got27.gifNiebiesko wokół mnie, morzem płynę, płynę… Itsumo mezasu saki aoi umi ao wa mada tsuzuku katamuita sekai niiiiiiiiiiiiiiiiii… (^.^)/
Łiiiiiiiii, zakochałam się *______*

*paranoicznie odgania hipotetycznych spiskowców* W piosence, paskudy!!! >:P
Ale ja się co chwilę zakochuję w jakichś piosenkach, więc nie ma się co dziwić, naplawdę…
W ogóle to też chcę mieć jakiś J-pop w samochodzie *_* Choć bardziej chyba J-rock, ale dobry popik nie jest zły…
Ale do tego musiałabym mieć własny samochód.
A do tego musiałabym w końcu iść na prawo jazdy i wyrzec się luksusu siedzenia z przodu po prawej i możności skupienia się na odpływaniu w muzykę, a nie na kręceniu kierownicą. Bu.

*cięcie*

Kiedy dziecko skończyło 18 lat, rodzicielka zamówiła mu u wróżki osobisty horoskop. W horoskopie owym stało wyraźnie, że dziecko będzie ciągnęło do środowiska osób preferujących abstrakt, sztukę i ułudę. Dziecko przeczytało i pomyślało: „Ha, mangomaniacy! ^.^v”
Co prawda wróżka radziła również dziecku otaczać się kolorami czerwonym i różowym, ale o tym już dziecko bało się myśleć.
Niecały rok później dziecko dostało internet i trafiło na FORUM.
The story has not yet ended…

*cięcie*

Oto stoję przed bramą do więzienia z żalu i płaczu powstałego, gdzie dowiem się wreszcie, dlaczego wciąż się odradzam i dlaczego nie pamiętam swego pierwszego żywota. Oto żale swoje własną krwią spisuję, aby owa brama stanęła przede mną otworem. Niniejszym żałuję:
– że jestem sklerotykiem i zapomniałam zabrać ze sobą motyla, coby go zawiesić na szyi i nim szpanować
– że zamiast pomagać w kipieniu murzynka zaszyłam się w samotności, zdolna tylko do rysowania SDków
– że w gronie inteligentnych osób potrafię wykrztusić z siebie tylko „mhm”, „aha”, „ooo”, „uuu” i „nyo”…
Nyo? I co? Ej, otwórz się, głupi portalu! Co jest, do licha ciężkiego?!
A, rzeczywiście, to był czerwony pisak, a nie moja krew. Oł łel, może kiedy indziej…

*cięcie*

Jak widać nawet nie jestem w stanie porządnie zacząć nowej notki… Od czasu powrotu od Serisi chodzę z rogalowatym uśmiechem na pysiu, z fazą w myślach i tęsknotą w duszyczce. Pomieszanie tych trzech, jeśli będzie się przeciągać, może z fazy uczynić schizę a ze schizy kryzys, więc wolę się jednak próbować pilnować. I próbować pisać.
Tak jest, byłam w Warszawie. Mało spałam, dużo chodziłam, a jeszcze więcej jeździłam. A może mniej. Ale dużo. Ze stołecznych środków transportu chyba tylko dorożki nie zaliczyłam. Ale autobusy, tramwaj i metro – tak!
Z czego zdecydowanie najwięcej było autobusów… One były wszędzie… Prześladowały mnie… KYAAA!!! O_o
Ale nie dałam się. Przeżyłam.
Może jednak spróbuję od początku…
Nyo to tak. Byłam w Warszawie. Poznałam Czarnego Psa Serisi i toczącą intrygujące dyskusyje Rodzinkę Serisi. Podczas dyskusyj owych dowiedziałam się na przykład, że nie dmucha się herbaty, natomiast z całą pewnością można dmuchać żabę. Nauki owej póki życia nie zapomnę.
Dnia pierwszego przytomnego (czwartek) wybrałyśmy się do Łazienek. Autobusem. Po drodze widziałam krowy. Wystawowe. Kolorowe. Na oko sztuczne, chociaż kto je tam wie… zjadłyśmy potworrrnie drrrogie lody i ruszyłyśmy na zwiedzanie, po drodze co chwilę przystając i wymieniając się sesemesami z Airel :> Łazienki są absolutnie śliczne, można po nich spacerować i spacerować, a że, jak wiadomo, dodaje mi to weny, hmm… Wena była ukierunkowana barrrdzo rrromantycznie, więc trochę się boję coś z nią zrobić. Jak ją wplotę w światy, to źle będzie, oj, źle O_o
Zrobiłam tak poza tym zdjęcia pawiom bez ogonów. Chciałam wiewiórkom, ale pouciekały, bu T_T
Wieczorem nastąpiło spotkanie z Airel, jej narzeczoną, psem i kotami, o. Cztery sfazowane dziewoje chroniące się w „małym” centrum handlowym, z czego trzy nawijały jedna przez drugą przez trzecią, a w przerwach zastanawiały się, czemu ta Miya się nie odzywa @_@ Zjadłyśmy przy okazji jeszcze więcej lodów i do tej pory za nie wisimy O__o Do domu wróciłyśmy w okolicach 23. Piechotą.
Dnia drugiego przytomnego (piątek) przyjechała Siostra Serisi i wyruszyłyśmy podziwiać jeszcze więcej krów, a także centrów handlowych. Dużych. Nikt normalny nie nazwałby ich małymi, powiadam Wam! Właściwie to wyruszyłyśmy na quest „W Poszukiwaniu Myszy”, która to mysz miała być prezentem urodzinowym, ale przy okazji zahaczyłyśmy o Empik, w którym była taaaaaaaaka masa książek, oraz o Traffic, w którym była… Jeszcze większa masa książek? Nie pamiętam, za bardzo mi się w głowie zakręciło @__@ Gdzieś w międzyczasie kupiłam jeszcze jeden prezent urodzinowy, tym razem dla Avellany, która miała świętować w niedzielę. Herbatę kupiłam, bo cóż by innego? Przy okazji sobie też kupiłam, bo jak już trafiłam do sklepu z herbatą i się nawdychałam, to po prostu nie mogłam wyjść, a już na pewno nie mogłam wyjść bez czegoś. Jak zwykle. Kupiłam zatem cynamonowo-pieprzowo-goździkową. Poza tym, że do picia, służy mi ona teraz do szokowania ludzi samym faktem jej istnienia :>
Po długich poszukiwaniach mysz została zakupiona, była wściekle różowa, mięciutka i wzbudzająca miłość od pierwszego wejrzenia. Została ofiarowana solenizantce (czy jubilatce, do licha?!) podczas Fazowej Sesji RPG. Swoją drogą, dawno już nie widziałam niefazowej sesji RPG… Na tej było pełno magów, z czego jeden pierwszy raz miał do czynienia z runami, ale całkiem nieźle mu szło, a drugi skończył jako goły skwarek w efekcie leczenia. Nie pamiętam tylko czy leczył, czy był leczony, bo starałam się dzielić uwagę między fazę a rysowanie SDków z drowami w roli głównej… Do domu wróciłyśmy w okolicach 23. Autobusem.
Dnia treciego przytomnego (sobota) spotkałyśmy pewną forumową kicię, Biancą zwaną, która wręczyła nam płytkę z finałem pierwszej serii Sailorek, a potem przegoniła nas po MediaMarkcie, zahaczając przy okazji (?!) o giełdę komputerową. Miyak znów się prawie nie odzywał podczas tego zaliczanie, ale czego się nasłuchał, to jego… jej… łotewer. Moje, o :P W Biance najbardziej mnie urzekło wbrew pozorom nie to, że może lekką ręką pozdejmować z półek sklepowych mnóstwo gier, anime i czytadeł, a po czymś takim jeszcze postawić nam obiad (aczkolwiek pozostały tłuczące się po głowie myśli typu „gdzie ona pracuje, ja też chcę T___T”), lecz to, że zamówiła sobie lody o smaku „miaulinowym i miaulonowym” =^__^= W ogóle obie z Serisią zamówiły straszliwą ilość gałek owych lodów, ja z moimi trzema czułam się przy nich jak jakiś wyrzutek @_@ Szkoda, że Bianca się nie pojawiła na urodzinach Avellany i nie mogłam jej spytać, czy to polskie wydanie Gravi, które sobie kupiła, też miało błędy ortograficzne w napisach ;P
A potem, potem… Starówka! Po której kręciły się tłumy ludzi, nierzadko dziwnych, ale tak poza tym było tam ładnie ^__^ I będę miała zdjęcie z syrenką! ^.^v i z zamkiem w tle! ^.^v I pięty sobie otarłam, ale to nic XD Do domu wróciłyśmy, dziwna rzecz, ale sporo wcześniej niż o 23. Za to oczywiście autobusem :P
Dnia czwartego przytomnego (niedziela) miałam podobno smażyć kotlety, ale nie było okazji, bo trzeba było udać się przed czasem do Avellany i przyrządzić Legendarną Sałatkę Owocową (i tym razem pamiętałyśmy, że owoce się myje! ^.^v) Jakimś cudem zeszły nam w ten sposób dwie godziny, po których zaczęli napływać goście. W większości ze stolicy (byłam niechlubnym wyjątkiem) i w większości z forum, tak więc miałam okazję spotkać na żywo brygadę warszawskich Jenotów.
Warszawskie Jenoty można podsumować o tak: *^_________________^*
Całą resztę Jenotów zresztą też, ale w tym roku miałam okazję spotkać tylko warszawskie T_T
Enyłej, było nas o 3 mniej niż się zapowiadało, ale i tak się zebrało nieźle szurniete grono >:D Naczelna nasza została obdarowana przede wszystkim kotami. Z czego jeden był w sukience i pobił wszystko inne na głowę :D Może oprócz tych dwóch pękatych, które sobie ostatnio sama nabyła. Jeden cze(e)rwony, a drugi niebieski. Vanny, poznajesz? :>
A Miyak, ku swemu zdziwieniu, dostał od Avellany filiżankę *_* W konwalie *_* Jako motywację do aktywności na forum @_@ Życie jest piękne…
Swoją drogą, dochodzę do wniosku, że Avellana jest jedyną osobą, która potrafi mnie nakłonić do wypicia alkohlou Z WŁASNEJ WOLI O_o
A tak poza tym… Właśnie odkryłam, że jakoś trudno mi pisać o tych urodzinach. Najchętniej bym wszystkich wyściskała i tyle *;__;*
Albo coś napiszę! Buahahaha, wiem co! To, że nawróciłyśmy jednego delikwenta na Utenę! Wystarczyło mu pokazać sekwencję wchodzenia po schodach i jeden pojedynek, żeby zapytał Naczelnej, czy może to sobie pożyczyć… Pytanie spotkało się z gromkim aplauzem ze strony sfazowanych utenofilek, które podśpiewywały sobie pod nosem „Zettai Unmei Mokushiroku” :> Do domu wróciłyśmy w okolicach 23. Wspomnianym już samochodem z J-popem <3
Następnego dnia trzeba było wstawać o siódmej, zasuwać na dworzec (autobusem :>), a potem tłuc się pociągiem przez 6 godzin. Oł łel, DO Warszawy też się tłukłam 6 godzin, a było to o tyle gorsze, że w trakcie zdechły mi baterie do walkmana, a na powrót już kupiłam sobie nowe i mogłam słuchać ile chciałam…
Gdyby nie to, że ciagle miałam fazę po niedzieli, pewnie bym sobie trochę pochlipała…
A, jeszcze jedno. Czas pomiędzy powrotami do domu a pójściem spać spędzałyśmy na oglądaniu Senkaiden Hôshin Engi/100 Stories/finału pierwszej serii Sailorek/niecałej kinówki Uteny. Przyznaj się, bestyjo jedna, obejrzałaś już do końca, czy jeszcze nieee? :>

*cięcie*

Jak zwykle mam wrażenie, że nie napisałam wszystkiego, co napisać chciałam…

*cięcie*

A tak poza tym, to mam teraz drugie uke, ha! ^.^v