adopted_bakaneko.gifWzięło mnie na porównywanie sobie czytadeł i oglądadeł rozmaitych. Dobrą sobie chwilę na to znalazłam, właśnie teraz, kiedy jeszcze mogę pozwolić sobie na chwilkę luksusu NIE wyobrażania sobie Haru w parze z Kisą, NIE myślenia o tobie w rodzaju żeńskim, NIE bania się Gure-sana i NIE zastanawiania się czy autorka miała akurat zły dzień. Adaptacje i oryginały, różne złudy i różne prawdy, a może różne strony jednej prawdy.

Jeszcze latem, na lekcjach Zdeterminowanego Mówienia po Angielsku, podjęłyśmy z moją sensei temat właśnie czytadeł i ich ekranowych odpowiedników. Stwierdziłam wtedy, że najlepiej najpierw zapoznać się z tą gorszą wersją, bo lepiej mieć potem miłe zaskoczenie niż niemiłe :> Ale jak zdecydować, co właściwie jest gorsze, hę? Odnoszę dziwne wrażenie, że sama bardziej lubię te wersje, z którymi się zapoznałam NAJPIERW, bez znaczenia czy to film, czy czytadło. A tę później poznaną wersję bezlitośnie objeżdżam…

I nie, nie będę tym razem mówić o Biedźminie.
Ani nawet o kinówce Biedźmina.
Chociaż kinówka ma swoją dobrą stronę w postaci nieobecności Filavandrela wyglądającego jak Olbrychski :P
A swoją drogą doszłam do wniosku, że człowiek, który wymyślił wygląd smoczątka w Biedźminie, miał styczność z Furubą. Nyo bo toż to ewidentny konik morski, jak nic!! XDDDDDDDDD

Ale dobra, najpierw powiem o wyjątku od reguły, zwącym się „Mgły Avalonu”. Najpierw zobaczyłam film. I uznałam, że jest ładny.
Potem przeczytałam książkę, która jest cudownie gruba i pełna rozmaitych wątków, i teraz jest jedną z moich najulubieńszych.
A potem jeszcze raz sobie zobaczyłam film, żeby pamięć odświeżyć… I TAK SIĘ ŚMIAŁAM jak rzadko kiedy, co chwilę zadając sobie pytanie, co to u licha właściwie jest…
Dzieci, nie oglądajcie „Mgieł Avalonu” PO przeczytaniu XD

A ciekawa jestem co by było, gdybym najpierw Harry’ego Pottera OBEJRZAŁA. Chociaż właściwie wiem, co by się stało – zostałoby mi mało pola dla wyobraźni i widziałabym wszystko takie jak w filmie, a nie takie, jakie by mi się wydawało. Narzucone takie by to było. Dziwna sprawa z tymi adaptacjami. Ciąle się zastanawiam nad „Forrestem Gumpem”, ju noł? Różni się film od książki w ładnych paru miejscach i jakiś taki cieplejszy mi się wydaje. Ale też go oglądałam najpierw, może i w tym przypadku mam skrzywiony pogląd XD

Haaa, a w przypadkach mangowo-animowych też mam o czym myśleć. Bo na przykład czekam teraz aż mi w łapki wpadnie ghiblijny (QUOI?) Howl, o. I się tak jakby boję oglądać, już teraz, a co dopiero gdy już go dostanę… Z tego co wiem, to mocno odstaje od oryginału, zresztą to u Miyazakiego normalne. Ale jakaś wojna, jakieś mieszanki postaci, czy ja tam kogoś rozpoznam w ogóle? Przyznam się, że za książką od niedawna przepadam, podoba mi się ta opowieść taka, jaka jest. Ale też chcę się troszkę grafiką pozachwycać, bo wiem, że jest czym.

A manga FB ma skjeri shojowatą kreskę, która nie wiedzieć czemu skojarzyła mi się zaraz z Tanemurą, czy czymś takim. Ciekawe jak długo będę się psychicznie przygotowywać do porządnego przeczytania. Bo w końcu mam przynajmniej jeden powód żeby to zrobić.

O, i One Piece się do tej pory boję przeczytać inaczej niż tylko parę rozdziałów wyrywkowo. I naprawdę nie wiem dlaczego, biorąc pod uwagę, że w mandze brak fillerów, do których złapałam uraz podczas oglądania.

Dziwna jestem, nie? _^_

A na przykład Bleacha bałabym się całego obejrzeć. Za mangą przepadam, a anime widziałam tylko parę odcinków, żeby móc sobie głosów posłuchać, o. Czy mogłoby być inaczej, gdybym zaczęła od oglądania właśnie?! O__o Nawet nie chcę o czymś takim myśleć…

A może tak się dzieje tylko wtedy, kiedy manga i anime idą sobie zgodnie… Takie Sailorki się potężnie różnią od siebie i czytałam, i oglądałam z takim samym zapałem, choć odczucia miałam inne i do wniosków innych doszłam… A może byłam jeszcze za młoda, bez doświadczeń i bez urazów XD

Ha, wiem, o czym jeszcze powinnam napisać – o Bambi! XD Serio XD Właśnie a propos mych młodych lat mi się przypomniało XD I chętnie jeszcze raz bym przeczytała książkę, żeby móc sobie ponarzekać jakie to disneyowskie coś jest słodziutkie i nieskomplikowane (ale ma Kwiatka! ale ma Kwiatka!) XD Tylko, że mi ją gdzieś zabrali całe wieki temu, bu :P

Ja naprawdę jakaś dziwna jestem, ale właściwie powinnam być tego świadoma od początku sego istnienia, więc co się będę przejmować >:P

A tak przy okazji, chciałam oznajmić, że wszyscy spod znaku Raka to sadystyczne świry. Oczywiście zdarzają się niechlubne wyjątki, ale tak poza tym to wszyscy. Już oglądając Saint Seiya doszłam do tego wniosku ;>

*zaczyna liczyć akapity, które zaczęła od „A”*

Hmm…