got27.gifZa pozwoleniem… Co ja tu robię, gdy powinnam uczyć się do poprawy? A, już wiem. Daję znać, że ciągle istnieję. W tej rzeczywistości też. Ale chyba lepiej pisać rzadziej niż pisać często, ale ciągle o tym samym. Plawda?

Mimo deklarowanej obojętności wobec Dnia Zakichanych wysłałam trzy walentynki. Co nie znaczy, że jestem zakichana – gdybym była, wysłałabym jedną, za to o ładunku emocjonalnym za trzy. Tyle też otrzymałam, z czego jedną od zespołu – Ken nie chciał się przyznać do ułożonej dedykacji, ale Kiu i Katsuji go wsypali. A niech się chłopak powścieka.

Gonią mnie terminy. A może inaczej – gonią mnie zaległości, bo nikt mi nie wyznacza terminów. Z moim brakiem organizacji zaczynam czuć się zmotywowana dzień przed ostateczną porą, dlatego muszę mieć ostateczną porę konkretnie podaną.
– No to masz deadline: ZESZŁY TYDZIEŃ!!! – huknęła Avellana, gdy przyszło przedyskutować sprawę recenzowania kolejnej serii Sailorek na stronę, która jest w trakcie powstawania. Recenzja istnieje, tylko jeszcze dojrzewa, aż dojrzeje i kiedyś świat będzie mógł nią oczka nacieszyć.

Stoję na przystanku, za mną jakiś długowłosy, zarośnięty facet mówi do swoich koleżanek: „Zobaczę czy się przestraszy”. Ani się obejrzę, a już zostaję uściskana.
– Cześć, Magda! Poznajesz mnie? – wykrzykuje radośnie.
– Cześć! Poznaję cię! – odkrzykuję i odściskuję. Chyba po głosie ino go poznałam. Czy ja aż tak długo nie widziałam ludzi z mojej dawnej klasy? Cóż, była pora chodzenia do mojego liceum z okazji Obserwacji Pedagogicznych, teraz pora na spotykanie kolegów… Stęskniłam się.

Od jakiegoś czasu śnią mi się sny zbyt fajne by je zapamiętać. Niedawno jeden zawierał jeżdżenie samochodem po dziedzińcu koledżu i na Starówkę (nani???) oraz trzech Słodziutkich Zimnych Drani. Jeden miał znajomą łatkę na oku, drugi roztrzepaną fioletową czuprynę, a trzeciego nie pamiętam. I właśnie w tym sęk.

W 14 odcinku Wolf’s Rain na pytanie, co takiego jest w tym upragnionym Raju, Kiba odpowiada, że przyszłosć. Nie ma nadziei ani rozpaczy – tylko przyszłość. A przepraszam, co to za przyszłość? I jak można żyć bez nadziei, skoro bez nadziei jest tylko beznadzieja? Dobrze, że nie powiedział, że w Raju nie ma marzeń. Mnie tam nigdy ten Raj specjalnie nie przekonywał. Dlaczego zatem uparcie mówię o sobie „złożona Rajską Zarazą”?
Tak, Ken-kun, wiem, że wiesz dlaczego.

Stoję na przystanku, podjeżdża bus. Na drzwiach ma demonstracyjnie duży znak W i dla mniej kumatych podpis: OMEGA. Odwracam się plecami i odchodzę kilka kroków, w końcu licho wie, kto siedzi za kierownicą… Przewrażliwienie?

Trwa pojedynek między Mrocznym w Czarnym Płaszczu oraz Rudym i Ognistym. Pojedynek o bycie moim ideałem mężczyzny. Żal mi obu.

Żal, żal, żal. Współczucie może? Współczuję ci, bo zaczynam zastanawiać się nad rolą, jaką odgrywasz w mojej egzystencji, a przecież ty nie jesteś stworzony do odgrywania roli, tylko do chwytania życia. Bo jeśli pozwolę sobie (nam?) zakończyć czas niepewności, znajdziemy się jak najbliżej siebie tylko można i wszystko stanie się prostsze, czar może prysnąć szybciej niż się spodziewasz. Może szybciej niż ja się spodziewam. Współczuję jej, bo patrzy na ciebie tak jak ty nie patrzysz na nią. Bo wie, że nie potrafiłbyś tak na nią spojrzeć. Bo być może będzie kiedyś musiała na dobre odwrócić wzrok. Sobie nie współczuję, nie zasłużyłam.

Jest taka jedna notka, której ciągle nie mogę skończyć, bo jeszcze nikt nie wyznaczył mi deadline’u. Ale skończyć ją zamierzam, bo wspomnienie paru rzeczy po prostu nie może się tu nie znaleźć. Będzie to notka pełna retrospekcji, ponieważ obejmować będzie zdarzenia z prawie dwóch minionych miesięcy, ale mam nadzieję, że nie straci przez to na świeżości…

Stoję na przystanku, niedaleko stoi staruszka. Patrzy, patrzy, wreszcie nieśmiało podchodzi.
– Ja się pani tak przyglądam – powiada – bo pani jest taka podobna do Kingi!
Cóż, trzecia osoba znalazła we mnie podobieństwo z bohaterką „M jak miłość” bodajże. Ja nie znalazłam, ale to szczegół.

Dostałam dziś list z innej czasoprzestrzeni i pora na niego odpisać. Jak bardzo moja odpowiedź będzie bezosobowa i zdystansowana, choć aż się rwę do jej napisania? Bywa, że moi korespondenci z tego świata stwierdzają, iż z moich listów płynie ciepło. Dlaczego więc pisanie do nich odsuwam na dalszy plan? Żeby się rozgrzać przedtem?

Na zakończenie miały być testy, ale Quizilli odbiło, więc się nie pochwalę swoim własnym. Zresztą wtajemniczeni i tak już go zrobili i przeżyli szok, widząc swoje wyniki…

Arrivederci i życzcie mi powodzenia w istnieniu.