35.gifIdę sobie drogą, staram się iść spokojnie, a tymczasem moje nogi chcą wywijać, moja ręka chce pstrykać palcami, a mój pyszczek chce się śmiać i śpiewać do tego. W biały dzień, na ulicy. Jakbym tak stanęła gdzieś pod ścianą, położyła obok czapkę na piniążki i tak się właśnie zachowywała, to może bym wróciła do domu bogata?
Siedzę sobie na krześle, staram się siedzieć spokojnie, a tymczasem podskakuję i się kiwam do rytmu, który obecnie słychać tylko w mojej głowie. Już nie w winampie, bo słuchawki siadają, a nie odłączę ich bo jest ciemna noc i mnie pobiją za budzenie muzyką na pełny regulator podkręconą…
Nieogarniona radość mnie ogarnia, jeśli mogę się tak wyrazić. I nie wiem czym uzasadniona, o ile w ogóle… Czy to dlatego, że nie zaatakowano mnie we wtorek romantyzmem, wskutek czego zdałam egzamin? Czy dlatego, że wczoraj była świetna pogoda i po prostu nie można było nie wyjść na spacer? Czy może dlatego, że z pewnym opóźnieniem uświadomiłam sobie, że ciągle jeszcze jest karnawał?

Niezależnie od powodu, nieustannie…

Chce mi się…
Tańczyć…

:DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

Może i mam malutki pokoik, ale wystarczający, żebym w nim się spełniała jako ballerina… A może i nie tylko ;P Póki nic nie zwaliłam z półek, jest OK :> A mały zamknięty pokoik ma tę zaletę, że nikt nie widzi jak mi się kończyny plączą XD

W zeszłym roku o tej porze powodowała mną żądza walki. Po czymś takim szaleńcza radość jest naprawdę miłą odmianą… Chociaż nie, jeszcze nie o tej porze. Jeszcze wszystko przede mną. Ale w tej chwili control dekinai yo… Jeszcze zdążę wyjść na dwór i wykrzyknąć co sił w płucach… Hm, jeszcze nie wiem co. Może nic konkretnego. Byle wyrazić radość, zanim się nią zmęczę…

Byłam dzisiaj u kuzynki. Też chce tańczyć. To zaraźliwe?