star-miya blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 9.2004

    31.gifTara chodziła po komnacie w tę i z powrotem. Coraz szybciej. I coraz głośniej brzmiały jej kroki.
    – Głowa mnie boli, wiesz? – mruknął Atsushi. Nawet nie zareagowała. Była zbyt pochłonięta czym innym.
    – Dlaczego to mu zajmuje tyle czasu? – spojrzała na otwarte przejście, wiodące do drugiej sali – Czy Gáile musi być obłożona aż tak wielką ilością zaklęć ochronnych? Przecież do tej pory…
    – Najwyraźniej do tej pory było ich za mało – wzruszył ramionami Clayd – Skoro tym razem połakomili się na jej duszę, zamiast na ciało, zwykłe bariery nie wystarczą.
    – Ty tu jesteś ekspertem.
    Zamigotało i otworzył się portal, z którego wyszła Akane. Na jej twarzy widniało zaniepokojenie.
    – I co, byłaś u Taya? – Atsushi poderwał się ze swojego krzesła.
    – Byłaś, byłaś – westchnęła – Na jego Granicy jest tak spokojnie, że możnaby się bać. Ale on się nie boi.
    – Więc co cię gryzie? – Clayd też wstał i uśmiechnął się lekko, pocieszająco. Nie mogła nie odpowiedzieć uśmiechem.
    – Właściwie… Może jestem przeczulona.
    Atsushi prychnął i usiadł z powrotem, kładąc nogi na stół.
    – Hôdemei, ja wszystko widzę.
    – Oj, ja tylko sprawdzałem twoją reakcję – chłopak wyszczerzył zęby do Tary i usiadł normalnie – Bo trudno mi uwierzyć, że za młodu byłaś zbuntowaną pannicą, jeżdżącą na skuterku jak rajdowiec podczas motocrossu…
    Władczyni Żywiołów uśmiechnęła się z sentymentem, co znaczyło, że jeszcze pamięta tamte dni. Skrzywiła się tylko przy słowach „za młodu”.
    – Skoro u Taya wszystko OK, a Kirâna i Aeri też dają sobie radę – zagaił Clayd – to może zobaczymy jak tam Sayonji sieje propagandę?
    – Ja chyba nie chcę na to patrzeć – jęknął Atsushi.
    – Myślisz, że media już to wyłapały? – zainteresowała się Akane.
    – Media to potęga – flénn’ath włączył holowizor – Mam nadzieję, że coś pokażą, bo chcę się pośmiać.
    – Trzeba było tam jechać osobiście, a nie go wysyłać – stwierdziła słodko Tara, a Atsushi zachichotał.
    Właśnie zaczęły się wiadomości, gdy nagle na ekranie pojawiły się dziwne kolorowe pasy, a potem obraz całkiem zniknął.
    – Co, do… – syknęła Tara na widok ukazującego się powoli świecącego napisu:

    NIE TĘ CZWÓRKĘ, FRAJERZY.

    A potem wszystko wróciło do normy i monotonny głos spikerki zaczął zapowiadać pogodę.
    – Co to miało znaczyć? – zapytał zdezorientowany Atsushi.
    – Chyba przejrzeli nasz plan – rzucił Clayd dość niefrasobliwie – Skoro pole działania naszych wybrańców zostało zabezpieczone, wolą nie ryzykować.
    – Ale to zabrzmiało jakby… – zaczęła Akane.
    – Ciii! – przerwała Tara, wskazując na holowizor.
    Spikerka nadal mówiła beznamiętnie, ale treść wiadomości…
    – Kilka altheńskich miast podniosło już pole siłowe. Według Instytutu Melwortha obawy są przedwczesne, jednak chodzą słuchy o zamiarach postawieniu bariery również nad Melgrade. Czy jest to konieczne, rozstrzygnie kilka najbliższych godzin…
    – Co?!? – zawołał Atsushi – Coś się dzieje w Althenos, a my nic nie wiemy?
    – Gdybyście nie zagadali początku, może bylibyśmy bardziej zorientowani! – odparowała Tara.
    – Ale gdyby działo się coś poważnego, chyba byś… – Filar Ładu zwrócił się do Clayda i urwał ze zdumieniem, ponieważ duch opiekuńczy stał z wyrazem zaskoczenia na twarzy, wpatrując się w swoje dłonie. Dygotały jak w febrze.
    – Co z tobą? – zaniepokoiła się Akane. Kiedy do niego podeszła, starając się opanować drżenie chwycił ją za ręce i chciał coś powiedzieć… Poruszył ustami, lecz nie wydobyło się z nich żadne słowo.
    – Nie pora teraz na takie dowcipy!! – zdenerwowała się Władczyni Żywiołów, ale kiedy zatoczył się jakby oberwał czymś ciężkim, nawet ona wyglądała na poruszoną.
    – THAEDRION!!! – wrzasnęła w stronę otwartych drzwi.
    Po chwili z korytarza dało się słyszeć kroki i białowłosy elf wpadł do sali. Zdezorientowany chciał podejść do Tary, ale wcześniej dopadł go Clayd i z ulgą zaczął coś mówić. To znaczy, próbował.
    – Jak to możliwe? – zapytał Thaedrion – Wiedzielibyśmy, gdyby to była ich sprawka!
    – Do diabła, nie po to cię zawołałam, żebyś nam mącił! – wybuchnęła Tara – Słyszysz go, to tłumacz!
    – A wy nie?! – białowłosy wytrzeszczył oczy jak spodki.
    – A kto tu jest kapłanem, co?!
    Clayd powiedział coś jeszcze i osunął się na krzesło.
    – A niech mnie – jęknął Thaedrion bezradnie – Mówi, że traci panowanie nad swoim ciałem i musi jak najszybciej wrócić do Althenos. Ten kraj jest w niebezpieczeństwie.
    – Tyle to sami wiemy – warknął Atsushi – Ale przecież nie możemy go tam zabrać! Skoro Althenos coś grozi, tym bardziej powinien…
    Thaedrion przerwał mu ruchem ręki i po chwili ciszy skinął głową ze zrozumieniem.
    – Mówi, że teraz powinien być w tym ciele, w którym się narodził.
    – Do czego oni są zdolni – westchnęła Tara i podeszła do flénn’atha, który już tylko siedział wstrząsany dreszczami – Co też mogli zrobić, że doprowadzili go do takiego stanu?
    Atsushi spojrzał na nią z przerażeniem.
    – Uważasz, że to ich robota?
    – A co, może nie widziałeś tego napisu? – odparowała z ironią – Był do nas skierowany, rozumiesz?! Myśmy pomagali naszym wybrańcom się dobrze okopać, a tymczasem zaczyna się od naszych światów!
    – Jesteś pewna? – zapytał elf – Althenos to przede wszystkim dom Taynarda, nieprawdaż?
    – On już tam nie przynależy, ale coś w tym jest – mruknęła Tara – Tak czy inaczej, trzeba będzie pilnować Dekilonii…
    – Wyraźnie znają nasze plany – zauważył białowłosy – A tymczasem my ciągle nawet nie wiemy kim są.
    – Cóż, wrócę do domu choćby po to by zrobić inspekcję – stwierdziła Akane – Thaedrion, dasz radę sam poprowadzić Kometę?
    – Chyba będę musiał – głos kapłana brzmiał dość niepewnie.
    – W takim razie spróbuj przedostać się do Althenos. I zabierz Clayda ze sobą, skoro nalega.
    – Tak czy siak powinniśmy mieć stamtąd wieści – burknął Atsushi – Przecież w tym całym Instytucie siedzi Vanille, nie?
    – A to wcale nie musi być dobra strona sytuacji – odpowiedział Thaedrion po chwili nasłuchiwania – Dobra, zaraz będzie dziewiczy lot dyżurnego technofoba…
    Westchnął ciężko, pomógł Claydowi się podnieść i wyteleportowali się z komnaty.
    Atsushi ukrył twarz w dłoniach. Wyglądał niewesoło, co rzadko mu się zdarzało.
    – Chyba kiepski ze mnie przywódca, co? – mruknął – Jeszcze trochę i zaczniecie przeklinać dzień, w którym mnie wybraliście.
    – A skąd wiesz, że już tak nie jest? – zapytała jadowicie Tara.
    Mimo przygnębienia zdołał pokazać jej język.

    (Zadowolone, małpiatki jedne? :P)

    Are you OK?

    11 komentarzy

    Yagaminyo.gifParę pozornie ze sobą niezwiązanych i bez pozoru nieżyciowych pytań i odpowiedzi na dobry (?) początek miesiąca…

    Które uczucie jest istotniejsze? Albo inaczej: który obiekt jest istotniejszy? Ten, którego widok sprawia, że brak mi tchu i ciarki mnie przechodzą czy ten, który wywołuje ciepło w moim… w mojej duszyczce, uśmiech na moim pysiu i ogólne wrażenie, że życie jest piękne nawet jeśli w danym momencie nie jest? Co z tego jest pełniejsze, głębsze i trwalsze? W tej chwili wydaje mi się, że znam odpowiedź, ale kto wie, czy nie zmieni się ona wraz ze zmianą mojego nastroju. Musiałabym spotkać ich obu w rzeczywistości żeby sobie odpowiedzieć, a tak się nie stanie… Może powinnam wreszcie iść w świat i rozejrzeć się za kimś z krwi i kości? Cóż, póki nie potrafię nauczyć się szukać, będę sobie to pytanie zadawać. A z drugiej strony, póki będę je zadawać, pewnie nie nauczę się szukać. I kochać kogoś rzeczywistego. Ale wierzę, że ktoś taki gdzieś jest… A może tylko chcę wierzyć?
    (A może powinnam do tamtych dwóch dodać jeszcze jedno uczucie – palące, niszczące, będące zarazem gniewem i ciekawością, odpychające i przyciągające jednocześnie? Które z tych trzech byłoby pełniejsze i głębsze? Ale nie, to ostatnie zamknęłam kiedyś w pewnym opowiadaniu i tam już zostanie. Dobrze, że sprzedałam Kena Tenci, inaczej by mnie zjadł żywcem na miejscu za takie bredzenie.)

    A co jest lepsze – poświęcić życie by ocalić kogoś dla siebie istotnego czy raczej tego kogoś przeżyć? Ha.
    Parę lat temu romantyczna idealistka Miya uważała, że to bardzo piękne, ochronić kogoś za cenę własnego życia. Taki dramatyczny i wyraisty dowód uczucia. I dlatego w moich opowieściach z tamtego okresu pojawiają się ze trzy takie sceny… Przynajmniej tyle pamiętam. A potem coś zaczęło mi się przestawiać w główce i zaczęłam myśleć tak: a co z tą drugą osobą, tą ocaloną? Zostanie sama, pogrążona w rozpaczy? Czy jeśli na kimś mi zależy (zakładając, że z wzajemnością), mam pozwolić, by po mnie płakał? Był w jednej z moich opowieści chłopak, który ochronił własnym ciałem narzeczoną i siostrę, i oczywiście sam przy tym zginął. I co? I narzeczona popadła w depresję, zrobiła się wredna, a w końcu, opętana tęsknotą zaczęła pracować dla szwarccharakteru, który obiecał, że przywróci jej lubego do życia. I guzik prawda, okłamał ją perfidnie – ale kiedy to sobie uświadomiła, nie potrafiła już zmienić swojej sytuacji, nie umiała wrócić do poprzedniej siebie. Była też pewna słodka, delikatna dziewczyna o czystym serduszku… Ale to już nie w mojej opowieści i nie będę traciła na nią czasu i nerwów (za to, Vanny, masz teraz obraz tego, dlaczego aż tak jestem na nią cięta… wykorzystywanie sytuacji też coś tu od siebie dodaje, ale jednak w mniejszym stopniu :P).

    I ostatnie: jak nauczyć się rysować facetów???

    To były te nieżyciowe pytania, następną notkę wrzucę gdy przyjdzie do mnie faza i skończę relację ze zjazdu forumowego. Dziwne, że tyle czasu zabiera mi pozbieranie i opisanie tego, co się dzieje na zjazdach, w wyniku czego notki pełnią funkcję BARDZO retrospekcyjną… Po sylwku też tak było, pamiętacie to długie oczekiwanie? :> Ale przynajmniej owocne i tę notkę też wreszcie skończę.

    Mam smoczka! Widzicie to jaje… a nie, przepraszam, już nie jaje, tam na lewo? To właśnie jest moje pysio *^.^* Dopiero co mi się wykluł, łiii! Tylko szkoda, że za nic nie mogę się tam z powrotem zalogować, żeby zmodyfikować o nim info… Bo te węże i jaszczurki są absurdalne :P

    We can’t afford to be innocent
    Stand up and face the enemy
    It’s a do or die situation
    We will be invincible!

    Nie ma jak te bojowe piosenki, które się mnie czepiają :>


    • RSS