terry-dusthat.gifNiniejszym stukam kubkiem pełnym zielonej z miętą o szklankę pełną napoju pomarańczowego :D

Dowiedziałam się ostatnio, że jestem pesymistką. Taką opinię wydała moja mama, stwierdzając, że ja wszystko czarno widzę, gdy wszyscy dokoła mają nadzieję, że będzie dobrze.
O, zgrozo.
Nie sądzę, by przekonywanie mamy, że jestem zwyczajnie przekorna, miałoby jakiś sens.
A rzecz w tym, że ja lubię być anty i mówić wszystko zupełnie odwrotnie, bo łapię przy tym fazę i nic nie mogę na to poradzić. Bawienie się w czarnowidza i straszenie wszystkich dokoła daje mi jakąś dziką satysfakcję… Pewnie bym się doigrała, gdyby… Gdyby na przykład wszyscy dokoła znienawidziliby serdecznie coś lub kogoś znienawidzonego serdecznie przeze mnie. Ha! I wtedy ja, wiedziona nieuchronną przekorą, musiałabym się zdobyć na polubienie!
Ale… Po co ja to mówię. Bo przecież cóż może powiedzieć osoba, której zdarzyło się odgrywanie Akio z Uteny, hę?

Poczułam wczoraj wiosnę, mimo że śnieg jeszcze leży gdzieniegdzie (czyt. wszędzie tam, gdzie NIE leży błoto). I aż z radości wyskoczyłam na dwór i poszłam na długi spacer, czego naprawdę od długiego czasu nie robiłam, bo śnieg sypał tak, że ledwo co było widać. Ciapałam się w tym śniegu, chrzęścił mi pod nogami, choć w końcu do domu przyniosłam na butach piasek, a nie śnieg, ale cała radosna byłam i uwierzyłam, że wiosna jednak w końcu przyjdzie.
Ale czy powinnam? Poprzednim razem czułam wiosnę w powietrzu W LUTYM i jakoś nic z tego nie wynikło ;P

Wczoraj również przeczytałam opinie ogółu na temat zjawiska zwanego Anime+, z których to opinii wynikało jasno, że mangomaniacy dzielą się na ziomali i gothów. W rezultacie, dla podkreślenia przynależności kompaniji wszechbiblijnej, ciemną nocą zgasiliśmy w herbaciarni światło, zapliliśmy świece (które potem zostały zgaszone rytualnie) i piliśmy CZARNĄ herbatę. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że istnieją czarne kurczaki i fioletowe ziemniaki. Rewelacja!

Chce mi się pisać coś nowego, a tu niestety aktywność psychiczna moja za nic nie może jeszcze zwyciężyć braku aktywności fizycznej. Ale skoro już mi się chce chodzić na spacery, to jeszcze wszystko przede mną. Z drugiej strony boję się, że wyjdzie mi znów tylko początek, po którym nie będę wiedziała co dalej (poza paroma ścinkami) i że zepsuję główną bohaterkę. Uch, groza. Dlaczego główni bohaterowie to takie zjawiska, które się najłatwiej psują? Załamują się pod ciężarem odpowiedzialności, czy to tylko ja mam paranoję i patrzę na nich przez pryzmat wzniosłego Głównego Bohaterstwa i przez to bledną w moich oczach? Nie da się ukryć, nie przepadam za tym gatunkiem osobnikówm i trzeba się urodzić Terrym Bogardem albo J. U. Tylorem, albo Yomisią Readman *ściiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiisk* albo wreszcie moją Akane-chan (vivat samouwielbienie :>) żebym jednak zaczęła przepadać. Ale nic to, najpierw przełamię swą przewlekłą skłonność do nicnierobienia, a dopiero potem będę się zastanawiać O KIM pisać.

Chaos sobie zrobiłam na blogu, ale przy mej bałaganiarsko-chaotycznej naturze nie pozostanie mi nic innego, tylko ów Chaos pokochać całym sercem ;)

A moje uke zmieniło kolor włosów na ciemny, a ja jeszcze tego nie widziałam T_T

Stuk-stuk. Zdrowie bohaterów, tych głównych też.
Twoje zdrowie.