star-miya blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 11.2004

    gol16_.gif…niech cały świat mi raaaaaaaaaaaaz… Khem, już na wizji jestem? Nyo to psieplasiam, na tę durnowatą piosenkę Kaśki Kiwalskiej, która mi łazi po głowie ma okrągło, nie mogę nic poradzić, co najwyżej zamykać usta żeby się nie wymknęła _^_ Ale co to ja miałam…? Ach! Andrzejki! Toż andrzejki dzisiaj! Wszystkiego naj wszystkim Andrzejom, a zwłaszcza jednemu i… i… i drugiemu też :P Dzień wróżb dzisiaj, ale chyba tym razem sobie odpuszczę chowanie karteczek z imionami pod poduszkę, bo od tego tylko mi się w głowie plącze. W tym roku nie upolowałam żadnego Michasia ani w zeszłym (niestety! niestety!) żadnego Andrzejka, więc póki co mam poważne plany pozostawienia spraw sercowych w sferze rzeczywistej inaczej i zajęcia się… Hm, nauką? Pracą może? :P Najlepiej jakąś dobrze płatną, żebym szybko uzbierała mnóstwo kasy i kupiła sobie dobre kredki, bo natchnęło mnie ostatnio na kolorowanie swoich rysunków I TO MNIE PRZERAŻA O__o

    Dni krótsze i krótsze, coraz bardziej mnie hibernacja zimowa wzywa i niekoniecznie mi się podoba. A z drugiej strony kocham zimowe wieczory, nawet jeśli nie ma śniegu za oknami, bo i tak można wtedy pić ciepłą casablancę, a gdy się wraca od babci, można patrzeć jak Legnica świeci z daleka. A wkrótce będzie świecić i z bliska, bo nastanie pora lampek porozwieszanych gdzie się tylko da :D
    Jeszcze tak a propos wizyt u babci, niedawno zaliczyłam przy okazji wizytę u wujka, w bardzo dziwnych okolicznościach… Przybiega mianowicie tatulek i oznajmia, że wujek sobie nabył komputer i nie wie jak go obsługiwać, więc może bym tak ja się pofatygowała… Broniłam się jak mogłam, ale w końcu z kwaśną miną się wybrałam… Nyo i sadzają takiego zdeklarowanego technofoba (mnie) na kanapie i stawiają przed nim… laptop! W dodatku jeszcze zupełnie nie uruchomiony. Yyy… Nyo dobra, to co ja mam z nim zrobić? ^ ^”’ Do tego dobraliśmy się jeszcze do drukarko-skanera, który ponoć potrafi też kserować, ale bez komputera, jak się okazało, to raczej nie bardzo… Sytuację uratował kuzynek Wojtuś, który przybiegał do nas co chwilę z instrukcją w łapkach i dowodził, że on już wszystko wie, wszystko przeczytał i pokazywał, co z czym i jak ma być! Uwaga: Wojtuś ma jakieś pięć latek, a instrukcję miał otwartą na języku rosyjskim. O radości! Wyszłam stamtąd z ostrą fazą, tym bardziej, że kuzynek to taki młodociany molestant… Ja się zastanawiam na jakiego on heartbreakera wyrośnie, skoro już teraz ma wprawę w zalotnym strzelaniu oczkami i rozczulających uśmiechach :> Do tego koniecznie domagał się numeru mojej komórki…
    Ciocia: A czemu chcesz od Madzi numer?
    Wojtuś: Będę dzwonić!
    Ciocia: Po co dzwonić?
    Wojtuś: Żeby rachunki płacić!
    >:DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
    Tym optymstycznym akcentem zakończę i zahaczę dla odmiany o pewną wojnę, która przeszła do historii jako wojna, która się nie odbyła.

    Miała mianowicie się odbyć na Bace Y2K4 we Wrocławiu, dnia 13 listopada, bo dopiero tego dnia udało mi się dojechać… I niestety ominęło mnie najlepsze, czyli cosplay, wokół którego już legend narosło *_* Ech, jak mi przykro… Dokonałam za to zakupu plakietki z Ami-chan i dwóch pierwszych tomików Slayers (pozostałe przeczytałam już na kanapie w Empiku :P). Poza tym były sprzedawane rozmaite figurki i hentajowe artbooki, ale to może jednak pominę milczeniem :P Było również sporo gier, na czele z Dance Dance Revolution, która przyprawiła mnie o śmiechawkę samym swoim widokiem – ale jednak na skakanie po strzałkach się nie zdecydowałam. Na wystukiwanie rytmu na bębenku też nie, bo jeszcze bardziej by moja łepetyna ucierpiała, bo cierpiała i tak. Za to odważyłam się na odśpiewanie razem z Alath „Livin’ la vida loca”, a nasz śpiew był dokładnie sprawdzany przez… Yyy, śpiewomierz? XD Poza tym były oczywiście mordobitki, czyli to co Miyaki lubią najbardziej… Ale zaraz, jakieś kolorowe Guilty Geary, jakieś Capcomowe paskudztwa, zatrzęsienie trójwymiarówek? Gdzie moje kochane SNK? Co to za dyskryminacja?! T_T W innym przypadku może i ja bym chwyciła to coś z przyciskami i strzałkami i zbłaźniłabym się publicznie O_o Doświadczyłam też bólu uszu et głowy podczas konkursu karaoke, gdzie z uporem godnym podziwu siedziała Irian, a potem się niestety pogubiłyśmy, a szkoda… Łatwo się tam było zgubić.
    Tak w zasadzie to pojechałam na Bakę głównie po to żeby wreszcie spotkać na żywo parę istotnych dla mnie osóbek i tu się niemal nie zawiodłam. Ha! A obiecywałam Tenci, że będę się czaić i tylko paranoicznie rozglądać! Tymczasem czaiłam się tylko przed budynkiem konwentu (szkółką *^.^*) zanim weszłam, bo gdy już weszłam, od razu na wstępie dorwali mnie Bambosh, Tilk i Yuby i chwała im za to :D A za chwilę zza rogu wychynęło takie urocze, czarno-czerwone stworzonko, które mogło być tylko Tencią :D I zaraz zaczęło się ściskanie, bo Pani Kapitan Tencia oczywiście musiała mnie wszędzie zaciągnąć i oznajmić całemu światu konwentowemu, że Yagami-san przyjechała O_o Tak oto napotkałam Alath (która dała mi rysunek *_* który teraz wisi u mnie na szafie *_* a Tencia mi dała trzy rysunki *_*) i jeszcze parę zakręconych istotek z rodzinki i nie z rodzinki, co zaowocowało dłuuugim siedzeniem w sleeping roomie i przysłuchiwaniem się dyskusjom na tematy… Hm, kontrowersyjne XD Alath mi współczuła, że muszę tak siedzieć i się gorszyć ;P A tymczasem ja byłam raczej niezorientowana, bo rozmowy były o anime, których nie widziałam i czułam się jedyną niewtajemniczoną T_T
    Niestety brakowało w tym gronie Usy-chan, której w końcu nie udało się przyjechać i nie miałam z kim obgadać naszej opowieści zbiorowej oraz niedoli praktyk w szkole T_T Poza tym znów rozminęłam się z Alircią, która konwentowała dzień wcześniej… Nyo i ta wojna, która się nie odbyła… Jaka wojna, zapytacie? Tak, którą miałam stoczyć z Cloaskiem w ramach odwiecznych zmagań bogów z demonami :P Tak się na to cieszyłyśmy *_* Co pewien czas robiłam więc obchód po całej szkole i szukałam… Ale najwyraźniej akurat wtedy ona siedziała w którejś z ciemych sal kinowych :P A gdy ona z kolei robiła takie wypady, ja siedziałam w sleeping roomie… Dopiero po konwencie, podczas rozmowy na gadulcu, wpadłyśmy na to, że mogłyśmy się wymienić numerami komórek _^_ Nyo cóż. I tak to nie ja bym dzwoniła, bo karty nie miałam.
    Teraz ludki na forum Mangazynu twierdzą zgodnie, że BAKA udała się przede wszystkim dzięki ludziom (i cosplayowi XD). Może i tak… Nie mogę porównać z innymi konwentami, bo na żadnym innym nie byłam. Jeszcze :>

    A teraz wracam do układania któregoś z kolei pasjansa na komputerku. Wspominałam już, że jestem nałogową układaczką pasjansów? Jeśli nie, to tylko dlatego, że ten nałóg kwitł jeszcze przed erą netu w moim domu :P Ale teraz wrócił i kwitnie dalej @_@

    Toast to you

    8 komentarzy

    Say your prayers, little one
    Don’t forget, my son,
    To include everyone
    Tuck you in, warm within
    Keep you free from sin
    Till the Sandman he comes
    Sleep with one eye open
    Gripping your pillow tight
    Exit: light
    Enter: night
    Take my hand
    We’re off to never-never land…

    Dwie postacie stanęły na dachu wieżowca, wdychając nocne powietrze.
    Starsza z nich – wysoka kobieta o jasnych włosach i twarzy upstrzonej piegami – uniosła głowę i spojrzała z uśmiechem na rozgwieżdżone niebo. Po chwili poczuła szarpanie za rękaw.
    – Irene-sensei – usłyszała dziewczęcy głosik – Miałyśmy dzisiaj Śnić!
    – Jesteś pewna, że chcesz? – zapytała trochę przekornie – Miałaś dzisiaj tę swoją dodatkową szkołę, powinnaś raczej odpocząć.
    – Ale…
    Ciągnięcie za rękaw wzmogło się niebezpiecznie.
    – Bo inaczej znów przyjdzie mi słuchać jaki to niewdzięczny okres w życiu przechodzisz i jak to się odbija na twoim zdrówku. Brak normalnego zdrowego snu raczej ci nie pomoże.
    – Ale mała dawka Snu nie zaszkodzi!
    Irene Khan rzuciła swojej podopiecznej spojrzenie spod zmarszczonych brwi. Ciemnowłosa dziewczyna o nieco dziecięcej buzi aż się spłoszyła i puściła jej rękaw. Przynajmniej pozostał cały.
    – Sen też można przedawkować, Yori. Porozmawiamy sobie o tym podczas Śnienia.
    – A więc jednak będziemy Śnić! – pisnęła dziewuszka radośnie.
    – Oczywiście, że będziemy – Irene przygarnęła ją do siebie – Dlatego właśnie cię tu przyprowadziłam.
    Yori Yumeno spojrzała na nią bez zrozumienia.
    – Kiedyś, gdy będziesz pochłonięta spaniem i odsypianiem tegoż spania, możesz nie mieć czasu na przyglądanie się rzeczywistości – kobieta wyciągnęła dłoń w kierunku gwiazd, a potem panoramy miasta pod nimi – Zwłaszcza nocą.
    ***
    – Czym jest Śnienie według ciebie?
    Yori już otworzyła usta y odpowiedzieć, ale nagle dopadło ją zwątpienie. Zadumała się na chwilę.
    – No… – powiedziała w końcu – Teraz przecież Śnimy! Jak więc możesz o to pytać?
    – A widzisz – Irene mrugnęła do niej – Odpowiedziałaś tak, bo nie wiesz na pewno, prawda?
    Dziewczyna naburmuszyła się, ale po namyśle skinęła głową.
    – Nie ty jedna, wierz mi – roześmiała się jasnowłosa – Dla jednych Śnienie jest czynnością, a nawet zajęciem, jeśli są nauczeni tego co my – mówiła nauczycielskim tonem – Inni nazywają je stanem umysłu. A jeszcze inni mówią o nim jako o…
    Urwała, patrząc gdzieś w dal, w bezkształtną przestrzeń.
    – O…?
    – Miejscu – podjęła ponaglona – Do którego niekoniecznie dobrze jest wchodzić.
    – Jak to? – zdziwiła się Yori – To gdzie my teraz jesteśmy?
    – W twoim śnie, skarbie, nie zauważyłaś jeszcze?
    – Nie śmiej się ze mnie. Nie chcę mieć takiego brzydkiego snu.
    – No to już, pokaż jak potrafisz go kontrolować!
    – Ale ja jeszcze nie umiem tak dobrze…
    – Nie marudź, bo podajesz w wątpliwość moje umiejętności nauczycielskie. Pamiętaj, że ja tu jestem i cię wspieram! Jak już zostaniesz profesjonalistką, będziesz sobie radzić bez tego… Darn you, coś ty narobiła?!
    Nagle stały w gęstej i wysokiej trawie barwy różowej, a po żółtym niebie ścigały się z radosnym kwakaniem dziwne ptaki, które wyglądały jak narysowane pastelami przez sześciolatka.
    – Oto czego potrafię dokonać, gdy ty tu jesteś i mnie wspierasz – brzmiała złośliwa odpowiedź Yori.
    – Dobra, to następnym razem ty sama – prychnęła Irene – Ale debiutujesz malowniczo.
    – Trzeba to uczcić! – roześmiała się dziewczyna i po chwili na trawie rozścielony był obrus, na którym stał kosz piknikowy, a w nim sporej wielkości butelka i dwa kieliszki.
    – Taaa… Coraz lepiej ci idzie – mruknęła jasnowłosa z przekąsem, siadając na obrusie – Przez tę trawę may tu przeklętą niewygodę, wiesz?
    – Nie takie rzeczy już znosiłaś, że ci przypomnę twoje własne słowa.
    – Ty mnie tu nie przedrzeźniaj, dzieciaku, bo zaraz cię wywalę z twojego własnego snu i będzie po Śnieniu!
    – Już nie będę, sensei – zachichotała Yori jak mała dziewczynka – A powiedz, to Śnienie jako miejsce, też jest takie? Do kształtowania naszą wolą?
    – Takie Śnienie – westchnęła kobieta – kojarzy się raczej z mrokiem i potworami, które wychodzą w nocy z szafy i spod łóżka.
    Dziewczyna przyjęła to z zadumą i znowu się roześmiała.
    – No to za mrok i za potwory!
    Stuknęły się kieliszkami.
    – Ej, oranżada?! Miał być szampan!
    – O ile pamiętam, według waszego prawa dorosłość przychodzi wraz z dwudziestymi urodzinami – Irene uśmiechnęła się szeroko – Masz więc przed sobą jeszcze dwa lata bez groźby nałogu.
    – Ale to jest mój sen i ja go kontroluję – zaprotestowała Yori – I chcę, żeby to był szampan!
    – Ale ja jestem bardziej doświadczona niż ty i potrafię cię przystopować – odparowała Irene.
    – Zobaczysz, kiedyś nabiorę tyle doświadczenia, że i ciebie zakasuję – zaperzyła się dziewczyna – I będę Śnić aż zapobiegnę wyłażeniu potworów spod łóżek!
    – I tu właśnie się zaczyna problem – westchnęła Śniąca boleśnie.
    – Dlaczego?
    – Bo nie jesteś jedyną osobą w światach o takich ambicjach – spojrzenie Irene było bardzo poważne – Posłuchaj, Yori… Lubisz siebie?
    Takiego pytania się nie spodziewała.
    – Jak się zastanowię – utrzymała żartobliwy ton – To całkiem fajnie mi się ze sobą koegzystuje.
    – Całe szczęście – tym razem westchnienie starszej kobiety było pełne ulgi.
    – A co to miało znaczyć? – Yori popatrzyła na nią podejrzliwie.
    – Już wyjaśniam – Irene przysunęła się bliżej i objęła podopieczną po macierzyńsku – Są ludzie, którzy chcą tak jak mówiłaś, Śnić i Śnić. I tak właśnie robią, w miarę możliwości. Ale często, gdy się budzą, nie są już tacy jak przedtem. Dlatego pytałam czy siebie lubisz – czy chcesz pozostać taka jaka jesteś teraz.
    – Znaczy, bez jeszcze bardziej skrzywionej psychiki? Mama by pewnie miała dla mnie jakieś naukowe wytłumaczenie…
    – Ha – zaśmiała się Irene – W tej szkole, gdzie kiedyś uczyłam, były osoby rozpatrujące sny z fizycznego i chemicznego punktu widzenia. Jak myślisz, czy to im pomogło Śnić?
    – Jakoś sobie nie wyobrażam – dziewczyna skrzywiła się jakby połknęła cytrynę.
    – Dlatego właśnie najlepiej jest znaleźć złoty środek – pouczyła ją Śniąca – Jutro, jak się wyśpisz, opowiem ci o kobiecie, która ten dystans straciła, poświęcając rzeczywistość dla snów. Usłyszałam o niej od człowieka, który zainspirował mnie do nauki Śnienia.
    – Czy sam też był Śniącym?
    – Nie – pokręciła głową – Ale gdyby chciał, byłby najlepszy…

    Tokyo, 10 listopada 2001

    goth_gothcouple2_6_6_2002.gifI oto jest! Nowy lay, bo na poprzedni już za zimno :P A że dni coraz krótsze, atmosfera nocy powinna pasować… Tylko w archwiwum panuje dzień. Dzień należy do przeszłości i niech noc panuje sobie szczęśliwie… I niech Kokia-sama równie szczęśliwie śpiewa i śpiewa, i śpiewa, i śpie…
    Bo Jej piosenki działają na mnie tak jak w tej chwili potrzebuję. Ha!

    Listopad się zaczął, czyli pora wspominania Tych, Którzy Odeszli. Moja mała prywatna lista wspominanych jest cokolwiek dziwna na tle list Normalnych Ludzi, ale oczywiście to nic. Dlatego wczoraj myślałam o Agatce. O nikim innym, tylko o Agatce. Napiszę o niej parę słów, żeby została uwieczniona chociaż tutaj, bo została moją dobrą przyjaciółką kiedy miałam coś koło 4 latek… Miała blond warkocze, zieloną sukienkę i czułe, trocinowe serduszko. Była też, z perspektywy czasu patrząc, moją pierwszą w życiu główną bohaterką. Była szlachetnym dziewczęciem i prawdziwą męczennicą, bo przeżywała tak rozmaite przygody jakie tylko może wymyślić dziecko, które za szybko nauczyło się czytać i któremu pozwalało się oglądać horrory i filmy akcji, bo w domu był tylko jeden pokój i akurat z TV :P Vanny, tylko się teraz nie śmiej – Agatka była najzwyczajniej w światach bohaterką pokroju Sulii G. _^_ Ale ja wtedy byłam młoda i naiwna, i ją kochałam, a to usprawiedliwia wszystko :P
    Nyo i pewnego razu Agatka zniknęła w tajemniczych okolicznościach i już nie wróciła… Zachowali jej obraz na zawsze w swej pamięci nieutuleni w żalu wybranek jej serca (pajacyk :D), kochana mała siostrzyczka (or something…), perfidna i podstępna arcyrywalka, która od tamtej pory straciła cel swojego życia* oraz pewna przyszła kronikarka światów. Nawiasem mówiąc, rodzinka pewnie nie podejrzewa, że do tej pory im tego do końca nie darowałam. Ha!

    Jako osoba mająca w tym semestrze zaledwie 4 zajęcia w tygodniu mogę bezkarnie spędzać czas na lenieniu się, łupaniu w The Sims** i czytaniu. Ooo właśnie, czytaniu! Poszerzyłam zakres łowów o drugą bibliotekę i wskutek tego mam 2 razy więcej dziwnych książek fantastycznych (i nie tylko, wbrew pozorom) do czytania! Karmię umysł podwójną ilością strawy, a potem się dziwię, że przychodzą rozmaite osoby i mówią, że światy są pisane eklektycznie ^__~
    A propos, wypożyczyłam sobie po raz któryś z kolej Dobry Omen, huraaa!!! Moja książka ukochana o diabełkach, aniołkach, antychryście i apokalipsie *___* Enyłej, ta książka pozwala mi prowadzić obserwację zmian moich poglądów i podejścia do różnych spraw, przez co dochodzę do ciekawych wyników… Po raz pierwszy wypożyczyłam tę książkę ponieważ była współtworzona przez Pratchetta, a ja właśnie zaczynałam zagłębiać się w jego twórczość… I, hmm, byłam ciekawa jak też podszedł do takiego niedyskowego tematu ;)
    Kolejne parę razy po nią wracałam, bo mnie bawiła setnie, dawała co nieco do myślenia przy tym, nyo i przede wszystkim, bo byłam już zdeklarowaną fanką pewnego węża ogrodowego*** jeżdżącego czarnym bentleyem i słuchającego Queen, z braku innego wyboru.
    Teraz zaś wypożyczyłam ją, bo była współtworzona przez Gaimana. Ha!
    Jeszcze trochę a zapragnę zbudzenia się…

    Gdybym nie była nieżyciową istotą, która egzystuje balansując na granicach rzeczywistości, napisałabym, że powolutku, krok po kroku, dojrzewam do miłości.
    Ale ponieważ jestem, nie napiszę.
    Zresztą od paru dni tkwię w nastroju smętno-romantycznym, czyli niekoniecznie trzeba wierzyć w te herezje, które ośmielam się siać na blogu. Ha!

    Gomen, gomen… Niech tylko mi się stan psychiczny unormuje**** a zaraz napiszę Normalną Notkę. Albo Nightquest, bo za nim zatęskniłam, a na Normalne Notki jakoś nie mam materiału. Ale przyznam się szczerze, że oprócz chęci pochwalenia się nowym layem do popisania się tu dziś pchnęło mnie pragnienie pokazania Wam TEGO:
    W tym tygodniu odezwie się w Tobie poczucie, że oto masz w życiu do spełnienia misję. Powołania do głoszenia pewnych prawd nie zagłuszy w Tobie nawet konieczność skupienia się na codziennych obowiązkach, przeciwnie – i z nich uczynisz środek do celu.
    To, proszę Państwa, przeczytałam w swoim horoskopie z pewnej gazety… Z zasady czytuję horoskopy ino dla pośmiania się, ale TEN mnie po prostu PORUSZYŁ. Czyż to nie jest PIĘKNE? *__* Mam MISJĘ!!! *__*
    Teraz tylko podsuńcie mi, jaka ta misja mogłaby być. Ha! *__*

    *A co byś ze sobą zrobił, my dear worst enemy, gdybyś w końcu zabił swojego arcyrywala? Nyo? Nie musisz się zastanawiać, tak tylko pytałam…
    **I gorącym pragnieniu zdobycia Sims 2 *___*
    ***Tego, który skusił Ewę w raju – nie mylić z takim gumowym do podlewania trawki!
    ****ŻE CO?!?


    • RSS