Pieces.gifHura, hura, hura! Radość życia, całkowicie odzyskałam radość życia! Pomyśleć jak łatwo mi odzyskać radość życia dowiadując się, że zejdę z tego świata zadźgana przeklętym nożem przez mojego ulubionego wokalistę, JAK W PIECES, OMG *______*

*zostaje odciągnięta od Quizilli przez bliżej niesprecyzowany tłum*

Won ode mnie z tym kaftanem bezpieczeństwa, mam zupełną świadomość własnych myśli i czynów! Łiii! Kolory, widzę kolory, wszędzie kolory, tęczaaaaaaa… *_____*

Byłam wczoraj w lesie, choć chyba wolałabym iść do parku, bo tam są na drzewach liście, a nie tylko igły. Im głębiej w las, tym więcej choinek, a one niestety nie są trendy, nie nadążają za modą, gdy przychodzi jesień.
(Matko, że JA narzekam, że coś NIE jest trendy?! Toż światy się przewracają!! O_o)
Za to pięknie się jechało złocisto-czerwonymi tunelami drzew, a potem człapało się po super mięciutkim dywaniku z mchu ^___^
Wyciągnęłam rodziców na tę przejażdżkę, mimo że zbierało się na deszcz – co prawda ja chciałam na spacer, ale im się zachciało zbierać grzyby… Pojechaliśmy dość daleko i zdążyłam przesłuchać całą płytę (20 piosenek) i kawałek drugiej (tak, Miyak JEST ciężko uzależniony od swoich składanek). Niebo było szaro-fioletowe, a właściwie chmury takie były, czasem zza nich przebijał błękit, ale tylko czasem. A nawet słońce, jak się postarało. Chwilę jechaliśmy w deszczu, a potem nagle rozpięła się przed nami taka FANTASTYCZNA tęcza! Jeszcze nigdy nie widziałam takiej wyraźnej, zazwyczaj giną gdzieś w chmurach albo w świeżym miejskim powietrzu XD natomiast tym razem dokładnie widać było calutki łuk. Tatulek się napalił na garnek złota leżący na jej końcu, ale nie było gdzie się zatrzymać żeby tam pójść :P
Po powrocie do domu okazało się zaś, że grzyby, które zajęły raptem całe dno małej reklamówki, są zepsute i trzeba je wywalić, o.

Jest mi tak lekko i radośnie, że aż się boję. Ale póki mam wszystkie powody zawarte w tej i poprzedniej notce, mam zamiar korzystać i jesiennić się dalej. Tylko przydałoby się zmienić trasę spacerów, bo w obecnych już chyba dziury wydeptałam, a do tego kojarzą mi się z niedawnymi mymi frustracjami (frustracjami… ja, prawdę mówiąc, chyba też mam jednoznaczne skojarzenia z tym słowem, Vannyś >:D). Lecz co robić, skoro inaczej niż dokoła osiedla nie pójdę, bo się nie da?! Małe jest, nyo XD Chyba rzeczywiście muszę wkrótce park zaliczyć. Na razie zaś pokonuję piechotką trasę do gimnazjum, w którym mam praktyki. I z powrotem.

A propos gimnazjum, moim pierwszaczkom się chyba należy żebym wspomniała :> Nie wiedzieć czemu, zawsze podczas prowadzenia lekcji łapię fazę… Zwłaszcza kiedy próbuję ich namówić do mówienia głośno i wyraźnie, a nie tylko pod nosem. Straszne śpiochy z nich, z wyjątkiem dwojga, którzy się zgłaszają kiedy się tylko da, bo chcą mieć plusy (a dziś Czaruś mnie zapewnił, że będzie „aktywny i intymny” – Usada byłaby wniebowzięta XD). W porównaniu z potworkami z poprzedniej praktyki (i z najgorszej dzielnicy w mieście) obecni to aniołki, ale i tak mi mój mentor powiada, że najlepiej nadawałabym się do liceum, bo taka jestem Strasznie Miła :> Cóż poradzić, że przeznaczenie ciągle rzuca mną po rozmaitych gimkach? Hm? Wspominałam już, że nie lubię przeznaczenia? Ale na razie nie mam na co AŻ TAK narzekać.
Zwłaszcza, że przyszły poniedziałek jest wolny i się wyśpię, ŁIIIIIIIIII!!!

Dlaczego tak zawsze jest, że produktywność na normalnym kategorycznie wyklucza wenę na opowieści i odwrotnie? Coś w światach bardzo pragnie być napisane, a nie może… I jeszcze jedno coś – bo mam nawrót potrzeby romantyzmu – ale tu jest jeszcze większy problem, bo nie umiem o miłości i tyle. Zaś wiedząc o kim chcę pisać, mogę stwierdzić, że gdy ich znów zobaczę, pewnie podsumuję całą sytuację słowami: „Szaleje na jej punkcie i myśli, że tego nie widać” :P
Jak to jest, że najbardziej irracjonalne pairingi okazują się najbardziej udane? To pewnie zależy od poziomu fazy ich niewyżytych autorek… >:D

A animowy Howl już się do mnie śle WRESZCIE! :DDDDD

Koniec tych dygresyj, jestem hepi i idę fazować dalej.