gol94_.gifPowiem tyle, że lipiec był fajny, bo:
– dowiedziałam się jak bardzo fazowe bywają małe błękitne motylki
– zwłaszcza wytatuowane na czterech literach elfich frajerów-ekstrawertyków
– przypomniałam sobie jak bardzo fazowe może być oglądanie Sailorek, w dodatku na zbuntowanym widele
– a słuchanie OSTów z Pokemona to już w ogóle…
– na nowo odkryłam i polubiłam własne miasto, zwłaszcza po wizycie u Alirki we Wrocławiu, który to Wrocław solidnie mnie wystraszył – a co to będzie, gdy zjawię się w Warszawie, by oddać Serisi spinkę… już się boję O_o

Więcej na razie nie powiem, bo nie mam sił. Nie wiem czy to zmęczenie po ostrym i długotrwałym ciągu rysowaniczym, czy tak jakoś wyjątkowo źle znoszę samotność. Ale to nic, kiedyś mi przejdzie…

…Jak już obejrzę Małą Syrenkę, bo jeszcze tylko 5 MB mi do ściągnięcia zostało XD

P.S. Ups, ten ciąg rysowaniczy jeszcze mi nie minął. Żyje, ma się świetnie i nadal rysuję jak szalona. W paincie. O___o
P.S.2. I jeszcze tylko 2 MB, to niepojęte, DWA OSTATNIE MEGABAJTY, a nie mam ich od kogo zassać, łaaa, ja się chyba załamięęęęęęęęęę!
P.S.3. Oglądanie „Vanilli” Gackta w wersji koncertowej rzuca się na mózg. Nieodwracalnie. Zresztą nawet gdybym chciała przestać się śmiać, to i tak by mi się nie udało.
P.S.4. })i({ >:D~~~~~~~~~~~~~~~~