Calpurnia.gifPirates, yeah!
Chyba powinnam sobie wypożyczyć jakąś pełną dynamizmu przygodówkę żeby się trochę ożywić. Ale takich jakby nie ma… Same romansidła albo thrillery, ot co. Chyba że pójdę do bibci po Trzech Muszkieterów albo do kaseciarni po Piratów z Karaibów :> Stare, dobre, sprawdzone pozycje :>
Brr, deszcz, wiatr i chmury. Dochodzi do tego, że zaczynam mieć za złe jesieni jej istotę… I pogodę… Przez ostatnie kilka dni było tak ładnie, cieplutko i aż się prosiło coby wyjsć na długi spacer. A teraz figa… Ale jak tylko się trochę poprawi (o ile), wybiorę się na miasto poszukać jakichś nowych czytadeł… Ostatnio znalazłam w portfelu pięć dych i przeżyłam szok, bo zupełnie nie pamiętam skąd je mam O_o Trzeba będzie spożytkować :>

Już od bardzo dawna zbierałam się żeby coś tu napisać, ale ciągle coś mnie powstrzymywało. Może nadmiar weny opowieściowo-rysunkowej, może lenistwo, a może odzwyczajenie, nie wiem. Albo to, że wszystkie mądre myśli, jakie przychodzą mi do głowy, wyparowują albo głupieją gdy tylko tu zasiadam. I jeszcze to, że notka-relacja ze zjazdu została niechcący skasowana podczas ostatniego formatu i jakoś nie udało mi się jej odtworzyć T_T Dopóki nie najdzie mnie na fazogenne wspomnienia… Na razie nastawiam się na Bakę w listopadzie – może wreszcie, pierwszy raz w życiu pojadę na konwent, a co :P
Przeglądam sobie archiwum sprzed 2 lat i się zastanawiam. Uke niedawno zauważyło, że kiedyś tyle pisałam – o szkółce, o ludziach, o codzienności… Nyo, ja sama nie wiem czy aż tyle, ale na pewno więcej niż obecnie… Spotkałam w zeszłym tygodniu koledżanki i stwierdziłam, że jednak trochę mi ich przez wakacje brakowało. Może więc nie jestem jeszcze aż tak aspołeczna i jest dla mnie i dla tego bloczka jakaś szansa?

A na razie siedzę sobie, spoglądam na szary świat i snuję refleksje o specyfice scen miłosnych. Taaak, znowu mnie dręczy, że nie umiem ich opisywać, jakby mi to draństwo było do czegoś potrzebne. Jakoś jeszcze nie zauważyłam żeby w którejś opowieści potrzebna była scena miłosna… To oczywiście nie znaczy, że nie pozwalam moim postaćkom się zakochiwać, ale jak już to robią, daję im spokój żeby sobie żyli długo i szczęśliwie… Z małymi wyjątkami, którym każę ginąć albo się rozstać :P
Nie wiem czy mi przeszkadza nieżyciowość i niedoświadczenie, czy raczej dwie przekorne strony mojej natury. Jedna się wzrusza czymś romantycznym, a druga się wtedy krzywi na nadmiar ckliwości i tak się kłócą over and over. I w rezultacie moją ulubioną opowieściową parą są dwa typy „dobrych kumpli”, nie mających pojęcia jak należy się zachowywać na randce. Chłopak jest urodzonym wojownikiem, ale w stosunku do dziewczyn jest nieśmiały i co chwilę się rumieni, panna zaś, która wcześniej ani trochę romantyczna nie była, zaczyna na gwałt zaczytywać się romansami i biegać po (dziwne) porady do młodszej siostry… :D
A skoro już przy scenach miłosnych jestem – i nie chce mi się tematu kończyć :P – zawsze gdy zaczynam o tym myśleć, przychodzi mi na myśl Żeromski… Hai, Żeromski. Ten, przez którego ksiażki brnęłam w szkole jak przez bagno. A konkretnie to chyba „Przedwiośnie”… Grunt, że była tam jedna z bardzo niewielu książkowych scen erotycznych jakie mi się w życiu fajnie czytało… XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD Nie, nyo mnie śmiechawka dopada jak o tym myślę. Ale zaczyna się toto od słów „Oszaleli do cna od nagłej pasji”, a dalej jest poprowadzone tak ładnie, subtelnie i bez szczegółów, że aż mnie rozczula. A jeszcze dalej autor przeprasza, że tak pruderyjnie, ale jakby napisał inaczej, przyczepiliby się pruderyjni krytycy :P Nyo nieee, ja dziękuję, ale po tych wszystkich książkach, gdzie się przedstawia wszystko jak najdosłowniej i najdosadniej, chyba mam już jakiś uraz :P A mama najpierw dopytuje się czy przypadkiem nie czytam w tym internecie jakichś nieprzyzwoitości, a potem daje mi do poczytania książkę, w której pewien niewyżyty erotoman robi różne dziwne rzeczy z różnymi dziwnymi kobietami aż się człowiekowi niedobrze robi __^__ Doprawdy, jak już będę sławną pisarką i przyjdzie co do czego, to będę pisać jak Żeromski i nie będę za to czytelników przepraszać.

Ale dość o świntuszeniu :P Mam ostatnio melodię do robienia layoutów. Lubię to, może i umiem – chociaż wszystkie powstają według jednego wzoru – i przypominam sobie jak dawno temu podśmiewałam się z osób, które na taką manię zapadały. I jak zadrościłam, że im tak ładnie wychodzi :> A teraz sama… Oł łel, jestem podatna na nałogi, ale przynajmniej w manię ragnarokową (aka zgROsis) nie udało mi się wpaść :P Enyłej, nowy lay już czeka aż go wrzucę. Nie wiem kiedy to będzie, bo przywiązałam się do mojej Kuleczki, ale kiedyś na pewno. Będzie oczywiście niebieski, ale tym razem, w wyniku zarażenia się od Ajeciana, będzie nawiązywał do J-music… :>
I pomyśleć, że czerpać przyjemność z robienia layów nauczyłam się tworząc najstraszniejszy layout jaki kiedykolwiek ukazał się na moim bloczku… Los jest przekorny.