star-miya blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 3.2004

    31.gifDłoń wystrzelona naprzód jak do ataku zatrzymała się tuż przed jej oczami.
    – Teraz dopiero zareagowałeś? – odezwała się zimno – Podążam za tobą już od dziesięciu minut. Refleks zaczyna cię zawodzić?
    – Tak jak i ciebie – odparował – Z twojej strony też żadnej reakcji nie było.
    – Po co, skoro od początku nie zamierzałeś rozwalić mi głowy? – prychnęła.
    – Cały czas wiedziałem, że to ty. Powinienem był to zrobić? – odpowiedział pytaniem.
    Poszła za nim, kiedy znów odwrócił się do niej plecami i ruszył naprzód.
    Pluskały ostatnie krople deszczu i mokre włosy opadły mu na oczy, ale nie potrzebował wzroku by wiedzieć dokąd idzie. Tak samo jak nie musiał się odwracać by wiedzieć, że jest obserwowany. Zwolnił kroku, aby mogła za nim nadążyć.
    – Wróciłeś na dłużej? – spytała.
    – Nie – odrzekł, obdarzając ją kamiennym spojrzeniem. Zawsze taki był – na cały świat patrzył z mieszaniną obojętności i pogardy, choć czasem zapalały mu się w oczach iskry gniewu. Nie obchodziło go co się z nim stanie, gdy nadejdzie czas by dokonało się jego przeznaczenie. Żył wyłącznie po to, by się dokonało. A co potem?
    – Zamierzasz iść ze mną aż do domu? – odezwał się ze śmiechem. Dźwięk jego głosu przyprawiał o drżenie, ale ona już od dawna nie zwracała na to uwagi.
    – Owszem – odpowiedziała twardo. Z ironicznym uśmiechem otworzył jej wejście do wieżowca.
    – I co potem? Zabijesz mnie?
    – Niezły pomysł – mruknęła, uzewnętrzniając na chwilę swoje uczucia – To mogłaby być dla ciebie miła odmiana. Po tych wszystkich razach, kiedy to ty zabijałeś.
    Chciała go sprowokować, wiedziała jak mało znaczy dla niego ludzkie życie. A jego własne?
    W odpowiedzi tylko wybuchnął śmiechem. Śmiechem prosto z granicy szaleństwa.
    Szaleństwa, które czuła całą sobą, kiedy się przy nim znalazła.
    W mieszkaniu panował mrok, ale i bez patrzenia domyślała się, że nic się tu nie zmieniło. Po prostu dlatego, że rzadko tu bywał – choć do rodowej siedziby również nie zaglądał.
    – Są takie dziewczyny, ciągle podążające za facetami, których sobie upatrzą – powiedział uszczypliwie – Nazywa się je groupies, czy jakoś tak.
    – Nie pochlebiaj sobie, doprawdy. Mam zgoła inne powody.
    – Co za różnica? Akurat twoje awanse nie byłyby mi do szczęścia potrzebne.
    – Jasne – odparła złośliwie – Mówisz jakbyś chciał mnie przekonać, że jakakolwiek kobieta cię chce…
    Niespodziewanie stanął za nią i wykręcił jej ręce do tyłu. Gdyby tylko mogła się uwolnić, pewnie podrapałaby go po twarzy. Ale nie mogła.
    – Czy mam przypuszczać, że kiedykolwiek się od ciebie uwolnię? – usłyszała przy swoim uchu.
    – Nienawidzę cię – syknęła – To ja chciałabym się uwolnić od ciebie!
    – No to na co czekasz? – puścił ją i odepchnął, ale wiedział, że ciągle go obserwuje i nie zamierza się stąd ruszyć. Czekała aż to powtórzy, aż zrobi cokolwiek by pokazać, że jej uczucie nie jest mu obojętne… Tak zaciskała pięści, że aż bolało. Ale on zachowywał się jak zwykle, tak naprawdę nie okazując żadnych emocji względem czegokolwiek poza tą jedną sprawą, zwaną szumnie „przeznaczeniem”. Gdyby to ona czuła, że nie ma wyboru, uciekałaby przed tym jak najdalej… Nie twierdziła, że nie znał nienawiści – o nie, owo uczucie było z tym przeklętym przeznaczeniem nierozerwalnie związane… Ale i na nim skoncentrowane. Nawet to, że podążała za nim krok w krok, że tym razem to on był zwierzyną, a nie łowcą, nie potrafiło tego zmienić. To denerwowało ją najbardziej…
    Nie spuszczała oczu z jego postawnej sylwetki, chociaż w ciemnościach ledwo co było widać.
    – Uczysz się mnie na pamięć? – zapytał, podchodząc bliżej.
    – Już dawno umiem cię na pamięć – prychnęła – Przywołuję cię w myślach gdy mam za dobry nastrój.
    W odpowiedzi chwycił ją mocno za ramiona, przyciągnął do siebie i na moment zabrakło jej tchu. Z myślą, że rano będzie miała siniaki, nie pozostała mu dłużna. Przyjęła go gwałtownie, niecierpliwie, czując przypływ adrenaliny jak przed decydującą walką. Decydującą o czym? Na przemian bronili się i atakowali, jakby chcąc jak najmocniej zranić się nawzajem, i to były te chwile gdy nie czuła z jego strony obojętności, ale emocje równie gwałtowne co jej własne. Zwycięska – a może zwyciężona? – wyszeptała jego imię, a szept ten był bardziej przejmujący niż najgłośniejszy krzyk.
    Nad miastem ksieżyc nieuchronnie zbliżał się do nowiu.

    – Nienawidzę cię – oznajmiła mu ponownie, gdy usiedli przy porannej kawie.
    – Wiem – odpowiedział nie po raz pierwszy. Chłonęła go wzrokiem, kiedy wziął w dłonie filiżankę, nie zważając na bijące od niej gorąco.
    – Podnieś żaluzje – zaproponował z nutą rozbawienia – Niech wścibskie oczy innych zobaczą jaka z nas dobrana para.
    – Coś w tym jest – stwierdziła, odsłaniając okno i pozwalając słońcu wpaść do mieszkania – Tak długo się znamy, rozumiemy się bez słów, nawet ubieramy się podobnie… – wróciła do stołu – A teraz siedzimy sobie z uśmiechem i prawię ci czułości.
    – Kontynuuj zatem – odparł – i powiedz dlaczego mnie nienawidzisz.
    To pytanie ją zaskoczyło i zbiło z tropu. Nigdy wcześniej nie chciał wiedzieć dlaczego. Nie obchodziło go to… Pewnie tak samo było teraz, ale z jakiegoś powodu zachciało mu się rzucić jej wyzwanie. Co miała odpowiedzieć? Że obok kogoś takiego jak on nie można przejść obojętnie? Że można go albo zacząć nienawidzić, albo uwielbiać? Jakakolwiek nie byłaby jego odpowiedź, czuła, że znajdowałaby się wtedy na przegranej pozycji…
    – Dla rozrywki – rzekła lekkim tonem – Tak mojej, jak i twojej.
    – Ciekawa teoria…
    – Może niezgodna z rzeczywistością? – zapytała zaczepnie – Przecież oboje wiemy, że już dawno mógłbyś mnie zabić.
    Uśmiechnął sie tylko krzywo.
    – Ale dotąd tego nie zrobiłeś.
    – Nie da się ukryć.
    – Żebym cię dalej nienawidziła.
    Na chwilę zanurzył usta w kawie, po czym odłożył filiżankę.
    – Oboje wiemy również – zaczął, przeciągając słowa – że gdybym skoczył w ogień, rzucił się w przepaść, sam jeden zaatakował piekło…
    Odwzajemniła uśmiech, domyślając się zakończenia.
    – …Poszłabyś za mną, wyciągając mnie stamtąd bez szwanku.
    Spokojnie skinęła głową.
    – Żeby dalej mnie nienawidzić.
    Roześmiała się gorzko.
    – Powinnam otworzyć to okno – stwierdziła – Aby wścibskie uszy innych mogły usłyszeć jacy jesteśmy zgodni.
    Poczuła niemal dziką radość, gdy osobiście to zrobił i ponownie usiadł.
    – Czy sądzisz, że w Krąg Ostateczny też bym za tobą weszła?
    – Nie przyjętoby cię miło po drugiej stronie – powiedział beznamiętnie – To moje przeznaczenie tam czeka.
    Jego przeznaczenie. Ten ostateczny cel. Dopełnienie jego własnej nienawiści, którą nosił w sobie przez całe życie.
    – Właśnie dlatego tu jestem – wyznała – Pamiętam, że twój czas nadejdzie jutro. Chciałam cię pożegnać.
    Podniósł się z krzesła, a ona automatycznie poszła w jego ślady. Podszedł i zadarł jej podbródek aby mogła spojrzeć na jego szyderczo uśmiechniętą twarz.
    – Cóż – odezwał się – Żegnaj.
    Wyrwała mu się z głośnym prychnięciem, chwyciła kurtkę i wypadła z mieszkania.

    Zahamowała przed świątynią z piskiem opon i wysiadła z samochodu, zostawiając kluczyki w stacyjce.
    – Dawno cię tu nie było – przywitała ją kapłanka, czarnowłosa kobieta w czerwonej hakamie.
    – Kiedyś trzeba – roześmiała się w odpowiedzi. Podeszła do ołtarza i złożyła dłonie, klasnąwszy przedtem by zwrócić na siebie uwagę bóstw.
    – O co się modlisz? – dobiegło ją ciche pytanie.
    – O szczęście dla świata, a o cóż by? – odpowiedziała miękko.
    – Jesteś bardzo dobra albo bardzo obłudna, zawsze to powtarzałam – kapłanka pogłaskała ją po głowie jak małe dziecko. Odpowiedział jej uśmiech, ale zaraz potem spojrzenie pełne niepokoju.
    – Jak…?
    – Chodź. Chyba mogę cię tam zaprowadzić.
    Krąg Ostateczny wisiał w powietrzu, w zamkniętej komnatce. Niewiele osób go widziało, a jeszcze mniej zdawało sobie sprawę, że tak naprawdę jest on portalem. Teraz zaś płonął żywym ogniem, hipnotyzującym ciepłymi barwami.
    – Burzy się – szepnęła bardziej do siebie niż do kapłanki – Wzywa.
    – Tak. To znak, że walka tuż tuż.
    Wyciągnęła rękę w stronę Kręgu, który na moment zajaśniał jasnofioletowym światłem.
    Walka albo i nie walka, to będzie zależało tylko od wybranego, który tam wejdzie… Wśród mniej i bardziej wtajemniczonych tyle się szeptało o wydarzeniach z przeszłości, które doprowadziły do utworzenia tego płomiennego zjawiska, ale przecież nikt tak naprawdę nie wiedział wszystkiego. A ile wiedział ON? On, który od zawsze był skazany na to, by dzisiaj przez ten Krąg przejść?
    Nie wiedział – albo nie chciał wiedzieć – że i ona miała do tego pełne prawo.
    – Co mam mu powiedzieć? – kapłanka dobrze zrozumiała jej milczenie.
    – Powiedz mu, że teraz wreszcie ma wybór – rzekła niespodziewanie miękko i zbliżyła się do Kręgu o krok.
    Tak, była zdecydowana. Zdawała sobie sprawę, że być może już stamtąd nie wyjdzie, ale martwiło ją tylko jedno – że nie zobaczy jego miny… Kiedy dotrze do niego, że przeznaczenie zagrało mu na nosie i odwróciło się do niego plecami. Nie będzie mogła obserwować, co może zrobić ktoś, komu już nic w życiu nie pozostało. Być może wtedy zacznie ją nienawidzić, a ona nie będzie mogła zaśmiać mu sie z triumfem w twarz…
    „Oboje wiemy również, że gdybym skoczył w ogień, rzucił się w przepaść, sam jeden zaatakował piekło…”
    Nie da się ukryć, pomyślała, zostawiam mu wybór – życie z własnej decyzji albo…
    Koniec myśli zmącił blask, który ją dosięgnął, gdy zrobiła kolejny krok.
    Kapłanka patrzyła w milczeniu jak Krąg wybucha płomieniami, które aż dziw, że nie wywołały pożaru, a gdy z powrotem się uspokoił, oczyściła atmosferę modlitwą i wyszła przed świątynię. Ledwo słysząc warkot kolejnego samochodu, spojrzała na niebo.
    – Piękny dziś księżyc – powiedziała do siebie.

    Wszystkim antyfankom dedykuję (bo czemu nie?)

    Yagaminyo.gifChora jestem znowu – podczas ostatniego przeziębienia ból gardła mnie ominął, więc teraz to sobie odbija _^_ Ale i tak oznajmiam wszystkim, że mam się świetnie, bo wczorajsza faza jeszcze do końca nie wyparowała… :DDDDDDDDD
    Wczoraj był wielki dzień, ale nie proście mnie o zdefiniowanie dlaczego, bo tego nie zrobię, nie potrafię. Ani nie powiem, skąd to wrażenie, że na ten dzień czekałam przez spory kawał życia (tak koło miesiąca, zdaje się) i w rezultacie chodziłam na haju. Cóż, są po prostu takie dni, że człowiek/Mazoku/whatever tak ma, bez szczególnego powodu… Dziwne nastroje moje, do końca ciągle nie wyczute ;D
    Nażłopałam się herbaty, nawznosiłam się toastów ostatnio. Za uwolnienie się od praktyk, za rozpoczęcie wiosny*, za czyjeś urodzinki, chociaż nigdy nie zrozumiem różnicy między osiemnastymi a wszystkimi innymi, za to, że istnieją na świecie inne skanery, poza moim, którego ciągle nie posiadam, i dzięki temu mogę straszyć ludzi z DeviantART swoją twórczością, za to że potrafię na cały dzień oderwać się od KoFa, za to jak fajnie jest potem do niego wrócić i za…
    Anyway, Siłom Wyższym dziękuję, że po toastach herbatą nie ma się kaca :P Chociaż po ostatnim, wczorajszym, pasowałby przynajmniej moralny, a tu figa. Zadziwiam się.
    A skoro przy kacu jestem, to przypomniało mi się jak jeszcze parę latek temu, gdy byłam w wieku licealnym, kuzynek mój (5 lat starszy) się dopytywał, jakich to przyjemności życia już zaznałam. Wyglądało to mniej więcej tak:
    – A whisky piłaś?
    – Niiiii…
    – A gin z tonikiem piłaś?
    – E-em…
    – A (tu proszę wstawić sobie nazwę dowolnego trunku) piłaś?
    – Nie…
    – A piwo chociaż piłaś?
    – Nyooo, ze 2 razy mi się zdarzyło…
    – I nigdy się nie upiłaś??? O_o
    – Nieeeeee…
    – TO CO TY NIC ŻYCIA NIE UŻYWASZ???
    Niektórym to się normalnie nie wytłumaczy, że alkohol pod wszelką postacią jest paskudny w smaku :P Swoją drogą moje szanowne uczennice z IIIc też się dopytywały, czy pijałam kiedykolwiek piwo, wódkę i nalewki. Aż dziw, że wszyscy z góry zakładają że nie… Choć jest to założenie skądinąd słuszne :P Ale co to za monotematyczność jakaś, ja nie wiem…
    Ale może mnie jeszcze dopadną zgubne skutki zapijania się herbatą, skoro przynajmniej jeden toast mi został. Vanny wie, że jeszcze czegoś nie skończyłyśmy, plawdaaaaa? >:D
    Po długim okresie gróźb sportretowałam wreszcie Dynamite Trio, a tymczasem oni mi jeszcze obiecanej serenady nie skończyli! Przez pół roku tak gdzieś! Za karę obrazka jeszcze na DA nie wrzuciłam. O. Marzy mi się pokolorowanie go, ale znając siebie wymięknę najpóźniej w połowie…
    Fryzjerka mi ostatnio nakazała nie rozczesywać włosów, a jedynie je ugniatać i terroryzować pianką, dzięki czemu będę wyglądać jak pudel i wszystkie kobity o prostych włosach będą mi zazdrościć :> Nie ma sprawy, lubię mieć na głowie sprężynki – wolę to niż jak mi bezczelnie klapną _^_ Nyo i oficjalnie MAM SZLABAN NA CZESANIE WŁOSÓW!!! W życiu się nie spodziewałam, że taki moment kiedykolwiek nadejdzie!!! ^.^v Innymi słowy jeden sposób uzewnętrzniania swojego masochizmu mam z głowy :> Został jeszcze ten wyrażający się w moim layu, w mojej tapecie i w moim ostatnim toaście. Ale bycie antyfanką to ciekawa odmiana… >:D~~~~~
    Następna notka będzie twórcza. Nightquestowa tudzież epopejkowa – to już zależy od Vanny, która mnie szantażuje niemiłosiernie :>
    Za uwagę dziękuję, jeszcze wrócę. Definitywnie.
    Hehehe, hahahaha, BUAHAHAHAHA!!! >:D

    *która dała znak, że istnieje i nadeszła, tylko jest za leniwa żeby się zacząć na dobre :P

    35.gif*na scenę wchodzi zespół i zaczyna czołówkę z Wolf’s Rain*
    Kiu: Zaraz zaraz, jaką scenę? Stoimy na biurku Miyi-san! ^ ^’
    Ken: *zerk na Miyę siedzącą przy biurku* A co za różnica, ona i tak nie zwraca uwagi :P
    Katsuji: Nie no, trzeba jej pomóc zebrać się do kupy, niech napisze wreszcie notkę!
    *brak reakcji*
    Kiu: *zaczyna potrząsać Miyą* Anoooo… Miya-saaaaan…
    *dalej brak reakcji*
    Ken: YAGAAAAAAAAAMIIIIIIIIII!!! ><
    *zdejmuje słuchawki* CO?!? ><
    Ken: HA! A tak się odgrażałaś, że nie będziesz na to reagować!
    Kiu: *filozoficznie* Ale to było jakieś 5 dni temu. Co było a nie jest…
    Dobra, dziubki, siat ap. W czym problem?
    Ken: Jak to w czym? W tym, że ostatnią notkę my za ciebie pisaliśmy! Teraz twoja kolej, wieeesz? Dość słuchania sountracków z KoFa, czas pisać!
    Jasne, a ty mi cichcem te soundtracki podbierzesz, taaak? :P
    Katsuji: Ale zdaje się, że planowałaś notkę retrospekcyjną…
    Jesteście pewni, że zniesiecie tyle retrospekcji? Nazbierało się tego trochę…
    Ken: Zniesiemy to. Po bohatersku. TYLKO ZACZNIJ!!!
    OK, OK, nie ma co się tak żołądkować…
    *przestrzeń zaczyna się rozmazywać*
    Kiu: Ale fajnie, jak w filmie *_*

    A zatem cofnijmy się w przeszłość…


    – Gdmnng clsss, mnmz MgdlnWlrs and I cm frm Tchrtrnngcllg to hv a prctce tchng withyou… //A niech to a niech to a niech to, niechże się to skończy, ja chcę do domu, do KoFa, do…//
    – No nieee, dlaczego to nasza klasa zawsze musi mieć z praktykantkamiiiiii… _^_
    – Niech się pani tak nie denerwuje, oni tak zawsze… ^ ^
    //Ale najpierw chcę im zrobić krzywdę…//

    Yyyy… Dobra, praktyk opisywać nie będę. Ten koszmar jeszcze trwa.
    Ken: Ej, no! Rozmazuj się z powrotem! :P
    Jak tylko skończę notkę, tobie też zrobię krzywdę…

    …i w przeszłość…


    *___*
    Życie jest cudowne! *__* Świat jest piękny! *__* I nie musisz mnie zabierać do Raju, bo jest tam, gdzie my jesteśmy razem… *___*
    *BĘC*
    *kątem oka spogląda na Kena, który chodzi po pokoju, zaliczając kolejne ściany*
    Słuchajcie, chłopaki, ja wiem, że przegiął, ale bez przesady! On się w końcu jakiegoś krwiaka nabawi…
    Kiu: Co poradzimy, że mu się zachciało nosić tę łatkę na oku? :>
    Ale nie musieliście mu jej przywiązywać wstążką dokoła głowy! Przesłoniła mu drugie oko i teraz nic nie widzi… ^ ^’
    Ken: Nie martw się, moja piękna *BĘC* Hamono, w końcu odnajdę drogę do Ra*BĘC*ju i cię tam zaprowadzę! *BĘC*
    Katsuji: W takich ciemnościach nie odnajdziesz… ^ ^’
    Kiu: To kara za to, że chciałeś z Katsujiego zrobić Oakuma a ze mnie Jagarę _^_
    Bez szans, rolę Jagary zgarnęła Serisia >:P I jest tą pokrzywdzoną, biedactwo…
    Kiu: Ja nie wiem… Uważasz, że konieczność biegania po ukwieconej łące to nie krzywda? *zerk na kwiatki, które ulokowały się pod biurkiem Miyi*
    Jeśli Siły Wyższe pozwolą, przyzwyczaję się ^___^ Poza tym moja rola jest całkiem wdzięczna… *zerk na Kena* TYLKO NIECH ON ZREZYGNUJE ZE SWOJEJ!!! ><
    Ken: O nie! *BĘC* Rozpiszczałaś się ultradźwiękami szkodliwymi dla *BĘC* delikatnych uszu artysty, to teraz masz! A potem pójdę do Seriki-san i się zemszczę za to, że cię *BĘC* nawróciła na Wolf’s Rain!
    Katsuji: Zauważ jedno: nie trafisz.
    Kiu: Jak ma zauważyć, skoro nie widzi?
    Ja cię nie rozumiem, Ken-kun… Gdy Vanny nawróciła mnie na Utenę, gotów byłeś ją wychwalać pod niebiosa, a teraz…?
    Ken: ALE PRZY UTENIE DO NIKOGO NIE *BĘC* PISZCZAŁAŚ!!!
    To ja ci litościwie nie przypomnę, kto piszczał przy Utenie… :>~~~
    Katsuji: Ale wiesz, skoro Serika-san jest Jagarą, to ta zemsta by nawet pasowała…
    Ken: TAK!!! DAJCIE MI MIECZ!!! *dostaje do ręki ołówek* NIE UJDZIE PRZED MYM GNIEWEM!!! BUAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!!!
    Czy ja już go nazywałam profanatorem?
    Katsuji: Przez ostatnie dwie minuty – nie… ^ ^’
    Kiu: Czekaj, bo nie widzisz gdzie idziesz! My cię naprowadzimy! *okręcają Kena jak w ciuciubabce i stawiają twarzą do plakatu z Niagarą*
    Ken: TERAZ TO DOPIERO BĘDĘ MIAŁ RAJ!!! BUAHAHAHAHAHAHA!!! HERE I GO!!! *naciera z impetem, zalicza ścianę maksymalnie i pada na kwiatki, które już ustawiły się w gotowości*
    Kiu: Oh, well. Jagara, Niagara – co za różnica. Ważne, że się rymuje.

    …i jeszcze dalej w przeszłość…


    Wybrałam się do Karoliny F. na patry przedświąteczne. Czyli oficjalnie wigilijne, nieoficjalnie integracyjne bardziej, bo tworzymy grupę od półtora roku a dotąd się porządnie nie zintegrowaliśmy ^ ^’ Zjechaliśmy do biiiiiig willi Karolinkowej, przy czym tatuś drogi robił za szofera – i koledżanki, które czasem podwozi do domu mi zazdroszczą takiego :> A co, lubi jeździć, zatem każdą sytuację wykorzysta! W każdym razie zeszło się stadnie do podziemi – poważnie! Tylko nie wyglądały one jak katakumby ani nawet piwnica, za to miały kominek *__* I stół bilardowy! Na szczęście zagrać się nie odważyłam >:P Było miło, wesoło, a gdy robiło się za gorąco można było zwiać na schodki, co też czyniłyśmy z Basią i Ewcią, coby pożalić się sobie na rosnące zęby tak zwanej mądrości ^ ^’ Rodzicielka upominała żebym nie zostawiła u Karoliny kapci i tak to sobie zakodowałam w głowie, że gdy się już zbierałam, myślałam tylko o tym. W rezultacie zostawiłam sweter…
    Święta, święta i po świętach. Przeszły spokojnie, na jeżdżeniu do babci i z powrotem. To nieuchronnie wiązało się z podziwianiem z daleka Legnicy nocą, na czym przecież co roku polega spędzanie Czasu Świateł… Nawet zdążyłam wybrać się z moim uke na domki, popatrzeć na lampki zanim jeszcze je zdjęli. Litościwi, wrażliwi na piękno, wiedzieli, że w tym roku też się do nich wybierzemy :>
    Wigilia oczywiście też u babci, a w drodze – było to w okolicach 16 – zauważyliśmy na niebie dziwny świecący punkt. Po sporze czy to gwiazdka, czy raczej samolot, część rodzinki poszła na ugodę i przyznała, że to jednak gwiazdka. I w rezultacie kolację wigilijną mieliśmy niespodziewanie wcześnie.
    Prezentów dostałam ilość podwójną – dwie czekolady, dwie perfumy, dwa balsamy, tylko mydło jedno :P I tak wszystko stoi w łazience, leniuchując. Poza czekoladami, które nie mogą tyle stać, bo się zepsują. Oł łel, jedno opakowanie stało od Mikołaja, dopiero rodzic mój szanowny je zdybał i odkrył, że zawiera ono gotówkę dla mnie od babci. Po miesiącu odkrył. U mnie na biurku stało dobre parę dni i nie odkryłam! How could it be??? Pieniądze się przede mną chowają??? Nie chcą żebym je wydała na najnowszą część Koła Czasu? Trudno, i tak to zrobię…

    Ken: Czy ty się czasem trochę nie za daleko cofnęłaś w tę przeszłość?
    A co, odliczasz na stoperku o ile sekund za dużo? :>
    Ken: Przeszłaś do świąt omijając powitanie nowego roku – -’
    Celowo, celowo… Wolałam cofnąć czas raz a dobrze, żeby potem mógł już płynąć swoim naturalnym biegiem – czyli do przodu. Tylko może ciut szybciej…

    …a potem odrobinę w przyszłość…


    I stało się. Dnia 29.01.2003 dojechałam do Radkowa, tuż pod drzwi domostwa, w którym miałam spotkać moje kochaniutkie towarzystwo z forum Wszechbiblii. Po pół roku… Domostwo mieściło się gdzieś na samym końcu Radkowa, toteż tata podczas jazdy sugerował, że to gdzieś na polu będzie :> Na miejscu żadnych znaków życia, zatem zostałam zobligowana do wyjęcia komórki, zadzwonienia do Bambosha i zpytania czy to na pewno tu _^_ Bambosh z Tilkiem ofkoz widzieli mnie przez okno, tylko trochę im zajęło wychynięcie na zewnątrz – bali się, czy jak? :> Po rozpłaszczeniu się i rozpakowaniu pozostało czekać na resztę towarzystwa mającą dojechać ze stolicy (Serisia, Avellana, Xeniph i Zeg ^__^). Czekanie upłynęło na dziwnych wspominkach – m.in. jak to nieustraszeni Bambosh i Tilk wybrali się na QUEST po łyżki, bo tam brakowało ;P – i było dłuuugie… Robiło się coraz ciemniej i niepokój Bambosha stawał się coraz bardziej widoczny :> Aż pojawili się i wpadłam na nich gdy wychodziłam z kuchni :D w której nota bene odkryłam kuchenką działającą BEZ UŻYCIA ZAPAŁEK!!! ^.^v A jak to powiedziałam Serisi to aż się uściskałyśmy z radości *___* Nyo dobra! Jest nas już siedmioro i wszyscy zgodnie okupujemy kuchnię, która działała chyba magnetycznie, bo wszystkich tam ciągnęło ^___^ Przy okazji mieliśmy bliskie spotkanie trzeciego stopnia z naszymi współlokatorami – górną część domostwa zajęli tzw. Ludzie Normalni, których delegacja zeszła do nas na dół, coby schłodzić jakiś dziwnie wyglądający trunek i się zintegrować. Rezultat był taki, że stali sobie koło stołu przysłuchując się naszej Rozmowie Tylko Dla Wtajemniczonych i byli zbulwersowani, że znamy się z sieci („Z netu? To jakieś CHORE!!!”). Zaś po pytaniu z jakiego forum, zapadła niepokojąca cisza… Chyba nie dosłyszeli mojej odpowiedzi: Z forum psychopatów, satanistów i zboczeńców ^.^v” ale trudno :P W końcu zniknęli i tak już pozostało – następnym razem widzieliśmy ich już w noc sylwestrową, a i to przelotnie, bo pędem uciekali z domu po tym jak puściliśmy składankę fazową… Ale o tym później :> W każdym razie ta… khem, rozmowa, zakończyła się naszym odkryciem: „Ależ my jesteśmy hermetyczni!” :>>>
    Dzień drugi zaczął się szokiem – wstajemy, patrzymy przez okno, a tam śnieeeeeeg *____* Tyle śniegu, że mniam mniam! Po prostu nie można było nie iść na spacer, zwłaszcza że trzeba było zrobić zakupy. Ale najpierw… Najpierw przyjechała Irian! Została zaraz sadystycznie wyściskana (Serisia mnie na nią wypchnęła z tłumu, a potem nawzajem :P) i tak mieliśmy o jedną osobę więcej w naszym pochodzie zakupowym. Ale najpierw… Taaak, przesiedzieliśmy sobie jeszcze ze 3 godzinki w kuchni :> spędzając miło czas na różnych dziwnych rozmowach, w których prym wiodły osoby o zainteresowaniach biologicznych (co by przetrwało zagładę świata i jak by ewoluowało?), tudzież erpegowych, z przerwami na opowieści z życia bibliotecznego (don’t ask… >:D). Cóż, czas upływał nam szybko, Ciut za szybko. Aż w końcu wyszliśmy po te zakupy, co oczywiście nie oznaczało zakończenia rozmowy – tylko temat się troszkę zmienił, na grożenie Irian różowym mailem w zielone śledziki made by Serisia, jeśli nie napisze wreszcie notki na swoim ogródku… Oł łel, mail już dawno dostała, a notki jak nie ma tak nie ma (tak, Irian, wiem że to czytasz, więc specjalnie to napisałam >:P). W sklepie Serisia, Zeg et Avellana wyruszyli na długie poszukiwania prowiantu, a reszta stała w wejściu, doskonale je blokując, ale trudno :> W końcu dzielni bohaterowie powrócili z questu…
    Irian: I co kupiliście do jedzenia?
    Avellana: Alkohol! ^____^
    Faktycznie, były dwie wielkie butle grzańca (którego NAWET JA piłam!!!), a obiad nasz składać się miał z wyszukanych potraw typu chińskie zupki podbierane Xeniphowi :> Ale tak się jakoś stało, że plecak był ciężki O_o I dzielna Serisia niosła go sama!!! *___* Jestem z niej taka dumna *___* Wszyscy duzi silni mężczyźni się bali, A ONA NIE!!! *___*
    A potem była wojna na śnieżki ^_____^ Na początku dość delikatnie wojowaliśmy, bo to a lęk o uszkodzenie prowiantu, a tu aparat może zamoknąć, ale w końcu dotachaliśmy bagaż do domu i zaczęła się Bitwa i Górkę – WiP VS AntyWiP! Jedyny obecny przedstawiciel tego ostatniego walczył dzielnie i zażarcie, ale w końcu z jego ust padły historyczne słowa: „Poddaję się” i tak oto WiP odbił górkę, a dla uczczenia zwycięstwa postawił na niej bałwana, zainspirowanego Serisią :> Yeah! Najpierw Legendarna WiPowa sałatka, teraz Legendarny WiPowy Bałwan! ^.^v
    A oto tenże bałwan i jego dumni twórcy…
    A potem… Było jeszcze więcej rozmów! Normalnie spędziliśmy ten sylwek na gadaniu :D Ale nie dziwota, skoro widzimy się off-line raz na pół roku ;> W międzyczasie skład naszego teamu został już na dobre ustalony, kiedy to przyjechali Sm00k z Ch4osem (moje uke: „Smok z chaosem??? A potem się dziwisz, że ludzie na was dziwnie patrzą…”). Dodatkowo Sm00k przywiózł ze sobą laptopa i oglądaliśmy różne dziwne anime… A raczej towarzystwo dzieliło się na tych siedzących w kuchni i tych (średnio dwóch) siedzących w pokoju przy laptopie i oglądających tudzież grających w gry :P Tenże laptop zdecydowanie wygrał konkurs na najbardziej niepotrzebną rzecz przywiezioną na sylwka. Nyo ale poza oglądaniem było też słuchanie, bo na przykład Irian przywiozła ze sobą OST z Noira *___* I nie mogłyśmy się oderwać (ja chcę mieć więcej niż tylko 3 odcinkiiiiiii T_T). Do tego śpiewałyśmy sobie po cichu „Give a reason” wtórując pani Megumi H. aż ktoś perfidnie wyłączył muzykę i nagle zorientowałyśmy się, że śpiewamy a capella i mamy publikę O_o
    A potem niestety Irian musiała nas opuścić T_T I tym sposobem zostało nas dokładnie po jednej duszyczce na jedno łóżeczko, albo inaczej – po dwóch facetów na jedną kobitę :> Nieszczęsny Distant w końcu nie dojechał i snuliśmy różne przypuszczenia co się z nim mogło stać i gdzie byśmy go położyli gdyby się jednak zjawił – padło na szafę :> Wieczór upłynął pod znakiem RPG, czyliiiiiii… SESYJKA!!! Ja niestety udziału nie wzięłam, bo przytłoczyła mnie mechanika D&D przy tworzeniu postaci, ale to mi nie przeszkodziło złapać fazy przysłuchując się i przypatrując temu co się działo podczas sesyjki. Bo jak tu nie mieć fazy gdy Bambosh i Tilk w podobnych dresikach odgrywają wspólnie ettina (dla niewtajemniczonych – ettiny to takie olbrzymy z dwiema głowami :>) albo gdy furorę robi najnowszy model umagicznionej broni – zgniłe jajo +1? :DDDDDDDDD Pierwszy raz byłam świadkiem sesji na żywo i już wiem, że będę miała o czym wnukom opowiadać :D
    Na dobranoc ja i Serisia usłyszałyśmy opowieść o czarnych diamentach, KAPITALNIE wyrecytowaną przez Avellanę, przy której to opowieści przechodził mnie dreszcz co chwilę… Niech to… Jak ona to robi, że przenosi człowieka w inną rzeczywistość i inny stan świadomości już kilkoma pierwszymi słowami? Ciekawe czy i ja kiedyś się tego nauczę… Może…
    Dnia trzeciego i ostatniego w roku 2003 napadało jeszcze więcej śniegu, w związku z czym nasz bałwan ździebko się zmienił i zainspirował Xenipha do przeróbki na autentycznego sukkuba. Sukkub miał czułki i żądełko, choć designer się upierał, że to rogi i ogon. I jeszcze skrzydełka! Nie wolno zapominać o skrzydełkach! >:D
    Jako że AntyWiP zwiększył liczebność do trzech, wojna na śnieżki została wznowiona, a koledzy Sm00k et Ch4os szybko nadrobili swoją nieobecność w dniu poprzednim – po prostu nie można się było przy nich czuć bezpiecznie! Podchodzi taki z szerokim uśmiechem, jedną łapą obejmuje serdecznie, a drugą BUCH! śniegiem w pysio O_o Oczywiście słabe bezbronne kobiety padły ofiarą wielkiego nacierania, choć Avellana broniła się przed tym najdłużej, przypominając, że ma ze sobą cenny i delikatny artefakt aparatem zwany. Ale w końcu dała go potrzymać zmaltretowanej Serisi i również dała się zmaltretować pogromcom Tyrańskich Moderatorek :P
    Na ten dzień również była zapowiadana sesyjka i nawet zaczęłam się męczyć z tworzeniem postaci, a koledzy załamywali nade mną ręce gdy co chwilę do nich biegałam z dziwnymi pytaniami :> Dyskusja się wywiązała kto tym razem powinien być MG (poprzednio był Zeg), ale nikt jakoś nie chciał… A już na pewno Avellana nie chciała, choć tak ją prosiliśmy o opowieść (ach, nigdy nie zapomnę tego zbiorowego ciągania za spódnicę… :D). W międzyczasie oglądaliśmy anime o milusim demonku i zakonnicy bojowej, układaliśmy puzzle i próbowaliśmy stworzyć mi postać, ale nagle okazało się, że już wieczór i trzeba robić sylwka, a nie bawić się w erpegi :> Może to i lepiej :>
    Sylwek był radosny, rozdzwoniony komórkami (głównie moją, bo Sat chciała pogadać ze wszystkimi obecnymi :D) i rozśpiewany wspomnianymi piosenkami fazowymi, z Yattamanem i Britney S. na czele (ale dlaczego, dlaczego nie puściliśmy w końcu Pieśni Zwycięstwa??? T_T). Było też dużo ściskania i trochę tańczenia, m.in. Bambosh i Serisia wywijali z miotłą, elegancko wystrojoną w dresik :D Potem wyszliśmy sobie odpalać petardy – i polazłam na ten śnieg w pantoflach O_o przy czym kilka razy o mało się nie wyglebałam, tak było ślisko O_o Jeszcze bez świadomości, że jutro już do domu, poszłam lulu…
    Dzień ostatni – going home. Oczywiście nie mogłyśmy na chwilę nie przytrzymać taty przy herbatce :> Ale w końcu trzeba było… I gdy mi się wszyscy władowali do pokoju, a ja stałam z torbą taka nieszczęśliwa, tak jeszcze nie miałam ochoty odjeżdżać… T_T Oł łel, teraz kiedy sobie przypominam jak stałyśmy z Serisią naprzeciw siebie, popiskując, a Avellana próbowała nas uciszyć, zaczynam łapać fazę… :DDDDDDDDDDDDDDDDDD
    Zostały mi po tym sylwku płyty z Wolf’s Rain od Serisi (Darcia-samaaaaaaaa!!! *___*), wspomienia i fotki, które oczywiście musiały zostać szczegółowo obejrzane przez parę osóbek z reala, przy czym dokonałam szokującego odkrycia, że moja mama i moje uke też gustują w wysokich, mrocznych, w czarnych płaszczach…

    Ken: …Też? :>
    Bez łapania za słówka proszę. I cicho, bo nas wyrwałeś z retrospekcji!
    Katsuji: No trudno, i tak już byłaś przy końcu…
    Ken: HA! A więc muszę zbadać owo „TEŻ”!!! :> Pokaż no te fotki!
    W życiu, zresztą tę mroczność mogę jednak spokojnie pominąć… Kiu-kun, możesz już przestać się rozmazywać!
    Kiu: Ale to takie faaaaaaaajne… ^____^
    Ken: Zachowuje się jak na haju… _^_


    • RSS