star-miya blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 3.2005

    Yagaminyo.gifItepe, itede, etece…
    Niniejszym stukam kubkiem pełnym Paskudnych Ziółek na Trądzik (TM) o szklankę. Pustą.

    Zbitek tylko dzisiejszy
    Co dzień beznadziejny pęd do celu
    Co dzień na odpoczynek żadnych szans
    Co dzień starannie wyreżyserowane
    Pogrążanie się w szaleństwie
    Twierdząc, że ból jest wciąż
    Słabszy niż gniew

    A dziś udajmy, że nie ma przeznaczenia
    A dziś udajmy, że nie ma klątw
    A dziś udajmy, że się nie spalamy
    I że przeżyjemy życie
    Jakby było długie
    I bezpieczne

    I czy kiedyś zrozumiem, dlaczego nienawiść potrafi związać równie mocno jak miłość? Fakt, że trochę jakby w drugą stronę, ale jednak związać…

    Ble. Fuj. Od ziółek na trądzik paskudniejszy jest tylko alkohol i syrop z aloesu. Aż szkoda, że żadnego z nich nie mam pod ręką… Ale i tak będę jutro miała kaca. I jak ja w takim układzie dam radę pójść z koszyczkiem???

    Stuk-stuk.

    mature-kissy.gifTak sobie czasem myślę, że chrzanić empatię.
    Dochodzę do takiego wniosku kiedy gdzieś tam się nastrój popsuje, ktoś się z kimś pokłóci, ktoś inny ma poważne zmartwienie – i czuję się jakby to były ataki na mnie.
    I jakbym to ja oberwała – chowam się przed wszystkimi żeby przeczekać – podczas gdy wszystko we mnie krzyczy żebym tam wracała i spróbowała coś zaradzić, zwłaszcza jeśli chodzi o problemy rodziny czy przyjaciół… Ha. A tu taka nieżyciowa istota jak ja nie wie JAK zaradzić, ucieka i się czuje jak zdrajczyni. I się przejmuje, i nie może w nocy spać.
    A z drugiej strony przypominam sobie, ileż to przecież razy zostałam zarażona radością i życie mi to ratowało, i wtedy myślę sobie, że może jednak nie chrzanić empatii? Tyle razy zdarzało mi się znaleźć w kręgu ludzi, wśród których czułam atmosferę zrozumienia i bliskości, i aż się wzruszałam z tej okazji. I taka byłam radosna, że… Ech… Że nie mogłam w nocy spać. Nyo tak.

    Czyli wychodzi na to, że życiowym problemem Miyaka jest niewyspanie – przez empatię!

    Tak, wiem, że wypisuję bzdury nad bzdurami, ale następna notka będzie bzdurniejsza, już ja o to zadbam :> Dziś jest jeszcze względnie normalnie :>

    A skoro o spaniu mowa – z okazji nadejścia wiosny (HURAAAAAAAAA!!!) przyśnił mi się spacer po lesie pełnym fiołków i konwalii. Konwalii!
    I prawdziwków. Nie wiem skąd te prawdziwki, bo pora trochę jakby nie ta, ale przecież na fiołki też ździebko za wcześnie i niestety na konwalie też, więc co się będę czepiać szczegółów ;P

    Wiosna przyszła, Wielkanoc się zbliża i moja kochana pora iścia z koszyczkiem! Łiii! Od małego przepadałam za chodzeniem ze święconką i do tej pory mi nie przeszło :D Jakkolwiek by to bluźnierczo i świętokradczo nie zabrzmiało, w tym chodzeniu z koszyczkiem jest jakaś magia. O.
    Swoją drogą, w Amerykańskich Bogach Gaimana jest babka tytułująca się Wielkanocą. Główny bohater uznaje, że wśród tych wszystkich starych i zapomnianych już bóstw przywiezionych do Hameryki w ludzkich sercach i umysłach, akurat ona powinna sobie świetnie radzić. A ona na to zaczyna pytać przypadkowych ludzi, co też wiedzą o Wielkanocy. Odpowiadają tradycyjnie, że Zmartwychwstanie i cała ta zajączkowa reszta. A co ona na to? Ha! Będę perfidna i nie zdradzę :>

    A co to będzie gdy w samą Wielkanoc przestawimy do przodu zegarki… Dopiero wszyscy będą niewyspani…

    Hm. I niech mnie ktoś w końcu przekona, że NIE UMIEM rysować facetów, bo inaczej znowu zepsuję komuś wygląd!

    got27.gifBo kiedy Miyak wypożycza wiersze Poetki, to nieomylny znak, że wiosna tuż tuż!

    A kiedy zaczyna czytać inne blogi, takie z wdziękiem i na poziomie, to jasne jest, że bredzenia się można spodziewać radosnego!

    Kołyszę się bez rytmu do dźwięku kryształowych dzwoneczków. Nie wiem skąd mi się te dzwoneczki wzięły, ale może i wychynę ze swojej samotni do przedpokoju, tam pod sufitem takie wiszą, zadzwonię sobie.
    Zamąciła mi w głowie ta nieśmiała wiosna, parę piosenek i garść wierszy. Zakryły przede mną świat błękitno-zieloną koronkową mgiełką.
    Kruchość w nich jest i delikatność, trzepot skrzydeł motyla jest i zapach powojów. Nie wiem dlaczego powojów, konwalie winny być, ale powoje też mogą. Kropla rosy o poranku jest, a może łza na rzęsie raczej? Są okruchy porcelany i rozsypany brokat. Jest szept, oddech, westchnienie, szum fal. I jest jakieś nieokreślone, nieuchwytne wspomnienie przyciemnionych pokojów, z piosenkami pań Sośnickiej, Majewskiej, Geppert i Frąckowiak gdzieś w tle.
    Chyba wiem, co sobie włączę następne.

    Rozpoetyzowałam się, rozwiośniłam, rozsłuchałam, rozoglądałam, rozmarzyłam wreszcie i napisałam coś takiego:

    Zbitek pouczający
    nieodpowiedzialnie zestrzeliłeś
    w zgiełku obcej nam wojny
    nie spodziewające się niczego serce
    spadło pełne zamętu
    abyś je uspokoił
    czeka niemal cierpliwie w kolejce
    nie mów że nie mamy czasu
    bo już się nie wymigasz
    jeńcy wojenni też mają swe prawa

    Pisząc toto, dokładnie wiedziałam co mam na myśli. Aż skończyłam – naszła mnie wizja anatomicznie dokładnego serca spadającego z kosmosu i idącego na nóżkach ustawić się za innymi sercami – i nagle zwątpiłam XD

    A po południu udałam się do księgarni – skąd już dawno temu powinni wywalić tę panią w czarnej kurtce, przychodzącą co tydzień pasożytować na komiksach – i dorwałam Island, a potem Sandmana… I wyszłam z pragnieniem napisania czegoś mrocznego i pełnego niepokoju. I akcji. Ha. Gdybym wierzyła w horoskopy, powiedziałabym, że to się nazywa typowo racza zmienność nastrojów.
    Ale z jednym i drugim się świetnie czuję, więc jest good :>

    Deszcz pada. Deszcz. Ludzie, deszcz!!! Od wieków nie widziałam deszczu! Wiosna idzie!

    terry-dusthat.gifNiniejszym stukam kubkiem pełnym zielonej z miętą o szklankę pełną napoju pomarańczowego :D

    Dowiedziałam się ostatnio, że jestem pesymistką. Taką opinię wydała moja mama, stwierdzając, że ja wszystko czarno widzę, gdy wszyscy dokoła mają nadzieję, że będzie dobrze.
    O, zgrozo.
    Nie sądzę, by przekonywanie mamy, że jestem zwyczajnie przekorna, miałoby jakiś sens.
    A rzecz w tym, że ja lubię być anty i mówić wszystko zupełnie odwrotnie, bo łapię przy tym fazę i nic nie mogę na to poradzić. Bawienie się w czarnowidza i straszenie wszystkich dokoła daje mi jakąś dziką satysfakcję… Pewnie bym się doigrała, gdyby… Gdyby na przykład wszyscy dokoła znienawidziliby serdecznie coś lub kogoś znienawidzonego serdecznie przeze mnie. Ha! I wtedy ja, wiedziona nieuchronną przekorą, musiałabym się zdobyć na polubienie!
    Ale… Po co ja to mówię. Bo przecież cóż może powiedzieć osoba, której zdarzyło się odgrywanie Akio z Uteny, hę?

    Poczułam wczoraj wiosnę, mimo że śnieg jeszcze leży gdzieniegdzie (czyt. wszędzie tam, gdzie NIE leży błoto). I aż z radości wyskoczyłam na dwór i poszłam na długi spacer, czego naprawdę od długiego czasu nie robiłam, bo śnieg sypał tak, że ledwo co było widać. Ciapałam się w tym śniegu, chrzęścił mi pod nogami, choć w końcu do domu przyniosłam na butach piasek, a nie śnieg, ale cała radosna byłam i uwierzyłam, że wiosna jednak w końcu przyjdzie.
    Ale czy powinnam? Poprzednim razem czułam wiosnę w powietrzu W LUTYM i jakoś nic z tego nie wynikło ;P

    Wczoraj również przeczytałam opinie ogółu na temat zjawiska zwanego Anime+, z których to opinii wynikało jasno, że mangomaniacy dzielą się na ziomali i gothów. W rezultacie, dla podkreślenia przynależności kompaniji wszechbiblijnej, ciemną nocą zgasiliśmy w herbaciarni światło, zapliliśmy świece (które potem zostały zgaszone rytualnie) i piliśmy CZARNĄ herbatę. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że istnieją czarne kurczaki i fioletowe ziemniaki. Rewelacja!

    Chce mi się pisać coś nowego, a tu niestety aktywność psychiczna moja za nic nie może jeszcze zwyciężyć braku aktywności fizycznej. Ale skoro już mi się chce chodzić na spacery, to jeszcze wszystko przede mną. Z drugiej strony boję się, że wyjdzie mi znów tylko początek, po którym nie będę wiedziała co dalej (poza paroma ścinkami) i że zepsuję główną bohaterkę. Uch, groza. Dlaczego główni bohaterowie to takie zjawiska, które się najłatwiej psują? Załamują się pod ciężarem odpowiedzialności, czy to tylko ja mam paranoję i patrzę na nich przez pryzmat wzniosłego Głównego Bohaterstwa i przez to bledną w moich oczach? Nie da się ukryć, nie przepadam za tym gatunkiem osobnikówm i trzeba się urodzić Terrym Bogardem albo J. U. Tylorem, albo Yomisią Readman *ściiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiisk* albo wreszcie moją Akane-chan (vivat samouwielbienie :>) żebym jednak zaczęła przepadać. Ale nic to, najpierw przełamię swą przewlekłą skłonność do nicnierobienia, a dopiero potem będę się zastanawiać O KIM pisać.

    Chaos sobie zrobiłam na blogu, ale przy mej bałaganiarsko-chaotycznej naturze nie pozostanie mi nic innego, tylko ów Chaos pokochać całym sercem ;)

    A moje uke zmieniło kolor włosów na ciemny, a ja jeszcze tego nie widziałam T_T

    Stuk-stuk. Zdrowie bohaterów, tych głównych też.
    Twoje zdrowie.

    goth2_3_28_2002.gifA jednak mnie ten destrukcyjny niepokój duszy nie napadł na długo i całe szczęście. Uff, wystarczy przeczytać jeszcze raz swoje najgorsze opowiadanie i wrzucić je na devianta, a od razu przychodzi opamiętanie :> Enyłej, ja chyba nie o tym chciałam. A o czym chciałam? A sama nie wiem o czym chciałam. Po prostu jakoś tak odczułam potrzebę by zaakcentować posiadanie bloga i chęć pisania na nim – choć niekoniecznie mam co :P

    Nagmatwałam już wystarczająco?
    Nie?
    Nyo to idziemy dalej.

    Głód czytania nadal mnie trapi i rozszerza się na blogi… I tak odwiedzam co niektóre, i troszkę mi żal. Bo już tyle osóbek przerwało pisanie, zawiesiło albo w ogóle pokasowało blogi i zaczynam mieć dziwne wrażenie, że wszystkich przeżywam. Chodzę sobie tam do Was, dziubki, i czytam Wasze archiwa, skoro nic nowego się nie pojawia. Ech, sporo osób poznałam przez blogi i niestety znałam tylko i wyłącznie przez blogi, bo jakoś nie mogłam się odblokować i spróbować poznać bardziej… Bo ja wiem, osobiście? Cóż, czasem nawet i komentowanie sprawia mi trudność i dlatego mam opory przed nawiązaniem jakichś nowych znajomości, choćby i tylko blogowych.

    Zresztą czy blogowe to są „tylko”?

    A potem idę do własnego archiwum i czytam Wasze komentarze, Wasze opinie, Wasze słowa do mnie, mnóstwo słów i… I zastanawiam się, co się z tym stało. Czy naprawdę wszystkich przeżyłam, czy raczej przestałam pisać w sposób, na który można dać jakiś odzew?

    Ha. I jak widać wszystko sprowadza się do tego, że jestem uzależniona od czytania komentarzy.
    Miyak spragniony gorączkowo uwagi innych. Noł łej, takie rzeczy się nie zdarzają! >;D

    Przychodzi mi na myśl taka historia, którą przeczytałam dawno temu u jednej blogowiczki, Blogowiczki A, powiedzmy, bo niedokładnie pamiętam u kogo to było. Blogowiczka A mianowicie pisała o Blogowiczce B, która po dość długim czasie pamiętnikowania usunęła ze swojego bloga komentarze. Blogowiczka A była pod wrażeniem, podziwiała Blogowiczkę B za to, że tamta MIAŁA ODWAGĘ i dojrzała na tyle by już nie słuchać i nie mieć na uwadze cudzych opinii. A ja to sobie czytałam i myślałam: nyo to dlaczego dziewczyna w ogóle pamietnikowała w necie, nie lepiej było pisać w zeszyciku, zamykać go na kłódkę i chować do szufladki? Mnie zawsze będzie interesować, co inni mają do powiedzenia, bo w rezultacie możemy sobie podyskutować, możemy sobie razem popiszczeć i w końcu możemy szaleńczo nabijać nowe komentarze choćby dla samego pośmiania się. Niedojrzałe? I dobrze, jestem dzieckiem i lubię to >:P

    Za oknem szaleje zima, podczas gdy powinno być już chyba przedwiośnie, n’est-ce pas? Na drogach i chodnikach jest piach i chlapa, a tam gdzie nie ma chlapy, jest śnieg po kostki. Natura coraz bardziej hołduje Chaosowi, a może Chaos hołduje Naturze, sama nie wiem.
    Ważne żeby przyroda w końcu się kiedyś zbudziła i mnie przy okazji też.

    Marzy mi się napisanie jakiegoś fanfika – co bardzo dawno mnie już nie spotkało – albo narysowanie jakiegoś fanarta – co praktykowałam jeszcze w czasach Sailorek, czyli jeszcze dawniej. Coś mi odbija, innymi słowy >;D

    27.gif…Tak dla odwrócenia uwagi od mojego stanu ducha, który w przeciwnym razie sprawi, że zacznę krztusić się krwią, oczy mi zajdą mgłą i wpadnę w szał :P

    MIYAYAGAMI
    M is for Magnificent
    I is for Insane
    Y is for Yummy
    A is for Altruistic
    Y is for Young
    A is for Adaptable
    G is for Grungy
    A is for Abstract
    M is for Mysterious
    I is for Innocent


    What Does Your Name Mean?

    Urocze, nie? A jakie prawdziwe…


    You Are 16 Years Old


    16



    Under 12: You are a kid at heart. You still have an optimistic life view – and you look at the world with awe.

    13-19: You are a teenager at heart. You question authority and are still trying to find your place in this world.

    20-29: You are a twentysomething at heart. You feel excited about what’s to come… love, work, and new experiences.

    30-39: You are a thirtysomething at heart. You’ve had a taste of success and true love, but you want more!

    40+: You are a mature adult. You’ve been through most of the ups and downs of life already. Now you get to sit back and relax.

    A to dopiero prawdziwe! :>


    You Are „Wow”!
    John Kerry

    ŁIIIIIIIIIIIII!!! (^o^)/


    Your Dominant Intelligence is Linguistic Intelligence
    linguistic.jpg


    You are excellent with words and language. You explain yourself well.
    An elegant speaker, you can converse well with anyone on the fly.
    You are also good at remembering information and convicing someone of your point of view.
    A master of creative phrasing and unique words, you enjoy expanding your vocabulary.
    You would make a fantastic poet, journalist, writer, teacher, lawyer, politician, or translator.

    Nyo dobra… Ja MÓWCĄ?! Pisarką bardzo chętnie, ale mówcą, politykiem?! Raz mi coś podobnego wystukała komputerowa wróżba z ręki i rodzicielka moja doszła do wniosku, że powinnam być drugim Hitlerem, oł łel :P


    Your Seduction Style: The Natural

    natural.jpg


    You don’t really try to seduce people… it just seems to happen.
    Fun loving and free spirited, you bring out the inner child in people.
    You are spontaneous, sincere, and unpretentious – a hard combo to find!
    People drop their guard around you, and find themselves falling fast.

    Taaa… „Ja nikogo nie uwodzę, tak się jakoś samo robi” XD~~~~~~~~~~


    Your Element Is Water
    water.jpg

    A bit of a contradiction, you can seem both lighthearted
    and serious. That’s because you’re good at going with the flow – but you also
    are deep. Highly intuitive, you tune in to people’s emotions and moods easily.
    You are able to tap into deep emotional connections and connect with others.
    You prefer a smooth, harmonious life – but you can navigate your way around
    waves. You have a knack for getting people to get along and making life a little
    more peaceful.

    Nyo! I TAK MA, PROSZĘ PAŃSTWA, BYĆ! ^.^v


    • RSS