star-miya blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 1.2005

    31.gifDobra, spokojnie. Chociaż nie, spokojnie nie będzie, bo mam schizę. Ostrą. To może być spowodowane tym, że za dużo oglądam a za mało czytam… Znaczy, za mało nowych książek czytam, a za dużo lektur :P Przyznam szczerze – Keats i Shelley są odpowiedzialni za większość mych udręk na literaturze brytyjskiej, podczas przerabiania epoki zwanej romantyzmem. Napisali ci panowie dwa wiersze, oba próbowałam pojąć i poniosłam druzgocącą klęskę, co zaowocowało niespecjalną oceną z testu, a także – w ramach masochizmu i przekory wrodzonej mojej – uwzględnienia owych wierszydeł w eseju. Brrr. Jak przeczytałam Ode to the West Wind, doszłam do wniosku, że Shelleya można spokojnie postawić w jednym rządku z Mickiewiczem. Kiedy czytam jak to szanowny podmiot liryczny pragnie żeby wiatr strząsnął jego myśli w serca ludzkie i w ogóle ma dziwne, rewolucjonistyczne zapędy, zaraz mi się przypomina Wielka Improwizacja i mnie ciarki przechodzą. A przy Ode to a Nightingale pana Keatsa to już w ogóle się nagłowiłam, a w rezultacie doszłam do wniosku, że podmiot liryczny ma ciężkiego kaca i najcichszy szmer by mu sprawił ból, a co dopiero taki ładny śpiew słowika :P Oł łel. Ciekawe co by powiedziała nasza ulubiona Nauczycielka Bez Serca gdybym w eseju o wizerunku poety romantycznego napisała, że u Keatsa poeta to taki człowiek, który się naćpał i ubzdryngolił, wskutek czego zachciało mu się latać, ale potem wytrzeźwiał i mu przeszło… Dobra, może ja już przestanę profanować kwiat literatury brytyjskiej, żeby ktoś nie przyszedł i mnie nie zlinczował? Dobrze, że zajęcia z owej literatury nie obrzydziły mi wierszy Blake’a ani nie zdążyły już obrzydzić mi Yeatsa. Uff. A żeby było śmieszniej, podczas okresu największej mej udręki z tym przedmiotem miałam największą wenę, ale niestety najmniej czasu na pisanie na światy i na pisanie czegokolwiek (a pomysły były, tylko się rozwiały). Teraz mam czas, a jakoś nie mam weny T_____T

    Nyo dobra, tak właściwie to nie powinnam mieć czasu, bo we wtorek mam egzamin z tego draństwa i trzeba przypomnieć sobie Beowulfa i inne Everymany, ale po tych sprawdzianach romantyczno-wiktoriańskich już mi nic nie straszne. Albo może już mi wszystko zobojętniało? A może się stałam tak odważna, że będę się śmiać w obliczu wyroku śmierci? :> Sesja się zaczęła, a ja się martwię, że nie mogę pisać. Cała ja. Klapsa by mi ktoś dał albo co…

    Aaale jak już jestem przy literaturze, to sobie płynnie przejdę do hamerykańskiej. Nie, nie będę do pary żalić się na me przejścia z twórczością E.A.Poe, za to opowiem jak wyglądał nasz jedyny w semestrze sprawdzian. Byłby drugi, ale poprzednio panu B. nie chciało się układać pytań, więc zadał nam do domu 3 straszne eseje, w wyniku czego przez ferie świąteczne próbowałam się nie stresować, ale mi nie zawsze wychodziło. Enyłej, na zajęciach facet opowiada i opowiada, bardzo różne rzeczy i bardzo fazogenne niekiedy, ale o literaturę to one rzadko zahaczają, a potem nasze notatki to jeden wielki chaos. I jak się potem uczyć na sprawdzian, hę? Przychodzimy więc do sali, dostajemy kartki z pytaniami… UWAGA: 20 pytań z odpowiedziami do wyboru i 10 do zaznaczenia true/false. Dał nam te kartki i wyszedł… A my zaraz zaczynamy się zbiorowo naradzać. Wszedł… I się ucieszył, że taka ładna praca zbiorowa, tak po hamerykańsku :D Zaliczyłam mentalną glebę, ale reszta czasu upłynęła właśnie na takiej – już jawnej – pracy zbiorowej i dlatego nie było chyba gorszej oceny niż 4+. Którą to oceną się szczycę, mimo że niewiele się przez ten semestr nauczyłam. Zobaczymy jak będzie w następnym, kiedy to pani P. powróci z macierzyńskiego i zacznie tradycyjne swe wykłady ze sporządzaniem notatek do przepisywania słowo w słowo i możnością ściągania na testach bez ryzyka, że pałę wstawi gdy przyłapie. A potem, po dwóch tak się od siebie różniących semestrach – EGZAMIN…
    He he heeeeeee >:D

    A skoro znowu poruszyłam temat egzaminów, pochwalę się, że wczoraj dostałam ocenę celującą z egzaminu z niemieckiego…
    …Nie, źle. Nie pochwalę się. Napiszę to sobie żeby móc przeczytać i wreszcie uwierzyć, bo póki co nie mogę wyjść z szoku. Rezcz w tym, że przez 4 semestry nie nauczyliśmy się na lektoracie praktycznie nic i moja wiedza bazowała przede wszystkim na fazogennych lekcjach w liceum. Swoją drogą te koledżowe też były fazogenne i mam dziwne wrażenie, że wszyscy nauczyciele niemieckiego są równo zakręceni. Przynajmniej wszyscy, jakich spotkałam :D Enyłej, pisemny zaczął się o 14, ustny o 15 i ponoć skończył się o 22 – nie wiem, bo ja na szczęście wyszłam po 19 O_o Teoretycznie miały wchodzić 4 osoby na godzinę, w praktyce były pewne opóźnienia… Ja weszłam tak gdzieś w połowie, kiedy prawie cała moja grupa już skończyła – i dobrze, bo by mnie chyba zjedli żywcem za tę szóstkę O_o Pani F. już się nie chciało szczegółowo wszystkiego sprawdzać (zresztą w ogóle jej się nie chciało, dlatego gorszej oceny niż 3+ nikt nie dostał ;P), obejrzała mój test, na pierwszy rzut oka błędów w nim nie wychwyciła, mojego dukania po pseudoniemiecku wysłuchała li tylko dla formalności, wpisała ocenę, puściła do domu…

    Nyo dobra, szok jeszcze nie minął. Może kiedyś…

    W każdym razie nadal pragnę coś sobie poczytać. Coś baśniowego, co by mnie natchnęło na pisanie, i wymyślam sobie, że nie poszłam do biblioteki po kolejną Narnię i kolejne Muminki T_T I że nadal nie mam kasy na najnowszą część Koła Czasu, nie mówiąc już o nieszczęsnym Nigdziebądź, które z półek empiku znika i pojawia się na chwilę z powrotem. Raz siadłam na kanapie i przeczytałam 4 rozdziały – więcej nie mogłam, bo to było przed zajęciami T_T Chciałam drugi raz, ale znowu zniknęło i zadowoliłam się drugim tomikiem Wolf’s Rain. Doszłam do wniosku, że jest co najmniej dziwny… W sumie ile toto ma tomów? Dwa zaledwie? Co też się tam mogło zmieścić?! Pierwszego nie czytałam, drugi dorwę jeszcze raz, iważniej. A na razie, co uzna za dziwne każdy, z kim omawiałam wersję animowaną, przeszkadza mi brak Jagary. Nawet spolszczone imiona bohaterów mi tak nie przeszkadzają jak brak Jagary. To jest jakieś chore XD

    I jeszcze coś, bo po prostu nie mogłam sobie odmówić…

    You match with Ace!
    Ace

    _~_ Which ‚One Piece’ Boy matches with you? _~_ (Has pics!)
    brought to you by Quizilla

    Taaa… Za jakieś 20 odcinków zobaczymy ;P

    Calpurnia.gifPrzypuśćmy, że pojawia się typ spod ciemnej gwiazdy, sieje zamieszanie i wyżywa się na najbliżej siedzącej osobie. Osoba zaś nic sobie z tego nie robi i jeszcze się śmieje, nawet jeśli w pobliżu znajdzie się druga osoba, która uznaje to za przejaw tchórzostwa, domaga się sprawienia potężnego lania złemu typowi i ogólnie wścieka się aż miło. Komu przyznać rację?

    Albo inaczej: co można powiedzieć o człowieku, który, gdy mu rozbiją butelkę na głowie, mówi niefrasobliwie „To nic, to tylko butelka”, a potem traci rękę i mówi równie spokojnie „To nic, to tylko ręka”?
    I jeszcze, daleko nie szukając: co powiedzieć o człowieku, który właśnie został doprowadzony na miejsce egzekucji, a mimo to uśmiecha się szeroko jakby śmierć była dla niego niezłą zabawą?
    Odwaga to czy głupota?

    Taaak tylko pytałam.

    Piję za ich zdrowie.

    Soczek piję. Dzieckiem jestem, a co.

    got27.gifPrzyznam, w ostatni dzień roku 2004 czułam się nieżywa. O ile człowiek nieżywy może się w ogóle czuć… Może tak: czułam się śpiąca, różne punkty organizmu mego dawały o sobie znać i dziwnie zestresowana się czułam – i nie, nie było to spowodowane rychłym powrotem na zajęcia.
    Do północy ledwo wytrzymałam, za to zostałam perfidnie nakłoniona (przez równie śpiącą mamę O_o) do wypicia nadprogramowej ilości szampana, przez co obu nam zakręciło się w głowie jeszcze bardziej.
    Na dworze huczało i grzmiało od ledwo widocznych petard, ale jakoś mi to nie przeszkadzało walnąć się do łóżka. W objęcia Morfeusza, jak to się mówi. A jednak w objęcia inne. Ha! I w tych objęciach wróciłam z planety pokrytej lodem, na którą wcześniej poleciałam z Cloaskiem na niewidzialnej miotle. Tak, ja wiem, że to nie musi mieć sensu. Ale obudziłam się z błogim uśmiechem i przeświadczeniem, że życie jest piękne.
    Co nie zmienia faktu, że do dzisiaj czuję się niewyspana… Zresztą kiedy ja się ostatnio czułam naprawdę wyspana? W sierpniu, na zjeździe WB?

    Święta były miłe i oczywiście za krótkie. Jestem już niestety w wieku, w którym nie prezenty czynią atmosferę, a już tylko zaangażowanie ludzi w jej tworzenie, więc łapałam ją tak zachłannie jak tylko mogłam. Za krótko było, cóż. Powtórki leciały w TV, ale i nie powtórki… Święta to jedyny chyba czas, w którym z własnej woli oglądam TV (nie video i nie DVD), a tym razem naprawdę miałam co oglądać (Podróż Jednorożca mianowicie :D I mojego kochanego Willowa, którego mi niestety pod koniec przełączyli T_T).

    A propos oglądania, niemal jednym ciągiem obejrzałam najbardziej schizowe anime, jakie mi się zdarzyło. Do licha, nawet kinówka Uteny mi się teraz wydaje przy tym normalna! Przy Tenshi ni Narumon, znaczy. OMG. 5 odcinków w jeden wieczór, 16 odcinków w drugi dzień i ostatnie 5 trzeciego ranka. Nie wiem czy kiedykolwiek dojdę po tym do siebie… @_@
    Vanny, następnym razem zamawiam Sailorki Live :>

    Napostanawiałam sobie noworocznie. Chyba dotąd jeszcze nie podejmowałam postanowień, ale teraz mnie natchnęło. Zobaczymy co z tego będzie…
    Zapisuję je niniejszym na blogu, żeby o nich nie zapomnieć.
    Postanowiłam otóż:
    – zrobić coś rozsądnego w sprawie swojej pisaniny – czyli może wreszcie ustosunkować się jednoznacznie do kwestii dramatyzmu, pisać więcej nie-na-światy i jak dobrze pójdzie, nauczyć się pisać o miłości. Uff. Bo już nie mam wyboru.
    – mniej się alienować (he he he…)
    – nauczyć się gotować (ha ha ha ha…)
    – i może nawet pozdawać wszystkie egzaminy jak trzeba, a najlepiej znaleźć jakąś NORMALNĄ szkołę i się do niej przenieść (BUAHAHAHAHA!!! *zachłyśnięta niedorzecznością postanowienia blogowiczka omdlewa ze śmiechu*)

    Podsumowania roku jakoś mi się nie chce robić, bo 1) ja jestem za leniwa i 2) rok był za dziwny. Ale cóż. Działy się rzeczy cudowne (zjazd :D), działy się nie za cudowne (praktyka) i działy się kompletnie zwariowane (między innymi zaczęłam bać się ognia JESZCZE BARDZIEJ :P).

    Jak już będę na to gotowa, wrzucę nowy layout… Jak już dorobię jakieś podstrony do niego, znaczy, bo ja nigdy na samej głównej nie poprzestaję.
    Ale to jeszcze może potrwać, bo mnie Kokia-sama nie przestaje oczarowywać.

    Deviant wyrodny znowu działać nie chce. Grrr.


    • RSS