star-miya blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 2.2004

    gol5_.gifKatsuji: Ale po co właściwie toto piszemy?
    Ken: Jak to po co? Żeby czytelnicy wiedzieli, że nie mamy nic wspólnego z tym makabrycznym…
    Kiu: Mnie się wydaje, że powinniśmy raczej podejść do tego spokojnie. W końcu Miya-san była ostatnio zestresowana, zakuwała do egzaminu z paskudnego przedmiotu, zaczyna właśnie praktykę a gimnazjaliści, których ma uczyć to małe potwory, nie wie jak odreagować…
    Katsuji: Daj spokój, jej nie trzeba usprawiedliwiać, sama to zrobi.
    Kiu: Znaczy, jak?
    Katsuji: No, powie prawdę. Że miała fazę ^__^
    Ken: Fazy powinny być zabronione… _^_
    Kiu: A od kiedyś ty taki SZTYWNIACKI, co? :>
    Ken: WCALE NIE SZTYWNIACKI!!! Po prostu nie wiem już czy straszniejsze jest bycie jej przyjacielem, czy wrogiem…
    Katsuji: Cóż, zdaje się, że najlepszym sposobem na wroga jest faza, więc sam rozumiesz…
    Ken: Ale swoją drogą bieganie przez cały dzień po stronach gry King of Fighters w poszukiwaniu obrazka i zrobienie layouta to dość dziwny objaw nielubienia kogoś ^ ^”’
    Katsuji: Oj, bo to jest ten rodzaj nielubienia jak przy Akio z Uteny!
    Kiu: Właśnie, pamietasz jak Miya-san jeździła samochodem w mundurku a la Majkel Dżekson?
    Ken: Pamiętam, siedziałem na siedzeniu obok niej _^_
    Katsuji: Sam widzisz, że przy tamtym taki Iori ze swoim czarnocharakternym śmiechem to pryszcz ^__^
    Ken: Ale czytelnicy uciekną _^_
    Kiu: *półgłosem* Jak będziesz ich tak odstraszał, to możliwe…
    Ken: W każdym razie, jak chciała powiedzieć Miya-san zanim ją związaliśmy…
    Katsuji: TY ją związałeś! Ja na przykład nic nie zrobiłem!
    Ken: Ale twój współudział jest. Użyłem kabla od twojej gitary.
    Katsuji: CO?!? ><
    Kiu: Ja też nic nie zrobiłem :P
    Ken: Tylko podałeś jej środek nasenny w herbacie malinowo-żurawinowej ^.^v
    Kiu: To tam był środek nasenny? O_o Ja też łyknąłem… *ziewa*
    Katsuji: Zatem, jak chciała powiedzieć Miya-san zanim Ken ją związał, te czarujące epitety widniejące pospołu z panem Yagami na layu nie mówią o niej.
    Kiu: Wbrew pozorom.
    Ken: Jaaaaaaasne… To bym przemyślał.
    Katsuji: Czyli co, robimy analizę psychiki naszej menadżerki? ^__^
    Kiu: Dobra! Pierwsze zagadnienie: is Miya-san obsessed?
    Ken:
    Od której obsesji mam zacząć? :> Na punkcie herbaty, ćwieków czy Słodziutkich Zimnych Drani?
    Kiu: Też mi obsesje… Nie mów, że się jeszcze do tego nie przyzwyczaiłeś ^__^
    Katsuji: A teraz zagadnienie drugie: is Miya-san dark?
    Ken:
    Jasne, że nie _^_ Dlatego tak wypatruje tego swojego mrocznego w czarnym płaszczu _^_
    Kiu: Ale z drugiej strony ciągle może jeszcze wybrać rudego i ognistego…
    Ken: *patrzy na layout* Czy fioletowy ogień się liczy?
    Katsuji: Cicho, bo usłyszy ^ ^’
    Kiu: Zagadnienie trzecie: is Miya-san vindictive?
    Ken:
    HAAAAAAAAAAAAAI!!!
    Katsuji: Niby w którym miejscu? ^ ^’
    Ken: Ciągle rzuca we mnie kapciami i strzela do mnie z magnum, NIE ZAUWAŻYLIŚCIE?!?
    Kiu: Ale zwykle zasłużenie.
    Ken: No właśnie! Mści się, czyli jest vindictive! Jeszcze w dodatku trzepie w te morobitki zamiast poszukać sobie jakiegoś subtelnego i kobiecego zajęcia!!!
    Kiu: A co to ma do rzeczy?
    Katsuji: Poza tym zauważ, że Vanille-san robi tak samo.
    Ken: …Faktycznie! *zamyśla się* W sumie dawno w nic nie grałem… *__*
    Kiu: Cały Ken – zero konsekwencji _^_
    Katsuji: I ostatnie zagadnienie: is Miya-san normal???
    Razem:
    NOOOOOOOOOOOOŁ!!! ^________^
    Ken: Dobra, to kończmy tę notkę zanim się obudzi…
    Katsuji: Czekaj, laleczka jeszcze! Zapomniałeś laleczki na początku notki!
    Ken: __^__ Do takiego antynormalnego laya laleczki??? __^__
    Kiu: A co się dziwisz? Skoro na końcu notek ciągle są te małe kao ze skrzydełkami…
    Ken: KYAAAAAAAAA!!!
    Katsuji: W archiwum motylki…
    Ken: Słabo mi…
    Kiu: Nie wspominając o innych podstronach…
    Ken: *omdlewa*
    Katsuji: Na zakończenie chcielibyśmy nadmienić, że Miya-san dedykuje swój świeżutki antynormalny lauout:
    – swej niezrównanej kuzynce Vanille, z którą dzieli fazę na King Of Fighters
    – swej równie niezrównanej siostrze Satsuki, która również używa fioletowego płomienia – zbieg okoliczności? ;)
    Kiu: I to już na pewno koniec. Laleczkę wrzuciłeś?
    Katsuji: Hai, hai ^__^
    Kiu: To co, rozwiązujemy Miyę-san i związujemy Kena?
    Katsuji: Nie ma sprawy. Byle już nie kablem od mojej gitary…

    got27.gifZa pozwoleniem… Co ja tu robię, gdy powinnam uczyć się do poprawy? A, już wiem. Daję znać, że ciągle istnieję. W tej rzeczywistości też. Ale chyba lepiej pisać rzadziej niż pisać często, ale ciągle o tym samym. Plawda?

    Mimo deklarowanej obojętności wobec Dnia Zakichanych wysłałam trzy walentynki. Co nie znaczy, że jestem zakichana – gdybym była, wysłałabym jedną, za to o ładunku emocjonalnym za trzy. Tyle też otrzymałam, z czego jedną od zespołu – Ken nie chciał się przyznać do ułożonej dedykacji, ale Kiu i Katsuji go wsypali. A niech się chłopak powścieka.

    Gonią mnie terminy. A może inaczej – gonią mnie zaległości, bo nikt mi nie wyznacza terminów. Z moim brakiem organizacji zaczynam czuć się zmotywowana dzień przed ostateczną porą, dlatego muszę mieć ostateczną porę konkretnie podaną.
    – No to masz deadline: ZESZŁY TYDZIEŃ!!! – huknęła Avellana, gdy przyszło przedyskutować sprawę recenzowania kolejnej serii Sailorek na stronę, która jest w trakcie powstawania. Recenzja istnieje, tylko jeszcze dojrzewa, aż dojrzeje i kiedyś świat będzie mógł nią oczka nacieszyć.

    Stoję na przystanku, za mną jakiś długowłosy, zarośnięty facet mówi do swoich koleżanek: „Zobaczę czy się przestraszy”. Ani się obejrzę, a już zostaję uściskana.
    – Cześć, Magda! Poznajesz mnie? – wykrzykuje radośnie.
    – Cześć! Poznaję cię! – odkrzykuję i odściskuję. Chyba po głosie ino go poznałam. Czy ja aż tak długo nie widziałam ludzi z mojej dawnej klasy? Cóż, była pora chodzenia do mojego liceum z okazji Obserwacji Pedagogicznych, teraz pora na spotykanie kolegów… Stęskniłam się.

    Od jakiegoś czasu śnią mi się sny zbyt fajne by je zapamiętać. Niedawno jeden zawierał jeżdżenie samochodem po dziedzińcu koledżu i na Starówkę (nani???) oraz trzech Słodziutkich Zimnych Drani. Jeden miał znajomą łatkę na oku, drugi roztrzepaną fioletową czuprynę, a trzeciego nie pamiętam. I właśnie w tym sęk.

    W 14 odcinku Wolf’s Rain na pytanie, co takiego jest w tym upragnionym Raju, Kiba odpowiada, że przyszłosć. Nie ma nadziei ani rozpaczy – tylko przyszłość. A przepraszam, co to za przyszłość? I jak można żyć bez nadziei, skoro bez nadziei jest tylko beznadzieja? Dobrze, że nie powiedział, że w Raju nie ma marzeń. Mnie tam nigdy ten Raj specjalnie nie przekonywał. Dlaczego zatem uparcie mówię o sobie „złożona Rajską Zarazą”?
    Tak, Ken-kun, wiem, że wiesz dlaczego.

    Stoję na przystanku, podjeżdża bus. Na drzwiach ma demonstracyjnie duży znak W i dla mniej kumatych podpis: OMEGA. Odwracam się plecami i odchodzę kilka kroków, w końcu licho wie, kto siedzi za kierownicą… Przewrażliwienie?

    Trwa pojedynek między Mrocznym w Czarnym Płaszczu oraz Rudym i Ognistym. Pojedynek o bycie moim ideałem mężczyzny. Żal mi obu.

    Żal, żal, żal. Współczucie może? Współczuję ci, bo zaczynam zastanawiać się nad rolą, jaką odgrywasz w mojej egzystencji, a przecież ty nie jesteś stworzony do odgrywania roli, tylko do chwytania życia. Bo jeśli pozwolę sobie (nam?) zakończyć czas niepewności, znajdziemy się jak najbliżej siebie tylko można i wszystko stanie się prostsze, czar może prysnąć szybciej niż się spodziewasz. Może szybciej niż ja się spodziewam. Współczuję jej, bo patrzy na ciebie tak jak ty nie patrzysz na nią. Bo wie, że nie potrafiłbyś tak na nią spojrzeć. Bo być może będzie kiedyś musiała na dobre odwrócić wzrok. Sobie nie współczuję, nie zasłużyłam.

    Jest taka jedna notka, której ciągle nie mogę skończyć, bo jeszcze nikt nie wyznaczył mi deadline’u. Ale skończyć ją zamierzam, bo wspomnienie paru rzeczy po prostu nie może się tu nie znaleźć. Będzie to notka pełna retrospekcji, ponieważ obejmować będzie zdarzenia z prawie dwóch minionych miesięcy, ale mam nadzieję, że nie straci przez to na świeżości…

    Stoję na przystanku, niedaleko stoi staruszka. Patrzy, patrzy, wreszcie nieśmiało podchodzi.
    – Ja się pani tak przyglądam – powiada – bo pani jest taka podobna do Kingi!
    Cóż, trzecia osoba znalazła we mnie podobieństwo z bohaterką „M jak miłość” bodajże. Ja nie znalazłam, ale to szczegół.

    Dostałam dziś list z innej czasoprzestrzeni i pora na niego odpisać. Jak bardzo moja odpowiedź będzie bezosobowa i zdystansowana, choć aż się rwę do jej napisania? Bywa, że moi korespondenci z tego świata stwierdzają, iż z moich listów płynie ciepło. Dlaczego więc pisanie do nich odsuwam na dalszy plan? Żeby się rozgrzać przedtem?

    Na zakończenie miały być testy, ale Quizilli odbiło, więc się nie pochwalę swoim własnym. Zresztą wtajemniczeni i tak już go zrobili i przeżyli szok, widząc swoje wyniki…

    Arrivederci i życzcie mi powodzenia w istnieniu.


    • RSS