31.gifTara chodziła po komnacie w tę i z powrotem. Coraz szybciej. I coraz głośniej brzmiały jej kroki.
– Głowa mnie boli, wiesz? – mruknął Atsushi. Nawet nie zareagowała. Była zbyt pochłonięta czym innym.
– Dlaczego to mu zajmuje tyle czasu? – spojrzała na otwarte przejście, wiodące do drugiej sali – Czy Gáile musi być obłożona aż tak wielką ilością zaklęć ochronnych? Przecież do tej pory…
– Najwyraźniej do tej pory było ich za mało – wzruszył ramionami Clayd – Skoro tym razem połakomili się na jej duszę, zamiast na ciało, zwykłe bariery nie wystarczą.
– Ty tu jesteś ekspertem.
Zamigotało i otworzył się portal, z którego wyszła Akane. Na jej twarzy widniało zaniepokojenie.
– I co, byłaś u Taya? – Atsushi poderwał się ze swojego krzesła.
– Byłaś, byłaś – westchnęła – Na jego Granicy jest tak spokojnie, że możnaby się bać. Ale on się nie boi.
– Więc co cię gryzie? – Clayd też wstał i uśmiechnął się lekko, pocieszająco. Nie mogła nie odpowiedzieć uśmiechem.
– Właściwie… Może jestem przeczulona.
Atsushi prychnął i usiadł z powrotem, kładąc nogi na stół.
– Hôdemei, ja wszystko widzę.
– Oj, ja tylko sprawdzałem twoją reakcję – chłopak wyszczerzył zęby do Tary i usiadł normalnie – Bo trudno mi uwierzyć, że za młodu byłaś zbuntowaną pannicą, jeżdżącą na skuterku jak rajdowiec podczas motocrossu…
Władczyni Żywiołów uśmiechnęła się z sentymentem, co znaczyło, że jeszcze pamięta tamte dni. Skrzywiła się tylko przy słowach „za młodu”.
– Skoro u Taya wszystko OK, a Kirâna i Aeri też dają sobie radę – zagaił Clayd – to może zobaczymy jak tam Sayonji sieje propagandę?
– Ja chyba nie chcę na to patrzeć – jęknął Atsushi.
– Myślisz, że media już to wyłapały? – zainteresowała się Akane.
– Media to potęga – flénn’ath włączył holowizor – Mam nadzieję, że coś pokażą, bo chcę się pośmiać.
– Trzeba było tam jechać osobiście, a nie go wysyłać – stwierdziła słodko Tara, a Atsushi zachichotał.
Właśnie zaczęły się wiadomości, gdy nagle na ekranie pojawiły się dziwne kolorowe pasy, a potem obraz całkiem zniknął.
– Co, do… – syknęła Tara na widok ukazującego się powoli świecącego napisu:

NIE TĘ CZWÓRKĘ, FRAJERZY.

A potem wszystko wróciło do normy i monotonny głos spikerki zaczął zapowiadać pogodę.
– Co to miało znaczyć? – zapytał zdezorientowany Atsushi.
– Chyba przejrzeli nasz plan – rzucił Clayd dość niefrasobliwie – Skoro pole działania naszych wybrańców zostało zabezpieczone, wolą nie ryzykować.
– Ale to zabrzmiało jakby… – zaczęła Akane.
– Ciii! – przerwała Tara, wskazując na holowizor.
Spikerka nadal mówiła beznamiętnie, ale treść wiadomości…
– Kilka altheńskich miast podniosło już pole siłowe. Według Instytutu Melwortha obawy są przedwczesne, jednak chodzą słuchy o zamiarach postawieniu bariery również nad Melgrade. Czy jest to konieczne, rozstrzygnie kilka najbliższych godzin…
– Co?!? – zawołał Atsushi – Coś się dzieje w Althenos, a my nic nie wiemy?
– Gdybyście nie zagadali początku, może bylibyśmy bardziej zorientowani! – odparowała Tara.
– Ale gdyby działo się coś poważnego, chyba byś… – Filar Ładu zwrócił się do Clayda i urwał ze zdumieniem, ponieważ duch opiekuńczy stał z wyrazem zaskoczenia na twarzy, wpatrując się w swoje dłonie. Dygotały jak w febrze.
– Co z tobą? – zaniepokoiła się Akane. Kiedy do niego podeszła, starając się opanować drżenie chwycił ją za ręce i chciał coś powiedzieć… Poruszył ustami, lecz nie wydobyło się z nich żadne słowo.
– Nie pora teraz na takie dowcipy!! – zdenerwowała się Władczyni Żywiołów, ale kiedy zatoczył się jakby oberwał czymś ciężkim, nawet ona wyglądała na poruszoną.
– THAEDRION!!! – wrzasnęła w stronę otwartych drzwi.
Po chwili z korytarza dało się słyszeć kroki i białowłosy elf wpadł do sali. Zdezorientowany chciał podejść do Tary, ale wcześniej dopadł go Clayd i z ulgą zaczął coś mówić. To znaczy, próbował.
– Jak to możliwe? – zapytał Thaedrion – Wiedzielibyśmy, gdyby to była ich sprawka!
– Do diabła, nie po to cię zawołałam, żebyś nam mącił! – wybuchnęła Tara – Słyszysz go, to tłumacz!
– A wy nie?! – białowłosy wytrzeszczył oczy jak spodki.
– A kto tu jest kapłanem, co?!
Clayd powiedział coś jeszcze i osunął się na krzesło.
– A niech mnie – jęknął Thaedrion bezradnie – Mówi, że traci panowanie nad swoim ciałem i musi jak najszybciej wrócić do Althenos. Ten kraj jest w niebezpieczeństwie.
– Tyle to sami wiemy – warknął Atsushi – Ale przecież nie możemy go tam zabrać! Skoro Althenos coś grozi, tym bardziej powinien…
Thaedrion przerwał mu ruchem ręki i po chwili ciszy skinął głową ze zrozumieniem.
– Mówi, że teraz powinien być w tym ciele, w którym się narodził.
– Do czego oni są zdolni – westchnęła Tara i podeszła do flénn’atha, który już tylko siedział wstrząsany dreszczami – Co też mogli zrobić, że doprowadzili go do takiego stanu?
Atsushi spojrzał na nią z przerażeniem.
– Uważasz, że to ich robota?
– A co, może nie widziałeś tego napisu? – odparowała z ironią – Był do nas skierowany, rozumiesz?! Myśmy pomagali naszym wybrańcom się dobrze okopać, a tymczasem zaczyna się od naszych światów!
– Jesteś pewna? – zapytał elf – Althenos to przede wszystkim dom Taynarda, nieprawdaż?
– On już tam nie przynależy, ale coś w tym jest – mruknęła Tara – Tak czy inaczej, trzeba będzie pilnować Dekilonii…
– Wyraźnie znają nasze plany – zauważył białowłosy – A tymczasem my ciągle nawet nie wiemy kim są.
– Cóż, wrócę do domu choćby po to by zrobić inspekcję – stwierdziła Akane – Thaedrion, dasz radę sam poprowadzić Kometę?
– Chyba będę musiał – głos kapłana brzmiał dość niepewnie.
– W takim razie spróbuj przedostać się do Althenos. I zabierz Clayda ze sobą, skoro nalega.
– Tak czy siak powinniśmy mieć stamtąd wieści – burknął Atsushi – Przecież w tym całym Instytucie siedzi Vanille, nie?
– A to wcale nie musi być dobra strona sytuacji – odpowiedział Thaedrion po chwili nasłuchiwania – Dobra, zaraz będzie dziewiczy lot dyżurnego technofoba…
Westchnął ciężko, pomógł Claydowi się podnieść i wyteleportowali się z komnaty.
Atsushi ukrył twarz w dłoniach. Wyglądał niewesoło, co rzadko mu się zdarzało.
– Chyba kiepski ze mnie przywódca, co? – mruknął – Jeszcze trochę i zaczniecie przeklinać dzień, w którym mnie wybraliście.
– A skąd wiesz, że już tak nie jest? – zapytała jadowicie Tara.
Mimo przygnębienia zdołał pokazać jej język.

(Zadowolone, małpiatki jedne? :P)