star-miya blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 5.2005

    T___________T
    Nieeeeeeeeeeeee…
    Nie, nie i jeszcze raz nie.
    Ja się na to nie zgadzam!
    NIE BĘDZIE JUŻ WIĘCEJ CASABLANKI!!! T_________T
    ………
    Właśnie mama przyszła ze sklepu – najważniejszej naszej bazy zaopatrzeniowej – i tę nowinę mi przyniosła T________T
    Moja druga najulubieńsza herbata wycofana z produkcji T_____________T
    I co ja teraz będę piła w długie, białe (?!) zimowe wieczory przy dźwiękach Tea-House Moon? T_______T
    CO ONI SOBIE DO JASNEJ ANIELKI MYŚLĄ?! T_________T
    Finito, idę przebić głową najbliższą ścianę bez plakatu.
    T_______________T

    26.gifNyo i proszę, już mi nawet antyfangirlowanie przestaje wychodzić, bo tam na zewnątrz zbyt pięknie i kusząco na to. Nawet słońce ma na razie jakiś umiar w świeceniu i nie robi krzywdy, więc obecnie jestem w stanie tylko spacerować i spacerować, nucąc pod nosem „Dandelion” Kokii-sama, bo dmuchawców pełno tam, gdzie spaceruję. A jak się nauczę na pamięć, przestanę nucić pod nosem i zacznę śpiewać na głos, to jeszcze wszystkich przechodniów wystraszę i będzie mi to w poczet dobrych uczynków policzone :>
    A dzisiaj podczas spaceru uważnie patrzyłam pod nogi, zbierałam z chodników ślimaki, które wyszły po deszczu i zanosiłam je na trawę. O. Bo coś za dużo ich rozdeptanych widuję.

    w_003.gifTak, tym razem będzie o twórczości. Przykro mi :P

    Dawno temu miałam kogo posyłać do już przez innych opowiedzianych historii, żeby mogły zostać opowiedziane troszkę inaczej albo w ogóle zostać przewrócone do góry nogami. I to było fajne.
    Pamiętasz, Renê?
    A teraz siedzisz na swoim tronie pośród gwiazd i nie masz czasu na takie zabawy… I kiedy czasem mam ochotę znów się pobawić, nie mam już kogo posłać.
    Nie, wróć. Może i bym kogoś znalazła. Zawsze się ktoś znajdzie. Ale teraz to się już boję. Już się odzwyczaiłam.

    Z pisaniem w pierwszej osobie mam ten mały problem, że tracę dystans tam gdzie chciałabym go zachować. A może inaczej: z ciężkim sercem przełamuję ten dystans tam gdzie chciałabym go zachować. Choć czasem stare przyzwyczajenia wracają i potem mi się obrywa, że stałam z boku i pozwalałam na nadmiar dramatyzmu, choć mogłam się ruszyć i mu zapobiec.
    W czym rzecz? W tym, że pisząc z punktu widzenia uczestniczki wydarzeń, nie mogę być obiektywna i postacie są dla mnie tylko i wyłącznie żyjącymi osobami, wśród których mam swoje osobiste sympatie i antypatie… Tym razem nie o to chodzi, że tracę przez to kontakt z rzeczywistością, tylko o to, że brak mi tego obiektywizmu. Punkt widzenia autorki jest o tyle fajny, że mogę sobie te postacie traktować troszkę jak obiekty badania (co nie znaczy, że przedmiotowo), obserwować ich osobowości, analizować ich motywy… Stojąc z boku i ciesząc się, że nie muszę się do nich wtrącać.
    Choć paradoksalnie jako autorka czuję się za nich bardziej odpowiedzialna niż jako uczestniczka.
    Z drugiej zaś strony, z pisaniem w trzeciej osobie też mam pewien mały problem, mianowicie zmianę stosunku do co poniektórych postaci. Ofkoz jest paru takich, których zawsze uwielbiam tak samo :D Ale weźmy taką Xemedi-san – cokolwiek kombinuje, jest entuzjastycznie oklaskiwana przez autorkę, podczas gdy uczestniczce najpewniej wysiadałyby nerwy w trakcie prób niewplątania się w te kombinacje. Ha! A jak się jakiś perfidny czarny charakter pojawi? To, co uczestniczkę w nim odrzuci, autorkę może zafascynować, zaimponować jej i w ogóle skłonić do uznania go za niepospolitą osobowość.

    Zresztą do tego nie muszę być autorką. Mogę – i najczęściej po prostu JESTEM – być czytelniczką/oglądaczką/whatever. I wtedy mogę sobie ile chcę serdecznie nie cierpieć tego czarnego charakteru i zarazem analizować jego postępowanie, i w ogóle jest fajnie.
    A potem, gdy już absolutnie wszystko przemawia przeciw niemu i knowania dochodzą do punktu kulminacyjnego, nagle okazuje się, że stał za nim ktoś inny, potężniejszy i skryty w cieniu. A wtedy napięcie opada i czuję się dziwnie – dziwnie rozczarowana.

    Chyba właśnie dlatego Xemedi-san nie ma nikogo nad sobą. Znaczy, formalnie ma, ale gdyby wiedzieli o niej to, co ja wiem, zaraz padliby jej do nóg…

    Jeszcze trochę, a dojdę do wniosku, że Koniec Świata był osobą najzupełniej niewinną i nieszkodliwą…

    >:P

    Do licha ciężkiego, czy ja naprawdę nie mogę sobie kogoś zwyczajnie, zdrowo nie cierpieć, bez tej odrobinki… Sama nie wiem czego. Na pewno nie sympatii, zrozumienie to też ciut za mocne słowo… Żalu zatem?
    A nie, przepraszam, Erna mi nigdy żal nie będzie. Ani Delphiny.

    Muszę w końcu popisać coś porządnie w 3 osobie, od razu przyjdzie ulga.

    Aizeeeen!!
    5th Division

    Wich Shinigami Division do you belong to?
    brought to you by Quizilla

    Tia, od początku to podejrzewałam… :P

    gol16_.gifDzisiaj będzie mrożąca krew w żyłach opowieść o kontakcie Miyaka z naturą :P

    Dnia 3 maja br. wybrałam się z rodziną na działkę, co wbrew pozorom wcale nie jest takie normalne. Pobyt na działce polega z reguły na siedzeniu bezczynnie na małym kwadraciku trawy. Mogę sobie wtedy oczywiście czytać, ale z reguły ciągną mnie tam gdy jest paskudne słońce, a wtedy wolę raczej poczytać u babci w domu, bo tam jest super chłodno. Tylko, że oni chcą żebym się opalała. Doskonale wiedzą, że od tego się skóra starzeje, ale nie dają za wygraną.

    Nyo ale dawno niczego z grilla nie spożywałam. Poza tym zapowiadali burzę na popołudnie, więc pomyślałam sobie: a co mi tam, zaryzykuję! Obejrzałam sobie najpierw całe „Między ustami a brzegiem pucharu” wg Rodziewiczówny, a potem w końcu poszłam :P Warto było, choćby dla sałatki… A właśnie, sałatka. Ja to mam jakieś szczęście do fazowych sałatek. Mianowicie ciocia przywiozła ze sobą jakieś dziwne listki, które wyglądały jak skrzyżowanie mlecza ze szczawiem i zastanawiałyśmy się z mamą, która to z roślinek jest… Potem ciocia zaczęła robić z tego sałatkę, a mama do mnie: „Magda, chodź zobacz co będziesz jeść!” Istotnie, dziwo to wyglądało jak efekty moich zabaw kulinarnych gdy miałam 7 lat (i podjadałam z krzaczka takie kuszące soczyste listki, ale ćśśśśśśśś XD), a tak poza tym było pycha-pycha :D A ile się przy tym naśmiałam, tego mi nikt nie odbierze :DDD

    W międzyczasie tato chodził z aparatem i robił nam dziwne zdjęcia… Jak mi strzelił fotkę z widelcem i nad talerzem sałatki, nie mogłam się nie zemścić, zaczęłam się więc domagać podszkolenia w obsłudze aparatu. Tatulek kategorycznie nie chciał dać sobie zrobić zdjęcia, ale go zapiszczałam. I ma takie rodzynkowo-unikatowe przy grillu. Mam tylko nadzieję, że wyjdzie.

    Aha, burza miała być. I nadciągała ku nam taka strasznie wielka sinofioletowa chmura, a cała rodzina drżała spoglądając w jej stronę i tylko Miyak piszczał z radości. Mama powiedziała, że tylko przyszłam, a już słońca nie ma, bo na mój widok ze strachu omdlało. Ha! Jestem z siebie dumna! ^.^v

    W końcu, gdy chmura była coraz bliżej, poszłam na imitację spaceru dróżką między działkami. Wtykając kinol w kwiaty na drzewkach i podśpiewując piosenki Kokii-sama. Aż doszłam do końca i musiałam z powrotem, i im bliżej byłam naszej działki, tym bardziej padało. FAJNIE BYŁO! Coraz bardziej padało i wiało do tego! A w którymś momencie przeżyłam sytuację jak z jakiegoś shojo anime, kiedy to znalazłam się pod drzewkiem, nie wiem czy wiśni, czy jabłonki, czy czegoś tam, bo się nie przyglądałam – ważne, że akurat wtedy wiatr mocniej powiał i wszystkie płatki tak mistrzowsko na mnie… Brakowało tylko jakiegoś romantycznego bishonena, któremu mogłabym się rzucić w ramiona, ale tego chyba bym nie zdzierżyła. Zresztą deszcz chlapiący mi na twarz skutecznie położył klimat, ale za bardzo się nim cieszyłam żeby się nim nie cieszyć :P

    Później ciągle mniej lub bardziej padało, więc rodzinka się skryła w altance i przyszedł taty kumpel z butlą wina :P Najbardziej się nim (winem) zainteresowała ciocia i skonfiskowała je w zamian za puszkę piwa XD a potem delektowała się trunkiem nalanym do wielgachnego plastikowego kubka, położywszy się przezornie na kanapie, żeby sobie przypadkiem nie glebnąć. Oczywiście była możliwość, że później może nie wstać, ale kto by się tam przejmował odległą przyszłością…

    Hej! Hej! Hej, sokoły!
    Omijajcie bloki, domy i stodoły!
    Dzwoń, dzwoń po policję,
    Niech tu zrobi prohibicję!

    …Khem, nie wiem czemu mi się akurat to zaśpiewało XD

    Powiedziałam mamie radośnie: „Fajnie było na działce! :D” A mama na to, domyślnie: „Bo krótko? :>”

    Ojejka, widzicie, było to we wtorek, 3 dni się musiałam psychicznie przygotowywać, żeby to spisać!


    • RSS