snk-terry2.gifHe’s gotta be strong and he’s gotta be fast, and he’s gotta be fresh from the fight…

Już dobry tydzień temu miała tu być notka. Naprawdę. Napisałam ją i próbowałam dodać, ale złośliwość rzeczy martwych sprawiła, że zamiast tego musiałam logować się ponownie. Może to i lepiej, bo notka była mała, chaotyczna i zupełnie mąciła w głowie. Mojej. I zamąciłaby w pamięci nieszczęsnego bloczka. Nyo i gdyby Vanny ją przeczytała, miałaby kolejny powód by twierdzić, że mam gorączkę. A nie mam :P

Oh angel, kagayakidasu yoake!
Oh angel, yume no honoo moyashite!

Dwa nastroje walczą o moją duszę. Jeden nazywa się „OK!”, objawia się słuchaniem tej piosenki poniżej i jeszcze paru innych, ściskaniem poduszki, tańczeniem na biurku, uśmiechaniem się szeroko, nagłym zainteresowaniem Garou (Nie chodzi o tego śpiewającego faceta tylko o taką grę :P Jejka, jaka ona jest śliczna! *__* A jaka miodna! *__* Dlaczego tak późno to odkryłam?! T__T), rysowaniem dziwnych rzeczy i podatnością na FAZĘ. Drugi określam jako „Jak-Ona-Mogła-Mu-To-Zrobić?!”, a charakteryzuje się słuchaniem tej piosenki powyżej i jeszcze paru innych, zbieraniem się na płacz podczas oglądania czegoś o banalnej fabule i efektownych scenach walk, unikaniem gier wszelakich oraz nieutulonym żalem. Na szczęście wygrywa ten pierwszy nastrój, a to dlatego, że coś, co się wielkimi krokami zbliża, przeważa definitywnie…
Mianowicie…
JUTRO WYJEŻDŻAM NA ZJAAAAAAAAAAAZD!!! ^.^v

Keep on calling! My eternity!
Keep on calling! Omae no tame ni!

Yay, yay, yay *___* Znowu spotkam moją kochaną kompaniję z Wszechbiblii!!!* Nyo i po raz pierwszy zetknę się na żywo z Kusanagi-saaaaaaaaaan! I się nawzajem podpieczeeeeeeeeeemyyyyyyyyyyyy *wybucha obłąkańczym śmiechem* I będę tam trochę dłużej niż 2 albo 4 dni ;) I będę spać jeśli nie na dnie jeziora, to może chociaż w namiocie… Hm, o ile w ogóle będę spać. Nie chodzi o nadmiar świeżego powietrza, tylko raczej o perspektywę miłego spędzania czasu :> Aczkolwiek jutro pewnie będę tak niewyspana, że przez następny tydzień będę dochodzić do siebie… XD Co jeszcze…? A! Zabieram trochę kartek, parę pisadeł, dużo pasztetów…
Mama: Paszteciki dostaniesz i zabierzesz z domu…
Tata: …i przywieziesz do domu… :>
Ooo, co to, to nie, akurat pasztety mogłabym spożywać 24 godziny na dobę, podobnie jak marchewki i oczywiście herbatkę *____* Enyłej, mam niejasne wrażenie, że ów prowiant rozpuści mi się w drodze… W końcu żeby z Dolnego Śląska dojechać gdzieś tam w okolice Lublina, potrzeba jednak trochę czasu O_o A jak jeszcze będzie taki upał jak ostatnio, to i ja się rozpuszczę O______o Buahahaha, będę podróżować z dwójką WYSWATANYCH menów, podczas gdy sama jestem ciągle niewyswatana… Toż to zgroza! Jeszcze trochę i zostanę jedyną wszechbiblistką bez współmałżonka! Nawet Serisia się dała… A ja tego nie widziałam T_T Dlaczego zawsze przegapiam śluuubyyyyyy T___T W każdym razie… ZJAAAAAAAZD *____* Nawet jazda od rana do wieczora (?) w upale mi nie straszna! (tia, teraz tak mówię, a jutro…) A mama jeszcze ostrzega, żebym się nie wylegiwała za długo na słońcu. JA!!! O___o Ale to temat na następny fragment notki…

Clash! Into the rolling morning! Flash!
I’m in the coolest driver’s high! Hagane no tsubasa de!

Tak, byłam na wczasach. W Lubiatowie. Wakacjowałam tam już 6 i 5 lat temu, i nic się nie zmieniło. Nyo, jest jedna różnica: MNIEJ GIER. Ale lasy ciągle stoją, jeziorko ciągle pełne glonów, pogoda ciągle średnia. Znaczy, dla mnie idealna, ale dla pięciu istot kobiecych**, z którymi dzieliłam domek, zaledwie średnia, jeśli nie gorzej. Były raptem DWA upalne dni, oba wykorzystane na wylegiwanie się na słońcu… Pierwszego dnia się na szczęście wykręciłam, drugiego poszłam tylko i wyłącznie popływać. Cała reszta istot kobiecych opalała się non-stop, w wyniku czego były potem od stóp do głów CZERWONE. Taaak, cieszyły się z tego, masochistki, dopóki nie zaczęły piszczeć, że się spiekły i nie mogą spać. A poootem… Cała opalenizna zaczęła im schodzić płatami, buahahahahaha… A ja się tylko pod nosem uśmiechałam :> Słońce, a fuj :P**
A kiedy pogoda była normalna, było dużo spacerowania po lesie, kiedy to ciocia zbierała grzyby (nałogowo, nawet gdy ich już nie było >:P). Poza grzybami odkryłyśmy zmutowane poziomki (białe :D) oraz, uwaga, TRUSKAWKI rosnące w POKRZYWACH. W lesie! Zjadłyśmy je wszystkie perfidnie :P Zaraz też przyplątały się jakieś dzieciaki, twierdząc, że to one zasadziły i że mamy ich nie jeść. ZA PÓŹNO. I tak nie uwierzyłyśmy :>
Aha, i jeszcze swatać mnie chciały z gitarzystą… Tak się zachwycały, że podczas świętowania ciocinych urodzin**** spotkały takiego grzecznego, przystojnego i TZREŹWEGO, który by się w sam raz nadawał dla mamy na zięcia O____o D-dobra, gdyby nie ta gitara, pewnie bym machnęła ręką, ale, qrcze, szkoda że to było na 2 dni przed wyjazdem :P Nie pokazały mi go, perfidne jedne, nyo :P
Jakkolwiek drugi tydzień był już monotonny dość, przez pierwszy doświadczałam ataku natchnienia całą parą *___* Chciałam pisać, pisać i pisać. I rysować, rysować i rysować. Nawet mi się udawało, choć istoty kobiece co chwila kazały mi schodzić do nich na dół i rozmawiać o jakichś ludziach, których nie znam i rzeczach, o których nie mam pojęcia XD Ale jednak udawało mi się znaleźć parę chwil samotności i stworzyć co nieco… A gdy już wróciłam do domu, ni z gruchy, ni z pietruchy pojawił się zastój w pisaniu. O ironio. Dobrze, że nie w rysowaniu, dlatego też mogę chodzić sobie TAM i wrzucać coraz to nowe Dzieła Sztuki ^.^v

Now I stretch out my wings again
And take back what I lost then…

I jeszcze coś bardziej aktualnego:
1) Nawracam Vanny na Kokię-sama ^.^v SKUTECZNIE *_______*
2) Ja chcę Sailorki live! Ja chcę pofazować! A tymczasem ściagnęłam torrentem pierwszy odcinek i nie działał __^__
3) Ach *____________* (to tak na miłe zakończenie notki :D)

Harley tobashite kime-komu, come on, baby!

*Swoją drogą gdyby ciocia usłyszała tę nazwę, miałaby wreszcie niepowtarzalny dowód na to, że kompanija moja jest niebezpieczną sektą, która chce mnie zwerbować >:P
**Nie, Kusanagi-san, to NIE jest prowokacja!
***Czyli siedzenia do północy przed domkiem i wyśpiewywania na cały głos różnych dziwnych piosenek, a potem pójścia na plażę, dzięki czemu mogłam wreszcie próbować spać.