Yagaminyo.gifParę pozornie ze sobą niezwiązanych i bez pozoru nieżyciowych pytań i odpowiedzi na dobry (?) początek miesiąca…

Które uczucie jest istotniejsze? Albo inaczej: który obiekt jest istotniejszy? Ten, którego widok sprawia, że brak mi tchu i ciarki mnie przechodzą czy ten, który wywołuje ciepło w moim… w mojej duszyczce, uśmiech na moim pysiu i ogólne wrażenie, że życie jest piękne nawet jeśli w danym momencie nie jest? Co z tego jest pełniejsze, głębsze i trwalsze? W tej chwili wydaje mi się, że znam odpowiedź, ale kto wie, czy nie zmieni się ona wraz ze zmianą mojego nastroju. Musiałabym spotkać ich obu w rzeczywistości żeby sobie odpowiedzieć, a tak się nie stanie… Może powinnam wreszcie iść w świat i rozejrzeć się za kimś z krwi i kości? Cóż, póki nie potrafię nauczyć się szukać, będę sobie to pytanie zadawać. A z drugiej strony, póki będę je zadawać, pewnie nie nauczę się szukać. I kochać kogoś rzeczywistego. Ale wierzę, że ktoś taki gdzieś jest… A może tylko chcę wierzyć?
(A może powinnam do tamtych dwóch dodać jeszcze jedno uczucie – palące, niszczące, będące zarazem gniewem i ciekawością, odpychające i przyciągające jednocześnie? Które z tych trzech byłoby pełniejsze i głębsze? Ale nie, to ostatnie zamknęłam kiedyś w pewnym opowiadaniu i tam już zostanie. Dobrze, że sprzedałam Kena Tenci, inaczej by mnie zjadł żywcem na miejscu za takie bredzenie.)

A co jest lepsze – poświęcić życie by ocalić kogoś dla siebie istotnego czy raczej tego kogoś przeżyć? Ha.
Parę lat temu romantyczna idealistka Miya uważała, że to bardzo piękne, ochronić kogoś za cenę własnego życia. Taki dramatyczny i wyraisty dowód uczucia. I dlatego w moich opowieściach z tamtego okresu pojawiają się ze trzy takie sceny… Przynajmniej tyle pamiętam. A potem coś zaczęło mi się przestawiać w główce i zaczęłam myśleć tak: a co z tą drugą osobą, tą ocaloną? Zostanie sama, pogrążona w rozpaczy? Czy jeśli na kimś mi zależy (zakładając, że z wzajemnością), mam pozwolić, by po mnie płakał? Był w jednej z moich opowieści chłopak, który ochronił własnym ciałem narzeczoną i siostrę, i oczywiście sam przy tym zginął. I co? I narzeczona popadła w depresję, zrobiła się wredna, a w końcu, opętana tęsknotą zaczęła pracować dla szwarccharakteru, który obiecał, że przywróci jej lubego do życia. I guzik prawda, okłamał ją perfidnie – ale kiedy to sobie uświadomiła, nie potrafiła już zmienić swojej sytuacji, nie umiała wrócić do poprzedniej siebie. Była też pewna słodka, delikatna dziewczyna o czystym serduszku… Ale to już nie w mojej opowieści i nie będę traciła na nią czasu i nerwów (za to, Vanny, masz teraz obraz tego, dlaczego aż tak jestem na nią cięta… wykorzystywanie sytuacji też coś tu od siebie dodaje, ale jednak w mniejszym stopniu :P).

I ostatnie: jak nauczyć się rysować facetów???

To były te nieżyciowe pytania, następną notkę wrzucę gdy przyjdzie do mnie faza i skończę relację ze zjazdu forumowego. Dziwne, że tyle czasu zabiera mi pozbieranie i opisanie tego, co się dzieje na zjazdach, w wyniku czego notki pełnią funkcję BARDZO retrospekcyjną… Po sylwku też tak było, pamiętacie to długie oczekiwanie? :> Ale przynajmniej owocne i tę notkę też wreszcie skończę.

Mam smoczka! Widzicie to jaje… a nie, przepraszam, już nie jaje, tam na lewo? To właśnie jest moje pysio *^.^* Dopiero co mi się wykluł, łiii! Tylko szkoda, że za nic nie mogę się tam z powrotem zalogować, żeby zmodyfikować o nim info… Bo te węże i jaszczurki są absurdalne :P

We can’t afford to be innocent
Stand up and face the enemy
It’s a do or die situation
We will be invincible!

Nie ma jak te bojowe piosenki, które się mnie czepiają :>