala, który by mi nie dał spokoju przez resztę życia. A tymczasem dziękuję Siłom Wyższym za Bohatera z Przeznaczeniem (TM). Naplawdę! Pierwszy raz w życiu (Wojowniczek Poświaty nie liczę, młoda byłam XD)! I pomyśleć, że się frustrowałam, skąd i po co on mi się właściwie wziął… Ale gdyby nie Soran, wątki nie zaczęłyby mi się spajać coraz bardziej sensownie i opowieść nie byłaby tym, czym… Hm, będzie. Nawet ze skojarzankami. Zwłaszcza ze skojarzankami?!
W ogóle lubię chyba wszystkie główne postacie z wyjątkiem Quellenthy. Nie dlatego, że mnie załamuje jej gust, ale dlatego, że nie umiem jej nadać wyrazu. Znaczy, gdybym miała poopisywać ich charaktery, akurat o tej pani nie umiałabym pod tym względem napisać NIC. Serio serio… Nie wiem, może mnie jeszcze kiedyś przekona.
Swoją drogą, marzy mi się napotkanie postaci niejednoznacznej, nieprzewidywalnej, kontrowersyjnej. Taką, którą można uwielbiać i nienawidzić na zmianę, która wzbudzałaby silne emocje… Acz nie wiem, droga towarzyszko Kusanagi, czy aż tak mi Takumi i Gure-san potrzebni do tego, żebym się potem frustrowała, że nie umiem wykreować kogoś własnego…

Tak, ta notka została napisana głównie po to, żebym szybko zechciała napisać następne, które mogłyby ją zdjąć z głównej. Może nawet będą normalne :P

A księżniczka Leia i Han Solo to taka powalająca para, a niech ich kaczka kopnie XDDD