gol16_.gifDzisiaj będzie mrożąca krew w żyłach opowieść o kontakcie Miyaka z naturą :P

Dnia 3 maja br. wybrałam się z rodziną na działkę, co wbrew pozorom wcale nie jest takie normalne. Pobyt na działce polega z reguły na siedzeniu bezczynnie na małym kwadraciku trawy. Mogę sobie wtedy oczywiście czytać, ale z reguły ciągną mnie tam gdy jest paskudne słońce, a wtedy wolę raczej poczytać u babci w domu, bo tam jest super chłodno. Tylko, że oni chcą żebym się opalała. Doskonale wiedzą, że od tego się skóra starzeje, ale nie dają za wygraną.

Nyo ale dawno niczego z grilla nie spożywałam. Poza tym zapowiadali burzę na popołudnie, więc pomyślałam sobie: a co mi tam, zaryzykuję! Obejrzałam sobie najpierw całe „Między ustami a brzegiem pucharu” wg Rodziewiczówny, a potem w końcu poszłam :P Warto było, choćby dla sałatki… A właśnie, sałatka. Ja to mam jakieś szczęście do fazowych sałatek. Mianowicie ciocia przywiozła ze sobą jakieś dziwne listki, które wyglądały jak skrzyżowanie mlecza ze szczawiem i zastanawiałyśmy się z mamą, która to z roślinek jest… Potem ciocia zaczęła robić z tego sałatkę, a mama do mnie: „Magda, chodź zobacz co będziesz jeść!” Istotnie, dziwo to wyglądało jak efekty moich zabaw kulinarnych gdy miałam 7 lat (i podjadałam z krzaczka takie kuszące soczyste listki, ale ćśśśśśśśś XD), a tak poza tym było pycha-pycha :D A ile się przy tym naśmiałam, tego mi nikt nie odbierze :DDD

W międzyczasie tato chodził z aparatem i robił nam dziwne zdjęcia… Jak mi strzelił fotkę z widelcem i nad talerzem sałatki, nie mogłam się nie zemścić, zaczęłam się więc domagać podszkolenia w obsłudze aparatu. Tatulek kategorycznie nie chciał dać sobie zrobić zdjęcia, ale go zapiszczałam. I ma takie rodzynkowo-unikatowe przy grillu. Mam tylko nadzieję, że wyjdzie.

Aha, burza miała być. I nadciągała ku nam taka strasznie wielka sinofioletowa chmura, a cała rodzina drżała spoglądając w jej stronę i tylko Miyak piszczał z radości. Mama powiedziała, że tylko przyszłam, a już słońca nie ma, bo na mój widok ze strachu omdlało. Ha! Jestem z siebie dumna! ^.^v

W końcu, gdy chmura była coraz bliżej, poszłam na imitację spaceru dróżką między działkami. Wtykając kinol w kwiaty na drzewkach i podśpiewując piosenki Kokii-sama. Aż doszłam do końca i musiałam z powrotem, i im bliżej byłam naszej działki, tym bardziej padało. FAJNIE BYŁO! Coraz bardziej padało i wiało do tego! A w którymś momencie przeżyłam sytuację jak z jakiegoś shojo anime, kiedy to znalazłam się pod drzewkiem, nie wiem czy wiśni, czy jabłonki, czy czegoś tam, bo się nie przyglądałam – ważne, że akurat wtedy wiatr mocniej powiał i wszystkie płatki tak mistrzowsko na mnie… Brakowało tylko jakiegoś romantycznego bishonena, któremu mogłabym się rzucić w ramiona, ale tego chyba bym nie zdzierżyła. Zresztą deszcz chlapiący mi na twarz skutecznie położył klimat, ale za bardzo się nim cieszyłam żeby się nim nie cieszyć :P

Później ciągle mniej lub bardziej padało, więc rodzinka się skryła w altance i przyszedł taty kumpel z butlą wina :P Najbardziej się nim (winem) zainteresowała ciocia i skonfiskowała je w zamian za puszkę piwa XD a potem delektowała się trunkiem nalanym do wielgachnego plastikowego kubka, położywszy się przezornie na kanapie, żeby sobie przypadkiem nie glebnąć. Oczywiście była możliwość, że później może nie wstać, ale kto by się tam przejmował odległą przyszłością…

Hej! Hej! Hej, sokoły!
Omijajcie bloki, domy i stodoły!
Dzwoń, dzwoń po policję,
Niech tu zrobi prohibicję!

…Khem, nie wiem czemu mi się akurat to zaśpiewało XD

Powiedziałam mamie radośnie: „Fajnie było na działce! :D” A mama na to, domyślnie: „Bo krótko? :>”

Ojejka, widzicie, było to we wtorek, 3 dni się musiałam psychicznie przygotowywać, żeby to spisać!