38.gifAAAAAAAAAAAAA!!!
*paranoja mode on*
Bus z Omegi przejechał dziś rano koło mojego przystanku!!! O___o
What the hell, przecież oni nigdy tędy nie jeździli!!!
A może jeździli, tylko się z tym do tej pory kryli…
O_________o

…Nawet czarne litery na białym tle widzę już na jesienno. To całkiem ciekawe doświadczenie.

Słychać u mnie Blackmore’s Night, słychać kiedy tylko jestem w pokoju. Zawsze już będą mi się kojarzyć z jesienią; pewnie dlatego, że zostałam na nich nawrócona o tej porze roku (Vanny – :-***), ale ja tam uważam, że grają w kolorach jesiennych liści. Dlatego siedząc w pokoju mam więcej jesieni w duszyczce niż wychodząc na dwór, bo trudno mi się spacerowało ostatnio… Widać i spacery mogą czasem przestać być konstruktywne.
Wychodząc z domu czyniłam sobie Mocne Postanowienie, że tym razem będę się zajmować tylko Jesienią, a jeśli wpadnie mi do głowy jakaś jesienna baśń, to nią też. Ale nie – co tylko ruszałam w drogę, zaczynało się liczyć tylko ile i jak szybko przejdę, myśli mi się mąciły, tworząc bałagan uciążliwy i destrukcyjny, a nie twórczy, wypełniając mi głowę czarnymi chmurami, chociaż słońce świeciło. Ciężko mi się spacerowało, wracałam do domu ze zwichrowanym nastrojem i zaczątkami migreny.
A nie o to chodzi, nie należy tak marnować czasu i natchnienia, trzeba korzystać póki liście całkiem nie opadły, póki senne promienie słońca, póki drzewa wygląają jak namalowane przez impresjonistę, póki z uśmiechem patrzę na czerwień…

Nie bać się spacerów, do licha ciężkiego, bo przecież to jakaś patologia!!

Poszłam dzisiaj równym krokiem, oddychając równie równo (XD) i udało mi się mieć przed oczami tylko kolory, a w głowie tylko Way to Mandalay, tylko Be Mine Tonight, tylko Ghost of a Rose… I czułam się jak nowa, naprawdę. Jakby jakieś brzemię ze mnie spadło. Czułam, że żyję.
Naprawdę nie rozumiem, co mnie napadło z tymi huśtawkami nastrojów. Chociaż właściwie to wiem co, ale nie wiem po co. Pewnie będę kręcić nad tym łebkiem z politowaniem, kiedy już mi przejdzie, ale licho wie, kiedy przejdzie. Jeśli już ma trwać, to lepiej żeby jak najspokojniej.

Zamarzyło mi się posiadanie discmana, żebym mogła zabrać piosenki Blackmore’s Night na spacer nie tylko duchem. Życie mi ratują.
Wróciłam z rozczuleniem – i zaczątkami migreny, ale to chyba jednak od wiatru.

Chciałabym pojechać gdzieś do lasu, póki jeszcze te liście są. Jesień ma w sobie jakiś niepowtarzalny urok i chyba jednak lubię ją równie mocno jak wiosnę, tylko w inny sposób. Wiosną wszystko się budzi, a jesienią zasypia, jedno i drugie zaś daje wyobraźni takiego kopa, że tylko to wykorzystywać. Jeśli się wie, na co, oczywiście XD

Howl zawitał do legnickiego kina!!! Musiałam to zapisać tłustym drukiem, bo to rewolucja po prostu. Rzadko kiedy coś dociera do nas TAK SZYBKO – serio mówię. A taka Mononoke Hime czy Sen to Chihiro no Kamikakushi chyba w ogóle nie dotarły drogą inną niż wideo-DVD. Aż mnie to zaszokowało! O___o Gdyby nie moja opinia o dubbingowaniu anime, pewnie bym się wybrała jeszcze zanim dostanę na cieplutkiej świeżutkiej płycie… Nadal się boję tych zmian w fabule, ale tak poza tym to zrobione jest prześlicznie i raz po raz oglądam sobie AMV z tegoż, przez co pewnie już zawsze będę w pewnych miejscach słyszała Tonight, tonight Smashing Pumpkins zamiast muzyczki Hisaishiego – ale to mi nie przeszkadza, bo świetnie pasuje XD Na razie staję sobie przed plakatem i zachwycam się zamkiem. Jest zabójczy! I ma kurze łapki! ^___^

A koniki morskie są słodkie, a soczek marchewkowy przepyszny. Tarta marchewka też *^_________^*