star-miya blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 9.2005

    angel-nanana.gifOd rana chodzę podminowana. Są takie dni, kiedy nie mogę się oprzeć wrażeniu, że zdarzy się coś ważnego – i dziś jest właśnie taki dzień. Ściga mnie to przeczucie i przez to aż mi się łapy trzęsą.
    Aczkolwiek niekoniecznie się coś zdarza. W takie dni, znaczy się. Jeśli nie, wtedy mam wyrzuty sumienia. Na przykład, że siedziałam w domu, bo może powinnam była gdzieś się wybrać, coś zrobić, żeby to coś ważnego się zdarzyło. A dzisiaj nic, nawet na spacer się przejść byłoby ryzykiem, bo pogoda jakaś chwiejna taka…
    Uch, nie znoszę siedzieć w takiej niepewności! Choć z drugiej strony jest ekscytująca przecież…
    Chciałabym przynajmniej móc powiedzieć komuś, żeby przygotować ciepłą kolację i herbatkę, bo ją znalazł… Newermajnd.

    Chociaż nie, właśnie otrzymałam wieści, że moje rysunki doszły na czas. Czyli jednak COŚ się zdarzyło :>

    A w ogóle to STUK-STUK. Wszystkiego naj, Kusanagi-san :D Oby Ci się, jak to powiada Maieczka (a ze mnie plagiator perfidny >:P)

    Dive to blue

    5 komentarzy

    w_003.gifByło tak jak zwykle.
    Choć nigdzie nie było ani śladu słońca, ciemność nie zapadała – w górze rozciągał się czysty błękit, zakłócany tylko kilkoma obłokami. Wiał lekki wiatr, ale nie widać było by przesuwały się po niebie.
    Każdy wnikliwy obserwator uznałby to za podejrzane. Dla Cairella jednak było tak jak zwykle.
    Chwilę trwało zanim wspiął się na wzgórze, które jego towarzyszka od dawna uważała za najlepszy punkt widokowy. Sam nie wiedział dlaczego obawiał się, że tym razem jej tam nie zastanie…
    Ale nie, „ten raz” jeszcze (jeszcze?) nie nadszedł. Siedziała na trawie, wystawiając twarz na rześki powiew wiatru. Oczy miała przymknięte i wyglądało na to, że nie wie, co się dokoła dzieje. A działo się sporo; przynajmniej Cairell zdawał sobie z tego sprawę.
    – Duszki kwiatowe powinny tańczyć wokół ciebie – powiedział cicho, nadal z tym nieuzasadnionym (czyżby?) lękiem – A tymczasem tylko aura się burzy.
    Czarnowłosa dziewczyna jeszcze przez chwilę nie zwracała na niego uwagi. Wreszcie spuściła głowę i zarzuciła na nią kaptur. Nie otworzyła oczu, nie obdarzyła go nawet jednym spojrzeniem.
    – Zabierz mnie do miejsca, gdzie bywają duszki kwiatowe – powiedziała spokojnie – A jeśli się nie pojawią, dopiero wtedy rób mi wyrzuty.
    – Nie powinnaś była odchodzić z moim bratem – skrzywił się – Mówisz prawie jak on.
    – Nadal robisz mi wyrzuty – wzruszyła ramionami – Najpierw powiedz, w czym problem, a wtedy znów stanę się dla ciebie godną partnerką w rozmowie.
    Przeklinając się w duchu Cairell usiadł obok niej. To prawda, że potrafili spędzać długie godziny na dyskusjach, które zawsze budziły w nim euforię. Dawno już nie spotkał takiej osoby jak ona… Ale to było zanim porwał ją ten przeklęty Danelean. Co się zmieniło i czyja to była wina?
    A może tak naprawdę nic, może to tylko jego wyobraźnia…?
    Z irytacją odgarnął na bok jasne włosy, które rozwiał wiatr. Ostatnio żywił jakąś irracjonalną urazę do wiatru.
    – Aura wokół ciebie się burzy – powtórzył z większym naciskiem – Znów ktoś po ciebie zmierza.
    – Niemożliwe – dziewczyna uniosła lekko brwi – Ostrzegałam, żeby mnie nie szukali. Sam mi to umożliwiłeś, pamiętasz?
    – I wierzysz, że tak po prostu posłuchali? To w końcu twoja rodzina…
    – A czy Danelean by cię szukał? – wypuściła celną strzałę.
    Cairell prychnął tylko i położył się na trawie, podkładając ręce pod głowę.
    – Nie mamy czasu użerać się z twoimi… Tymi, którzy idą ci na ratunek – te słowa wymówił z całą ironią, na jaką było go stać – W ogóle mamy coraz mniej czasu, pamiętasz?
    Wydawało mu się, że wiatr powiał mocniej.
    Czarnowłosa wstała gwałtownie i wbiła w niego wzrok. Cięła nim jak sztyletami. Zatrutymi.
    – Czy JA pamiętam?! – zapytała zimno – Który już raz zadajesz mi to pytanie? Ale dobrze, odpowiem ci: oczywiście, że pamiętam… Nie, nie przerywaj. A czy TY pamiętasz? Czy może z twojej strony to tylko puste słowa?
    Cairell wpatrywał się w nią jak zahipnotyzowany. Nie znał jej takiej, nie pamiętał, żeby kiedykolwiek… Chociaż nie, raz. Przy ich pierwszym spotkaniu.
    Ale wtedy była zbyt zdezorientowana, zbyt zagubiona. Potrafił odczytać jej aurę, choćby nie wiadomo jak próbowała ją stłumić, więc dobrze o tym wiedział. Teraz jednak było zupełnie inaczej – budziła w nim niemal przerażenie.
    – Noelle, posłuchaj… – zaczął, ale ucięła jego słowa jednym machnięciem ręki.
    – Mamy coraz mniej czasu, powiadasz – mówiła na pozór spokojnie, ale wokół niej burzyła się moc, kłębiła się coraz szybciej, niewidoczna dla oczu zwykłych śmiertelników, ale wcale przez to nie mniej niebezpieczna – A co robisz?! Wylegujesz się i prowadzisz jałowe konwersacje?! Dlaczego, dlaczego musiałam trafić akurat na kogoś takiego jak ty?!
    To zabolało. Bardziej niż Cairell się spodziewał, a tymczasem ona o tym doskonale wiedziała.
    Ale on też potrafił ranić. Unikając jej spojrzenia, leniwie podniósł się z trawy. Na jego twarz powrócił lekko kpiarski uśmiech, ale zielone oczy błysnęły groźnie.
    – Ktokolwiek cię poszukuje – odezwał się powoli – Jeśli tu dotrze, zabijesz go.
    – Nie, jeśli wreszcie nie nauczysz się kontrolować mojej mocy – odparła – Może raczej sam to zrobisz. Nie po to zgodziłam się na to zobowiązanie, żeby na twój rozkaz zabijać moich najbliższych.
    Znów się uśmiechnął – nasączył ten uśmiech całym jadem, jaki w sobie znalazł – i wolnym krokiem zaczął schodzić ze wzgórza. Już się nie odezwał.
    Noelle znowu została sama. Usiadła z powrotem, podciągając kolana pod brodę, i zapatrzyła się w niebo. Zawsze miała wrażenie, że jego błękit mógłby ją wessać gdyby trochę dłużej się w niego wpatrywała. Miałaby wtedt spokój od czarnoksiężników, od zobowiązań, od przeszłości i przyszłości…
    Wyciągnęła rękę, jakby chcąc pochwycić jeden z nieruchomych obłoków. A potem zapatrzyła się na swoją dłoń, bo nagle wróciło do niej echo odległego wspomnienia. A może nie tak odległego? Tutaj czas tak bardzo się rozmywał…
    Czy jesteś prawdziwa?
    Ciarki ją przeszły, gdy przypomniała sobie tamte słowa, wypowiedziane przecież przez zupełnie obcego człowieka.
    Przygryzła wargi i zacisnęła dłoń w pięść z nagłą obawą, że zacznie przez nią prześwitywać błękit.

    For Vanny ^_^

    got27.gifNiebiesko wokół mnie, morzem płynę, płynę… Itsumo mezasu saki aoi umi ao wa mada tsuzuku katamuita sekai niiiiiiiiiiiiiiiiii… (^.^)/
    Łiiiiiiiii, zakochałam się *______*

    *paranoicznie odgania hipotetycznych spiskowców* W piosence, paskudy!!! >:P
    Ale ja się co chwilę zakochuję w jakichś piosenkach, więc nie ma się co dziwić, naplawdę…
    W ogóle to też chcę mieć jakiś J-pop w samochodzie *_* Choć bardziej chyba J-rock, ale dobry popik nie jest zły…
    Ale do tego musiałabym mieć własny samochód.
    A do tego musiałabym w końcu iść na prawo jazdy i wyrzec się luksusu siedzenia z przodu po prawej i możności skupienia się na odpływaniu w muzykę, a nie na kręceniu kierownicą. Bu.

    *cięcie*

    Kiedy dziecko skończyło 18 lat, rodzicielka zamówiła mu u wróżki osobisty horoskop. W horoskopie owym stało wyraźnie, że dziecko będzie ciągnęło do środowiska osób preferujących abstrakt, sztukę i ułudę. Dziecko przeczytało i pomyślało: „Ha, mangomaniacy! ^.^v”
    Co prawda wróżka radziła również dziecku otaczać się kolorami czerwonym i różowym, ale o tym już dziecko bało się myśleć.
    Niecały rok później dziecko dostało internet i trafiło na FORUM.
    The story has not yet ended…

    *cięcie*

    Oto stoję przed bramą do więzienia z żalu i płaczu powstałego, gdzie dowiem się wreszcie, dlaczego wciąż się odradzam i dlaczego nie pamiętam swego pierwszego żywota. Oto żale swoje własną krwią spisuję, aby owa brama stanęła przede mną otworem. Niniejszym żałuję:
    – że jestem sklerotykiem i zapomniałam zabrać ze sobą motyla, coby go zawiesić na szyi i nim szpanować
    – że zamiast pomagać w kipieniu murzynka zaszyłam się w samotności, zdolna tylko do rysowania SDków
    – że w gronie inteligentnych osób potrafię wykrztusić z siebie tylko „mhm”, „aha”, „ooo”, „uuu” i „nyo”…
    Nyo? I co? Ej, otwórz się, głupi portalu! Co jest, do licha ciężkiego?!
    A, rzeczywiście, to był czerwony pisak, a nie moja krew. Oł łel, może kiedy indziej…

    *cięcie*

    Jak widać nawet nie jestem w stanie porządnie zacząć nowej notki… Od czasu powrotu od Serisi chodzę z rogalowatym uśmiechem na pysiu, z fazą w myślach i tęsknotą w duszyczce. Pomieszanie tych trzech, jeśli będzie się przeciągać, może z fazy uczynić schizę a ze schizy kryzys, więc wolę się jednak próbować pilnować. I próbować pisać.
    Tak jest, byłam w Warszawie. Mało spałam, dużo chodziłam, a jeszcze więcej jeździłam. A może mniej. Ale dużo. Ze stołecznych środków transportu chyba tylko dorożki nie zaliczyłam. Ale autobusy, tramwaj i metro – tak!
    Z czego zdecydowanie najwięcej było autobusów… One były wszędzie… Prześladowały mnie… KYAAA!!! O_o
    Ale nie dałam się. Przeżyłam.
    Może jednak spróbuję od początku…
    Nyo to tak. Byłam w Warszawie. Poznałam Czarnego Psa Serisi i toczącą intrygujące dyskusyje Rodzinkę Serisi. Podczas dyskusyj owych dowiedziałam się na przykład, że nie dmucha się herbaty, natomiast z całą pewnością można dmuchać żabę. Nauki owej póki życia nie zapomnę.
    Dnia pierwszego przytomnego (czwartek) wybrałyśmy się do Łazienek. Autobusem. Po drodze widziałam krowy. Wystawowe. Kolorowe. Na oko sztuczne, chociaż kto je tam wie… zjadłyśmy potworrrnie drrrogie lody i ruszyłyśmy na zwiedzanie, po drodze co chwilę przystając i wymieniając się sesemesami z Airel :> Łazienki są absolutnie śliczne, można po nich spacerować i spacerować, a że, jak wiadomo, dodaje mi to weny, hmm… Wena była ukierunkowana barrrdzo rrromantycznie, więc trochę się boję coś z nią zrobić. Jak ją wplotę w światy, to źle będzie, oj, źle O_o
    Zrobiłam tak poza tym zdjęcia pawiom bez ogonów. Chciałam wiewiórkom, ale pouciekały, bu T_T
    Wieczorem nastąpiło spotkanie z Airel, jej narzeczoną, psem i kotami, o. Cztery sfazowane dziewoje chroniące się w „małym” centrum handlowym, z czego trzy nawijały jedna przez drugą przez trzecią, a w przerwach zastanawiały się, czemu ta Miya się nie odzywa @_@ Zjadłyśmy przy okazji jeszcze więcej lodów i do tej pory za nie wisimy O__o Do domu wróciłyśmy w okolicach 23. Piechotą.
    Dnia drugiego przytomnego (piątek) przyjechała Siostra Serisi i wyruszyłyśmy podziwiać jeszcze więcej krów, a także centrów handlowych. Dużych. Nikt normalny nie nazwałby ich małymi, powiadam Wam! Właściwie to wyruszyłyśmy na quest „W Poszukiwaniu Myszy”, która to mysz miała być prezentem urodzinowym, ale przy okazji zahaczyłyśmy o Empik, w którym była taaaaaaaaka masa książek, oraz o Traffic, w którym była… Jeszcze większa masa książek? Nie pamiętam, za bardzo mi się w głowie zakręciło @__@ Gdzieś w międzyczasie kupiłam jeszcze jeden prezent urodzinowy, tym razem dla Avellany, która miała świętować w niedzielę. Herbatę kupiłam, bo cóż by innego? Przy okazji sobie też kupiłam, bo jak już trafiłam do sklepu z herbatą i się nawdychałam, to po prostu nie mogłam wyjść, a już na pewno nie mogłam wyjść bez czegoś. Jak zwykle. Kupiłam zatem cynamonowo-pieprzowo-goździkową. Poza tym, że do picia, służy mi ona teraz do szokowania ludzi samym faktem jej istnienia :>
    Po długich poszukiwaniach mysz została zakupiona, była wściekle różowa, mięciutka i wzbudzająca miłość od pierwszego wejrzenia. Została ofiarowana solenizantce (czy jubilatce, do licha?!) podczas Fazowej Sesji RPG. Swoją drogą, dawno już nie widziałam niefazowej sesji RPG… Na tej było pełno magów, z czego jeden pierwszy raz miał do czynienia z runami, ale całkiem nieźle mu szło, a drugi skończył jako goły skwarek w efekcie leczenia. Nie pamiętam tylko czy leczył, czy był leczony, bo starałam się dzielić uwagę między fazę a rysowanie SDków z drowami w roli głównej… Do domu wróciłyśmy w okolicach 23. Autobusem.
    Dnia treciego przytomnego (sobota) spotkałyśmy pewną forumową kicię, Biancą zwaną, która wręczyła nam płytkę z finałem pierwszej serii Sailorek, a potem przegoniła nas po MediaMarkcie, zahaczając przy okazji (?!) o giełdę komputerową. Miyak znów się prawie nie odzywał podczas tego zaliczanie, ale czego się nasłuchał, to jego… jej… łotewer. Moje, o :P W Biance najbardziej mnie urzekło wbrew pozorom nie to, że może lekką ręką pozdejmować z półek sklepowych mnóstwo gier, anime i czytadeł, a po czymś takim jeszcze postawić nam obiad (aczkolwiek pozostały tłuczące się po głowie myśli typu „gdzie ona pracuje, ja też chcę T___T”), lecz to, że zamówiła sobie lody o smaku „miaulinowym i miaulonowym” =^__^= W ogóle obie z Serisią zamówiły straszliwą ilość gałek owych lodów, ja z moimi trzema czułam się przy nich jak jakiś wyrzutek @_@ Szkoda, że Bianca się nie pojawiła na urodzinach Avellany i nie mogłam jej spytać, czy to polskie wydanie Gravi, które sobie kupiła, też miało błędy ortograficzne w napisach ;P
    A potem, potem… Starówka! Po której kręciły się tłumy ludzi, nierzadko dziwnych, ale tak poza tym było tam ładnie ^__^ I będę miała zdjęcie z syrenką! ^.^v i z zamkiem w tle! ^.^v I pięty sobie otarłam, ale to nic XD Do domu wróciłyśmy, dziwna rzecz, ale sporo wcześniej niż o 23. Za to oczywiście autobusem :P
    Dnia czwartego przytomnego (niedziela) miałam podobno smażyć kotlety, ale nie było okazji, bo trzeba było udać się przed czasem do Avellany i przyrządzić Legendarną Sałatkę Owocową (i tym razem pamiętałyśmy, że owoce się myje! ^.^v) Jakimś cudem zeszły nam w ten sposób dwie godziny, po których zaczęli napływać goście. W większości ze stolicy (byłam niechlubnym wyjątkiem) i w większości z forum, tak więc miałam okazję spotkać na żywo brygadę warszawskich Jenotów.
    Warszawskie Jenoty można podsumować o tak: *^_________________^*
    Całą resztę Jenotów zresztą też, ale w tym roku miałam okazję spotkać tylko warszawskie T_T
    Enyłej, było nas o 3 mniej niż się zapowiadało, ale i tak się zebrało nieźle szurniete grono >:D Naczelna nasza została obdarowana przede wszystkim kotami. Z czego jeden był w sukience i pobił wszystko inne na głowę :D Może oprócz tych dwóch pękatych, które sobie ostatnio sama nabyła. Jeden cze(e)rwony, a drugi niebieski. Vanny, poznajesz? :>
    A Miyak, ku swemu zdziwieniu, dostał od Avellany filiżankę *_* W konwalie *_* Jako motywację do aktywności na forum @_@ Życie jest piękne…
    Swoją drogą, dochodzę do wniosku, że Avellana jest jedyną osobą, która potrafi mnie nakłonić do wypicia alkohlou Z WŁASNEJ WOLI O_o
    A tak poza tym… Właśnie odkryłam, że jakoś trudno mi pisać o tych urodzinach. Najchętniej bym wszystkich wyściskała i tyle *;__;*
    Albo coś napiszę! Buahahaha, wiem co! To, że nawróciłyśmy jednego delikwenta na Utenę! Wystarczyło mu pokazać sekwencję wchodzenia po schodach i jeden pojedynek, żeby zapytał Naczelnej, czy może to sobie pożyczyć… Pytanie spotkało się z gromkim aplauzem ze strony sfazowanych utenofilek, które podśpiewywały sobie pod nosem „Zettai Unmei Mokushiroku” :> Do domu wróciłyśmy w okolicach 23. Wspomnianym już samochodem z J-popem <3
    Następnego dnia trzeba było wstawać o siódmej, zasuwać na dworzec (autobusem :>), a potem tłuc się pociągiem przez 6 godzin. Oł łel, DO Warszawy też się tłukłam 6 godzin, a było to o tyle gorsze, że w trakcie zdechły mi baterie do walkmana, a na powrót już kupiłam sobie nowe i mogłam słuchać ile chciałam…
    Gdyby nie to, że ciagle miałam fazę po niedzieli, pewnie bym sobie trochę pochlipała…
    A, jeszcze jedno. Czas pomiędzy powrotami do domu a pójściem spać spędzałyśmy na oglądaniu Senkaiden Hôshin Engi/100 Stories/finału pierwszej serii Sailorek/niecałej kinówki Uteny. Przyznaj się, bestyjo jedna, obejrzałaś już do końca, czy jeszcze nieee? :>

    *cięcie*

    Jak zwykle mam wrażenie, że nie napisałam wszystkiego, co napisać chciałam…

    *cięcie*

    A tak poza tym, to mam teraz drugie uke, ha! ^.^v


    • RSS