Say your prayers, little one
Don’t forget, my son,
To include everyone
Tuck you in, warm within
Keep you free from sin
Till the Sandman he comes
Sleep with one eye open
Gripping your pillow tight
Exit: light
Enter: night
Take my hand
We’re off to never-never land…

Dwie postacie stanęły na dachu wieżowca, wdychając nocne powietrze.
Starsza z nich – wysoka kobieta o jasnych włosach i twarzy upstrzonej piegami – uniosła głowę i spojrzała z uśmiechem na rozgwieżdżone niebo. Po chwili poczuła szarpanie za rękaw.
– Irene-sensei – usłyszała dziewczęcy głosik – Miałyśmy dzisiaj Śnić!
– Jesteś pewna, że chcesz? – zapytała trochę przekornie – Miałaś dzisiaj tę swoją dodatkową szkołę, powinnaś raczej odpocząć.
– Ale…
Ciągnięcie za rękaw wzmogło się niebezpiecznie.
– Bo inaczej znów przyjdzie mi słuchać jaki to niewdzięczny okres w życiu przechodzisz i jak to się odbija na twoim zdrówku. Brak normalnego zdrowego snu raczej ci nie pomoże.
– Ale mała dawka Snu nie zaszkodzi!
Irene Khan rzuciła swojej podopiecznej spojrzenie spod zmarszczonych brwi. Ciemnowłosa dziewczyna o nieco dziecięcej buzi aż się spłoszyła i puściła jej rękaw. Przynajmniej pozostał cały.
– Sen też można przedawkować, Yori. Porozmawiamy sobie o tym podczas Śnienia.
– A więc jednak będziemy Śnić! – pisnęła dziewuszka radośnie.
– Oczywiście, że będziemy – Irene przygarnęła ją do siebie – Dlatego właśnie cię tu przyprowadziłam.
Yori Yumeno spojrzała na nią bez zrozumienia.
– Kiedyś, gdy będziesz pochłonięta spaniem i odsypianiem tegoż spania, możesz nie mieć czasu na przyglądanie się rzeczywistości – kobieta wyciągnęła dłoń w kierunku gwiazd, a potem panoramy miasta pod nimi – Zwłaszcza nocą.
***
– Czym jest Śnienie według ciebie?
Yori już otworzyła usta y odpowiedzieć, ale nagle dopadło ją zwątpienie. Zadumała się na chwilę.
– No… – powiedziała w końcu – Teraz przecież Śnimy! Jak więc możesz o to pytać?
– A widzisz – Irene mrugnęła do niej – Odpowiedziałaś tak, bo nie wiesz na pewno, prawda?
Dziewczyna naburmuszyła się, ale po namyśle skinęła głową.
– Nie ty jedna, wierz mi – roześmiała się jasnowłosa – Dla jednych Śnienie jest czynnością, a nawet zajęciem, jeśli są nauczeni tego co my – mówiła nauczycielskim tonem – Inni nazywają je stanem umysłu. A jeszcze inni mówią o nim jako o…
Urwała, patrząc gdzieś w dal, w bezkształtną przestrzeń.
– O…?
– Miejscu – podjęła ponaglona – Do którego niekoniecznie dobrze jest wchodzić.
– Jak to? – zdziwiła się Yori – To gdzie my teraz jesteśmy?
– W twoim śnie, skarbie, nie zauważyłaś jeszcze?
– Nie śmiej się ze mnie. Nie chcę mieć takiego brzydkiego snu.
– No to już, pokaż jak potrafisz go kontrolować!
– Ale ja jeszcze nie umiem tak dobrze…
– Nie marudź, bo podajesz w wątpliwość moje umiejętności nauczycielskie. Pamiętaj, że ja tu jestem i cię wspieram! Jak już zostaniesz profesjonalistką, będziesz sobie radzić bez tego… Darn you, coś ty narobiła?!
Nagle stały w gęstej i wysokiej trawie barwy różowej, a po żółtym niebie ścigały się z radosnym kwakaniem dziwne ptaki, które wyglądały jak narysowane pastelami przez sześciolatka.
– Oto czego potrafię dokonać, gdy ty tu jesteś i mnie wspierasz – brzmiała złośliwa odpowiedź Yori.
– Dobra, to następnym razem ty sama – prychnęła Irene – Ale debiutujesz malowniczo.
– Trzeba to uczcić! – roześmiała się dziewczyna i po chwili na trawie rozścielony był obrus, na którym stał kosz piknikowy, a w nim sporej wielkości butelka i dwa kieliszki.
– Taaa… Coraz lepiej ci idzie – mruknęła jasnowłosa z przekąsem, siadając na obrusie – Przez tę trawę may tu przeklętą niewygodę, wiesz?
– Nie takie rzeczy już znosiłaś, że ci przypomnę twoje własne słowa.
– Ty mnie tu nie przedrzeźniaj, dzieciaku, bo zaraz cię wywalę z twojego własnego snu i będzie po Śnieniu!
– Już nie będę, sensei – zachichotała Yori jak mała dziewczynka – A powiedz, to Śnienie jako miejsce, też jest takie? Do kształtowania naszą wolą?
– Takie Śnienie – westchnęła kobieta – kojarzy się raczej z mrokiem i potworami, które wychodzą w nocy z szafy i spod łóżka.
Dziewczyna przyjęła to z zadumą i znowu się roześmiała.
– No to za mrok i za potwory!
Stuknęły się kieliszkami.
– Ej, oranżada?! Miał być szampan!
– O ile pamiętam, według waszego prawa dorosłość przychodzi wraz z dwudziestymi urodzinami – Irene uśmiechnęła się szeroko – Masz więc przed sobą jeszcze dwa lata bez groźby nałogu.
– Ale to jest mój sen i ja go kontroluję – zaprotestowała Yori – I chcę, żeby to był szampan!
– Ale ja jestem bardziej doświadczona niż ty i potrafię cię przystopować – odparowała Irene.
– Zobaczysz, kiedyś nabiorę tyle doświadczenia, że i ciebie zakasuję – zaperzyła się dziewczyna – I będę Śnić aż zapobiegnę wyłażeniu potworów spod łóżek!
– I tu właśnie się zaczyna problem – westchnęła Śniąca boleśnie.
– Dlaczego?
– Bo nie jesteś jedyną osobą w światach o takich ambicjach – spojrzenie Irene było bardzo poważne – Posłuchaj, Yori… Lubisz siebie?
Takiego pytania się nie spodziewała.
– Jak się zastanowię – utrzymała żartobliwy ton – To całkiem fajnie mi się ze sobą koegzystuje.
– Całe szczęście – tym razem westchnienie starszej kobiety było pełne ulgi.
– A co to miało znaczyć? – Yori popatrzyła na nią podejrzliwie.
– Już wyjaśniam – Irene przysunęła się bliżej i objęła podopieczną po macierzyńsku – Są ludzie, którzy chcą tak jak mówiłaś, Śnić i Śnić. I tak właśnie robią, w miarę możliwości. Ale często, gdy się budzą, nie są już tacy jak przedtem. Dlatego pytałam czy siebie lubisz – czy chcesz pozostać taka jaka jesteś teraz.
– Znaczy, bez jeszcze bardziej skrzywionej psychiki? Mama by pewnie miała dla mnie jakieś naukowe wytłumaczenie…
– Ha – zaśmiała się Irene – W tej szkole, gdzie kiedyś uczyłam, były osoby rozpatrujące sny z fizycznego i chemicznego punktu widzenia. Jak myślisz, czy to im pomogło Śnić?
– Jakoś sobie nie wyobrażam – dziewczyna skrzywiła się jakby połknęła cytrynę.
– Dlatego właśnie najlepiej jest znaleźć złoty środek – pouczyła ją Śniąca – Jutro, jak się wyśpisz, opowiem ci o kobiecie, która ten dystans straciła, poświęcając rzeczywistość dla snów. Usłyszałam o niej od człowieka, który zainspirował mnie do nauki Śnienia.
– Czy sam też był Śniącym?
– Nie – pokręciła głową – Ale gdyby chciał, byłby najlepszy…

Tokyo, 10 listopada 2001