star-miya blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 8.2005

    Route 666

    12 komentarzy

    50.gifOd pewnego czasu nawiedza mnie dziwna wizja róż padających na drogę i roztrzaskujących się jak szkło. Do tego ktoś kogoś ściga, ktoś przed kimś ucieka… Wszystko to rozgrywa się w niespokojnej, onirycznej i delirycznej (nyo cio XD) atmosferze, okraszone kobiecym krzykiem o pomoc, dobiegającym z pędzącej czarnej… karety? Pewnie ktoś tę panią porwał, ale kto i dlaczego… Nawet chętnie bym się dowiedziała, gdybym umiała stworzyć coś wyglądającego jak skrzyżowanie kiczowatego horroru z równie kiczowatym kryminałem.

    Dobrze, już się odmarzam… Mój stan można w tej chwili określić tylko jako „za dużo L’arca” O__o A konkretnie jednaj piosenki, w której się zakochałam bez pamięci, o. Za jej niepowtarzalne brzmienie i jakiś taki klimacik… A to, że w momentach gdy pan H. śpiewa „maware”, panna M. słyszy „my wallet” i łapie fazę, to już szczegół i nie należy się go czepiać XD
    Albo dobra, poczepiajmy się, bo faza wraca. Chodziłam wczoraj po sieci w gorączkowym poszukiwaniu jakiegoś przekładu, żeby zrozumieć o czym tam w ogóle śpiewają i zepsuć sobie opinię o piosence XD Khem, OK, nie przesadzajmy XD W każdym razie po znalezieniu doszłam do wniosku, że albo jednak nie znam angielskiego, albo z tym przekładem jest coś nie tak, albo cały tekst jest najzwyczajniej w świecie kompletnie bez sensu. Ale nie, coś takiego nie ma prawa przeszkadzać osobie, która swego czasu zasłuchiwała się trzema z trzech zdatnych do słuchania albumów Ich Trojga i z wypiekami na twarzy starała się zrozumieć, co autor miał na myśli… Aż w końcu doszła do wniosku, że nieważne co słowa tych piosenek mają wyrażać, ważne, że ciekawie razem wyglądają. O. I to jest moja podstawa do dzikich wizji, a wizje mam dzikie, nie ma co. Ostatni raz chyba miałam tak jeszcze przy teledyskach z Shamanic Princess, ale wtedy to były wrażenia nie tylko dźwiękowe, ale także wizualne… Choć już chyba nigdy nie będę mogła słuchać „A thousand words” czy „Moondance” bez wizji. Ale to dobrze, może dzięki temu wreszcie takie jedno opowiadanie zrozumiem i skończę.

    A skoro już drążę temat j-music i wynikających z niej głupawek – wspominałam już, że „Vanilla” live jest ZŁA? Co ja mówię „Vanilla” jest ogólnie zła, nie tylko live i nie tylko gdy się na nią patrzy. Damn, Tencia i Vanny rozkręciły mi fazę i teraz masowo ściągam teledyski, w których wyskakuje takie chude wymejkapowane coś, co się wije jak piskorz, a Miyak na to patrzy i się cieszy. A, jeszcze przy okazji śpiewa. Gackt, znaczy się, bo Miyak to tylko się kiwa do rytmu. A śpiewa straszliwie SŁODKO, dlatego słucham tylko dwóch jego piosenek regularnie, ale poza tym to śpiewa całkiem fajnie, dlatego słucham aż dwóch jego piosenek regularnie.
    UWAGA: „regularnie” = „over and over again” :P

    Siły Wyższe, widzicie i nie grzmicie?! Napisałam chyba pierwszą w życiu notkę od początku do końca J-muzyczną i żyję @__@

    A tymczasem Kokia-sama zostałą taka zaniedbana T___T

    I nawet Luna Sea jakby troszeczkę T___T

    Koniec głupawek, idę pisać zaległe notki na światy, bo amok rysowniczy jakby odrobinkę ustąpił, trzeba wykorzystać okazję.

    Jest mi źle na umyśle, ale dobrze na duszy, oby jak najdłużej >;D

    gol94_.gifPowiem tyle, że lipiec był fajny, bo:
    – dowiedziałam się jak bardzo fazowe bywają małe błękitne motylki
    – zwłaszcza wytatuowane na czterech literach elfich frajerów-ekstrawertyków
    – przypomniałam sobie jak bardzo fazowe może być oglądanie Sailorek, w dodatku na zbuntowanym widele
    – a słuchanie OSTów z Pokemona to już w ogóle…
    – na nowo odkryłam i polubiłam własne miasto, zwłaszcza po wizycie u Alirki we Wrocławiu, który to Wrocław solidnie mnie wystraszył – a co to będzie, gdy zjawię się w Warszawie, by oddać Serisi spinkę… już się boję O_o

    Więcej na razie nie powiem, bo nie mam sił. Nie wiem czy to zmęczenie po ostrym i długotrwałym ciągu rysowaniczym, czy tak jakoś wyjątkowo źle znoszę samotność. Ale to nic, kiedyś mi przejdzie…

    …Jak już obejrzę Małą Syrenkę, bo jeszcze tylko 5 MB mi do ściągnięcia zostało XD

    P.S. Ups, ten ciąg rysowaniczy jeszcze mi nie minął. Żyje, ma się świetnie i nadal rysuję jak szalona. W paincie. O___o
    P.S.2. I jeszcze tylko 2 MB, to niepojęte, DWA OSTATNIE MEGABAJTY, a nie mam ich od kogo zassać, łaaa, ja się chyba załamięęęęęęęęęę!
    P.S.3. Oglądanie „Vanilli” Gackta w wersji koncertowej rzuca się na mózg. Nieodwracalnie. Zresztą nawet gdybym chciała przestać się śmiać, to i tak by mi się nie udało.
    P.S.4. })i({ >:D~~~~~~~~~~~~~~~~


    • RSS