26.gifJakby mało było, że czas i tak płynie za szybko, to teraz jeszcze wyrwał godzinę do przodu, rozregulowując mi cykl życiowy. Aaale co tam, i tak jestem ostatnio rozregulowana, rozkołysana i roztransowana, już mi (chyba) nic nie powinno zaszkodzić, ne?
Przyszła do mnie taka wszechogarniająca i błogosławiona ulga, i uwolniła mnie od rozmaitych dręczących dotychczas niepokojów. Ale o tym to chyba nie na tym blogu powinnam pisać… Choć i tak wszystkim wiadomo, że jestem mistrzynią w zacieraniu granic między rzeczywistościami i to, co przeżywam w jednej, zawsze w jakiś sposób odbija się na drugiej…
Hmm, ulga, wolność, energia, życie-jest-piękne mode – wiosna nareszcie zdecydowała się przyjść i wybuchnąć znienacka. Nyo, znienacka, bo dopiero co leżał śnieg na ulicach, a teraz nagle zrobiło się ciepło i nawet słonecznie! Tylko czekać zieleni, rzekłabym, gdybym nie bała się zapeszyć.
Poza tym wenę mam taką, że aż się we mnie przelewa i wylewa, i nawet się nieźle zgrała z motywacją i chęcią do pisania! To oczywiście wina pewnych teledysków, ostatnio to zawsze jest wina owych pewnych teledysków i ciekawa jestem, kto mi potem, po przeczytaniu wypocinów mych, uwierzy, że w życiu nie grałam w gry z serii Final Fantasy, nyo kto, ja się pytam… Ale póki co za dobrze mi się pisze, za dobrze mi się układa, żebym tak od razu miała histeryzować z tego powodu. A mogłabym, oczywiście, że bym mogła – kiedy sobie przypomnę jak histeryzowałam przy Take me, crapie, który nawet gdyby chciał, nie mógłby pretendować do miana dzieła literackiego (łomatko, omal nie napisałam „działa”…), to jak by to wyglądało teraz? Ale nie, na razie nie. Za bardzo się zajmuję dialogami, za mało spójnie opisuję Świat Przedstawiony, więc jeśli mam histeryzować, to tylko z tego powodu, że nic z niczego nie wynika :P A gdyby nie teledyski, nie wiedziałabym jak wyglądała Korona, nadal bym się głowiła, skąd się wziął Soran i co jest mu pisane, nie byłoby Ogrodów… Co ja bredzę, w ogóle nie wpadłabym na taką opowieść. A tak, wszystko to się stało i do tego jeszcze na wieki wieków będę się upierać przy twierdzeniu, że Ojos Asi pani Shakiry JEST piosenką z gruntu ZŁOWIESZCZĄ (a przy okazji – nie, nie i jeszcze raz nie, nie zgadzam się na żadne parady na Betelgezie! >.> Zresztą i tak nie umiałabym czegoś takiego opisać _^_) i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej, o!
Ha, a moja twórczość pseudoliteracka została oficjalnie Twórczością, Do Której Się Nawiązuje w Innych Tekstach Literackich! Normalnie wbijam się w dumę *o* Niech mi jeszcze ktoś jakiś fanart machnie, to chyba skrzydeł dostanę i pofrunę – i będę piszczeć z przerażenia, bo przecież lęk wysokości mam _^_
A jeszcze do tego zaczytuję się Sandmanem i FAZUJĘ SIĘ przy nim. Naprawdę nie wiem czy to jest prawidłowa reakcja, ale, do licha, dobrze mi z nią :>

Hm, to przestawienie czasu jest ździebko szalone, naprawdę. Zdecydowanie za długo jest na świecie jasno. Iść na spacer czy nie iść, iść czy nie iść…
A w media playerze leci coś o wdzięcznym tytule Snow. I jeszcze jedno – Winter light. A radio w autobusie, którym dziś wracałam z koledżu, albo mnie lubi, albo chce mnie przestraszyć. Ale ja się nie dam!