26.gifChętnie bym sobie dziś popatrzyła na Drogę Mleczną, ale w zadymionej Legnicy raczej nie da rady. Zresztą niebo i tak pełne chmur, chlip.

A w ogóle to TRZY lata wytrwałam w blogowaniu. KANPAI! *stuk-stuk*

Wróciłam ze spacerku – zapuściłam się dzisiaj daleko pod szpital. Nie wiem czemu do tej pory tego nie robiłam, tylko zawsze podążałam jedną ustaloną trasą… Ale pogoda się poprawiła (czyt. pochłodniało) na tyle, bym mogła sobie wyruszyć poodkrywać. Nyo i znalazłam zakątek zupełnie magiczny. Nieduży, z takim mini-mini pagóreczkiem porośniętym drzewkami i ze ślepą dróżką – prowadzącą do czegoś, co chyba teoretycznie jest ogródkiem, a w praktycejest skupiskiem drzewek i chaszczy rozmaitych. Co z tego, że między bloki wciśnięty i do tego pełen tubylców, czarujący był mimo to – czyli coś tam we mnie z dziecka zostało i jeszcze potrafię w ten sposób postrzegać miejsca w tym realnym świecie. Nie wiem dlaczego wszystkie zacienione i zakrzaczone zakętki zawsze uważałam za magiczne, pewnie dlatego, że mogły się zmienić w mroczne lasy, w których coś się czai i w których można spotkać przygodę… Gdybym tam była trafiła jakieś 10 lat temu, pewnie bym była zajęła ów zakątek w imieniu światów. Ha, wtedy drabinki na placu zabaw były magiczne i budowa była magiczna zanim pojawił się na niej basen – było tam takie fajne powyginane i połamane drzewko, które latało w kosmos kiedy tylko zapragnęliśmy, i był wielki kompleks kałuż, gdzie można było naznosić kamieni i liści, i urządzić ślimakom luksusową willę.
A jeszcze dużo, dużo wcześniej urządziłam sobie kwaterę główną pod drzewem za szkołą, gdzie rozwalała się kolczasta siatka i mnóstwo wszelkiego śmiecia, ale to było jeszcze w pierwszej klasie. Pokręcony rok, gdy byłam genialnym dzieckiem i wybaczano mi odpływanie w światy BEZ UMIARU.
Mam nadzieję, że nie zapomnę drogi. Albo że to miejsce nie okaże się na tyle magiczne, że zniknie.

A w porze obiadowej jechałam z koledżanką autobusem i podrywał nas uroczy piesek sympatycznego chłopaka :D Jak tylko się zachwyciłam, że tak grzecznie leży na kolanach, zaraz wstał, zaczął się wygłupiać i popiskiwać. Aż żal było wysiadać :DDDDDDD

Pędzę wygrzebywać Najtkłest z nieprzebranych czeluści tego bloga, bo inaczej wydawczyni mnie zlinczuje :>
BTW – Serisiu, to kiedy przyjeżdżasz? :>>>