star-miya blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 10.2005

    Pieces.gifHura, hura, hura! Radość życia, całkowicie odzyskałam radość życia! Pomyśleć jak łatwo mi odzyskać radość życia dowiadując się, że zejdę z tego świata zadźgana przeklętym nożem przez mojego ulubionego wokalistę, JAK W PIECES, OMG *______*

    *zostaje odciągnięta od Quizilli przez bliżej niesprecyzowany tłum*

    Won ode mnie z tym kaftanem bezpieczeństwa, mam zupełną świadomość własnych myśli i czynów! Łiii! Kolory, widzę kolory, wszędzie kolory, tęczaaaaaaa… *_____*

    Byłam wczoraj w lesie, choć chyba wolałabym iść do parku, bo tam są na drzewach liście, a nie tylko igły. Im głębiej w las, tym więcej choinek, a one niestety nie są trendy, nie nadążają za modą, gdy przychodzi jesień.
    (Matko, że JA narzekam, że coś NIE jest trendy?! Toż światy się przewracają!! O_o)
    Za to pięknie się jechało złocisto-czerwonymi tunelami drzew, a potem człapało się po super mięciutkim dywaniku z mchu ^___^
    Wyciągnęłam rodziców na tę przejażdżkę, mimo że zbierało się na deszcz – co prawda ja chciałam na spacer, ale im się zachciało zbierać grzyby… Pojechaliśmy dość daleko i zdążyłam przesłuchać całą płytę (20 piosenek) i kawałek drugiej (tak, Miyak JEST ciężko uzależniony od swoich składanek). Niebo było szaro-fioletowe, a właściwie chmury takie były, czasem zza nich przebijał błękit, ale tylko czasem. A nawet słońce, jak się postarało. Chwilę jechaliśmy w deszczu, a potem nagle rozpięła się przed nami taka FANTASTYCZNA tęcza! Jeszcze nigdy nie widziałam takiej wyraźnej, zazwyczaj giną gdzieś w chmurach albo w świeżym miejskim powietrzu XD natomiast tym razem dokładnie widać było calutki łuk. Tatulek się napalił na garnek złota leżący na jej końcu, ale nie było gdzie się zatrzymać żeby tam pójść :P
    Po powrocie do domu okazało się zaś, że grzyby, które zajęły raptem całe dno małej reklamówki, są zepsute i trzeba je wywalić, o.

    Jest mi tak lekko i radośnie, że aż się boję. Ale póki mam wszystkie powody zawarte w tej i poprzedniej notce, mam zamiar korzystać i jesiennić się dalej. Tylko przydałoby się zmienić trasę spacerów, bo w obecnych już chyba dziury wydeptałam, a do tego kojarzą mi się z niedawnymi mymi frustracjami (frustracjami… ja, prawdę mówiąc, chyba też mam jednoznaczne skojarzenia z tym słowem, Vannyś >:D). Lecz co robić, skoro inaczej niż dokoła osiedla nie pójdę, bo się nie da?! Małe jest, nyo XD Chyba rzeczywiście muszę wkrótce park zaliczyć. Na razie zaś pokonuję piechotką trasę do gimnazjum, w którym mam praktyki. I z powrotem.

    A propos gimnazjum, moim pierwszaczkom się chyba należy żebym wspomniała :> Nie wiedzieć czemu, zawsze podczas prowadzenia lekcji łapię fazę… Zwłaszcza kiedy próbuję ich namówić do mówienia głośno i wyraźnie, a nie tylko pod nosem. Straszne śpiochy z nich, z wyjątkiem dwojga, którzy się zgłaszają kiedy się tylko da, bo chcą mieć plusy (a dziś Czaruś mnie zapewnił, że będzie „aktywny i intymny” – Usada byłaby wniebowzięta XD). W porównaniu z potworkami z poprzedniej praktyki (i z najgorszej dzielnicy w mieście) obecni to aniołki, ale i tak mi mój mentor powiada, że najlepiej nadawałabym się do liceum, bo taka jestem Strasznie Miła :> Cóż poradzić, że przeznaczenie ciągle rzuca mną po rozmaitych gimkach? Hm? Wspominałam już, że nie lubię przeznaczenia? Ale na razie nie mam na co AŻ TAK narzekać.
    Zwłaszcza, że przyszły poniedziałek jest wolny i się wyśpię, ŁIIIIIIIIII!!!

    Dlaczego tak zawsze jest, że produktywność na normalnym kategorycznie wyklucza wenę na opowieści i odwrotnie? Coś w światach bardzo pragnie być napisane, a nie może… I jeszcze jedno coś – bo mam nawrót potrzeby romantyzmu – ale tu jest jeszcze większy problem, bo nie umiem o miłości i tyle. Zaś wiedząc o kim chcę pisać, mogę stwierdzić, że gdy ich znów zobaczę, pewnie podsumuję całą sytuację słowami: „Szaleje na jej punkcie i myśli, że tego nie widać” :P
    Jak to jest, że najbardziej irracjonalne pairingi okazują się najbardziej udane? To pewnie zależy od poziomu fazy ich niewyżytych autorek… >:D

    A animowy Howl już się do mnie śle WRESZCIE! :DDDDD

    Koniec tych dygresyj, jestem hepi i idę fazować dalej.

    Way to Mandalay

    8 komentarzy

    38.gifAAAAAAAAAAAAA!!!
    *paranoja mode on*
    Bus z Omegi przejechał dziś rano koło mojego przystanku!!! O___o
    What the hell, przecież oni nigdy tędy nie jeździli!!!
    A może jeździli, tylko się z tym do tej pory kryli…
    O_________o

    …Nawet czarne litery na białym tle widzę już na jesienno. To całkiem ciekawe doświadczenie.

    Słychać u mnie Blackmore’s Night, słychać kiedy tylko jestem w pokoju. Zawsze już będą mi się kojarzyć z jesienią; pewnie dlatego, że zostałam na nich nawrócona o tej porze roku (Vanny – :-***), ale ja tam uważam, że grają w kolorach jesiennych liści. Dlatego siedząc w pokoju mam więcej jesieni w duszyczce niż wychodząc na dwór, bo trudno mi się spacerowało ostatnio… Widać i spacery mogą czasem przestać być konstruktywne.
    Wychodząc z domu czyniłam sobie Mocne Postanowienie, że tym razem będę się zajmować tylko Jesienią, a jeśli wpadnie mi do głowy jakaś jesienna baśń, to nią też. Ale nie – co tylko ruszałam w drogę, zaczynało się liczyć tylko ile i jak szybko przejdę, myśli mi się mąciły, tworząc bałagan uciążliwy i destrukcyjny, a nie twórczy, wypełniając mi głowę czarnymi chmurami, chociaż słońce świeciło. Ciężko mi się spacerowało, wracałam do domu ze zwichrowanym nastrojem i zaczątkami migreny.
    A nie o to chodzi, nie należy tak marnować czasu i natchnienia, trzeba korzystać póki liście całkiem nie opadły, póki senne promienie słońca, póki drzewa wygląają jak namalowane przez impresjonistę, póki z uśmiechem patrzę na czerwień…

    Nie bać się spacerów, do licha ciężkiego, bo przecież to jakaś patologia!!

    Poszłam dzisiaj równym krokiem, oddychając równie równo (XD) i udało mi się mieć przed oczami tylko kolory, a w głowie tylko Way to Mandalay, tylko Be Mine Tonight, tylko Ghost of a Rose… I czułam się jak nowa, naprawdę. Jakby jakieś brzemię ze mnie spadło. Czułam, że żyję.
    Naprawdę nie rozumiem, co mnie napadło z tymi huśtawkami nastrojów. Chociaż właściwie to wiem co, ale nie wiem po co. Pewnie będę kręcić nad tym łebkiem z politowaniem, kiedy już mi przejdzie, ale licho wie, kiedy przejdzie. Jeśli już ma trwać, to lepiej żeby jak najspokojniej.

    Zamarzyło mi się posiadanie discmana, żebym mogła zabrać piosenki Blackmore’s Night na spacer nie tylko duchem. Życie mi ratują.
    Wróciłam z rozczuleniem – i zaczątkami migreny, ale to chyba jednak od wiatru.

    Chciałabym pojechać gdzieś do lasu, póki jeszcze te liście są. Jesień ma w sobie jakiś niepowtarzalny urok i chyba jednak lubię ją równie mocno jak wiosnę, tylko w inny sposób. Wiosną wszystko się budzi, a jesienią zasypia, jedno i drugie zaś daje wyobraźni takiego kopa, że tylko to wykorzystywać. Jeśli się wie, na co, oczywiście XD

    Howl zawitał do legnickiego kina!!! Musiałam to zapisać tłustym drukiem, bo to rewolucja po prostu. Rzadko kiedy coś dociera do nas TAK SZYBKO – serio mówię. A taka Mononoke Hime czy Sen to Chihiro no Kamikakushi chyba w ogóle nie dotarły drogą inną niż wideo-DVD. Aż mnie to zaszokowało! O___o Gdyby nie moja opinia o dubbingowaniu anime, pewnie bym się wybrała jeszcze zanim dostanę na cieplutkiej świeżutkiej płycie… Nadal się boję tych zmian w fabule, ale tak poza tym to zrobione jest prześlicznie i raz po raz oglądam sobie AMV z tegoż, przez co pewnie już zawsze będę w pewnych miejscach słyszała Tonight, tonight Smashing Pumpkins zamiast muzyczki Hisaishiego – ale to mi nie przeszkadza, bo świetnie pasuje XD Na razie staję sobie przed plakatem i zachwycam się zamkiem. Jest zabójczy! I ma kurze łapki! ^___^

    A koniki morskie są słodkie, a soczek marchewkowy przepyszny. Tarta marchewka też *^_________^*

    adopted_bakaneko.gifWzięło mnie na porównywanie sobie czytadeł i oglądadeł rozmaitych. Dobrą sobie chwilę na to znalazłam, właśnie teraz, kiedy jeszcze mogę pozwolić sobie na chwilkę luksusu NIE wyobrażania sobie Haru w parze z Kisą, NIE myślenia o tobie w rodzaju żeńskim, NIE bania się Gure-sana i NIE zastanawiania się czy autorka miała akurat zły dzień. Adaptacje i oryginały, różne złudy i różne prawdy, a może różne strony jednej prawdy.

    Jeszcze latem, na lekcjach Zdeterminowanego Mówienia po Angielsku, podjęłyśmy z moją sensei temat właśnie czytadeł i ich ekranowych odpowiedników. Stwierdziłam wtedy, że najlepiej najpierw zapoznać się z tą gorszą wersją, bo lepiej mieć potem miłe zaskoczenie niż niemiłe :> Ale jak zdecydować, co właściwie jest gorsze, hę? Odnoszę dziwne wrażenie, że sama bardziej lubię te wersje, z którymi się zapoznałam NAJPIERW, bez znaczenia czy to film, czy czytadło. A tę później poznaną wersję bezlitośnie objeżdżam…

    I nie, nie będę tym razem mówić o Biedźminie.
    Ani nawet o kinówce Biedźmina.
    Chociaż kinówka ma swoją dobrą stronę w postaci nieobecności Filavandrela wyglądającego jak Olbrychski :P
    A swoją drogą doszłam do wniosku, że człowiek, który wymyślił wygląd smoczątka w Biedźminie, miał styczność z Furubą. Nyo bo toż to ewidentny konik morski, jak nic!! XDDDDDDDDD

    Ale dobra, najpierw powiem o wyjątku od reguły, zwącym się „Mgły Avalonu”. Najpierw zobaczyłam film. I uznałam, że jest ładny.
    Potem przeczytałam książkę, która jest cudownie gruba i pełna rozmaitych wątków, i teraz jest jedną z moich najulubieńszych.
    A potem jeszcze raz sobie zobaczyłam film, żeby pamięć odświeżyć… I TAK SIĘ ŚMIAŁAM jak rzadko kiedy, co chwilę zadając sobie pytanie, co to u licha właściwie jest…
    Dzieci, nie oglądajcie „Mgieł Avalonu” PO przeczytaniu XD

    A ciekawa jestem co by było, gdybym najpierw Harry’ego Pottera OBEJRZAŁA. Chociaż właściwie wiem, co by się stało – zostałoby mi mało pola dla wyobraźni i widziałabym wszystko takie jak w filmie, a nie takie, jakie by mi się wydawało. Narzucone takie by to było. Dziwna sprawa z tymi adaptacjami. Ciąle się zastanawiam nad „Forrestem Gumpem”, ju noł? Różni się film od książki w ładnych paru miejscach i jakiś taki cieplejszy mi się wydaje. Ale też go oglądałam najpierw, może i w tym przypadku mam skrzywiony pogląd XD

    Haaa, a w przypadkach mangowo-animowych też mam o czym myśleć. Bo na przykład czekam teraz aż mi w łapki wpadnie ghiblijny (QUOI?) Howl, o. I się tak jakby boję oglądać, już teraz, a co dopiero gdy już go dostanę… Z tego co wiem, to mocno odstaje od oryginału, zresztą to u Miyazakiego normalne. Ale jakaś wojna, jakieś mieszanki postaci, czy ja tam kogoś rozpoznam w ogóle? Przyznam się, że za książką od niedawna przepadam, podoba mi się ta opowieść taka, jaka jest. Ale też chcę się troszkę grafiką pozachwycać, bo wiem, że jest czym.

    A manga FB ma skjeri shojowatą kreskę, która nie wiedzieć czemu skojarzyła mi się zaraz z Tanemurą, czy czymś takim. Ciekawe jak długo będę się psychicznie przygotowywać do porządnego przeczytania. Bo w końcu mam przynajmniej jeden powód żeby to zrobić.

    O, i One Piece się do tej pory boję przeczytać inaczej niż tylko parę rozdziałów wyrywkowo. I naprawdę nie wiem dlaczego, biorąc pod uwagę, że w mandze brak fillerów, do których złapałam uraz podczas oglądania.

    Dziwna jestem, nie? _^_

    A na przykład Bleacha bałabym się całego obejrzeć. Za mangą przepadam, a anime widziałam tylko parę odcinków, żeby móc sobie głosów posłuchać, o. Czy mogłoby być inaczej, gdybym zaczęła od oglądania właśnie?! O__o Nawet nie chcę o czymś takim myśleć…

    A może tak się dzieje tylko wtedy, kiedy manga i anime idą sobie zgodnie… Takie Sailorki się potężnie różnią od siebie i czytałam, i oglądałam z takim samym zapałem, choć odczucia miałam inne i do wniosków innych doszłam… A może byłam jeszcze za młoda, bez doświadczeń i bez urazów XD

    Ha, wiem, o czym jeszcze powinnam napisać – o Bambi! XD Serio XD Właśnie a propos mych młodych lat mi się przypomniało XD I chętnie jeszcze raz bym przeczytała książkę, żeby móc sobie ponarzekać jakie to disneyowskie coś jest słodziutkie i nieskomplikowane (ale ma Kwiatka! ale ma Kwiatka!) XD Tylko, że mi ją gdzieś zabrali całe wieki temu, bu :P

    Ja naprawdę jakaś dziwna jestem, ale właściwie powinnam być tego świadoma od początku sego istnienia, więc co się będę przejmować >:P

    A tak przy okazji, chciałam oznajmić, że wszyscy spod znaku Raka to sadystyczne świry. Oczywiście zdarzają się niechlubne wyjątki, ale tak poza tym to wszyscy. Już oglądając Saint Seiya doszłam do tego wniosku ;>

    *zaczyna liczyć akapity, które zaczęła od „A”*

    Hmm…

    ONIGIRI! :D

    18 komentarzy

    50.gifDlaczego ten jeden raz zapałałam sympatią do dziewczęcia z tego rodzaju, który najbardziej mnie wnerwia? Czuję się ciut zagubiona… Może to ten jej odrobinkę orihimowaty sposób postrzegania świata mnie do niej przekonał ;) Nyo i zazdroszczę jej, że tak sobie zjednuje ludzi. I nie, nie chodzi o to, że ci ludzie są w większości czarującymi bishônenami, tylko o to, że… Nyo, że tak im na niej zależy. I że jest taka ciepła dla nich… I nawzajem. Jakby mi ktoś okazał takie ciepło, chyba bym się popłakała, gdybym umiała.

    I dlaczego kiedy ktoś jest wiecznie bestroski i uśmiechnięty, i fazowy, ogarnia mnie uczucie, że trzeba się go najbardziej bać?
    …Tak sobie myślę, że chyba wiem, dlaczego. Ale nie powiem, rzeczywistość nie ta >:P

    I dlaczego wystarczy, że facetowi włosy opadają na oko i że tak słodko wygląda kiedy śpi, i że jest po prostu nad wyraz opanowany…
    Etto…
    Nieważne…

    I dlaczego kiedy ktoś mówi, że cię nie lubi, coś mnie ściska wewnątrz, choć sama cię nie cierpię wręcz panicznie i histerycznie?
    I dlaczego właśnie do ciebie się zwracam bespośrednio?
    Matko, to znów się ze mną dzieje… __^__

    I dlaczego udowadnianie komuś, że się NIE ma farbowanych włosów może być tak wybitnie fazowe???
    Albo dobra, nie mam pytań. Tôru pytania miała i wszyscy się na nią dziwnie patrzyli XD~~~~~~~~~~~~~~~~

    I dlaczego, do licha, dlaczego w teście na pairing wyszedł mi wynik BEZ OBRAZKA?! Naprawdę chciałabym zobaczyć jak fani sobie wyobrażają Kyô w parze z Hanajimą… Uwielbiam oboje, ale tak się po prostu NIE ROBI O___o

    Nie przejmujcie się moim bredzeniem, Wy, którzy dotrwaliście, albowiem po prostu mnie Fruits Basket ciut za bardzo wciągnęło. Ale mam nadzieję, że mi nie przejdzie. MANGO, STRZEŻ SIĘ!!! >:D

    hatori
    your ideal man is Hatori Sohma, the Sohma family doctor, cursed by the dragon (which is actually a seahorse)he is a doctor and is friends with Ayame and Shigure

    who is your ideal guy from Fruits Basket?
    brought to you by Quizilla

    Nyo musiałam się pochwalić >:3


    • RSS