got55.gifTak, tak. Wiem, że lato już dawno minęło i idzie zima, ale jakoś tak cieplej się ostatnio robi, że coraz trudniej mi w to uwierzyć. Nawet moja rodzicielka przestała pilnować żebym zakładała rękawiczki :> I dobrze, bo już na okrągło się martwi że zmarznę; aż dziwne to, bo jak świat światem największa krzywda zawsze mi się działa w wyniku przegrzania tudzież oparzenia. W wyniku odmrożenia – never!

Summer moved on
And the way it goes
You can’t tag along
Honey moved out
And the way it went
Leaves no doubt…

Jutro ruszamy do babci i jak co tydzień będę miło spędzać czas na kanapie w towarzystwie paluszków, książek i Dudusia przychodzącego żeby zostać pogłaskanym i zostawić kilogramy sierści na moich spodniach :P Zarażona przez Vanny postanowiłam przypomnieć sobie „Przeminęło z wiatrem”, więc czytać co będę miała… A rodzinka zwykle w takich chwilach wzdycha żem taka nierozmowna i zaczyna wspominać czasy dzieciństwa mego, kiedy to niestrudzenie wspinałam się po „szczytach” i byłam ponoć rozgadana. A ja po prostu robiłam to, co mi przeszło gdy moi rówieśnicy stali się starzy i mądrzy :P Wywlekałam mój świat na zewnątrz, pokazywałam go im i bezwzględnie kazałam odgrywać opowieści. Pewnie dlatego rodzince zawsze przychodzi do głowy Lona, gdy tak wspominają. A ja siedzę obok, marząc żeby zemdleć. ZAWSZE muszą wywlekać Lonę, sadyści! Lona była dla mnie kimś, kogo ci, którzy spoważnieli, nazwaliby przyjaciółką na niby. Jak to zwykle bywa z takimi przyjaciółmi, była niewidzialna, a poza tym mieszkała w chmurach i była na dobrą sprawę pierwszą bohaterką opowieści w moim wykonaniu. I jak na taką bohaterkę przystało umiała latać, miała blond czuprynkę i jedno tylko oczko. O ile wiem, drugie straciła w walce, ale nigdy nie chciała mi więcej na ten temat powiedzieć… Ten brak oka trochę moją rodzinkę szokował, ale trudno :> W każdym razie wciągałam te biedne dzieci, z którymi się bawiłam w przygody wykręcone kompletnie i teraz mi ich żal, że musiały mnie znosić. Za to teraz nikt nie chce za Chiny uwierzyć, że dawno temu biegałam z giwerą i strzelałam do wszystkiego co się rusza i nie rusza.
Ken: *zerk na magnum* My wierzymy… – -’
Tylko wy na tym świecie mnie wspieracie! *___* Dzięki!

Moments will pass
In the morning light
I found out
Seasons can’t last
And there’s just one thing
Left to ask
Stay…

Spiknęłam się ostatnio z Karcią, którą wcześniej widziałam chyba jeszcze w wakacje, i zaciągnąwszy ją do siebie, zbombardowałam muzyką. Moja ulubiona strategia zadziałała, bo wyszła ode mnie z płytą Kokii-sama i z zachwyconym uśmiechem na pysiu. Nyo, jeszcze coś tam w tej rozimprezowanej realistce zostało z tego stworzenia, z którym siadywałam za szkołą i rozważałyśmy kolejne odcinki anime typu Sailor Moon czy też jeszcze wcześniej choćby Zorro :>
Nota bene, puściłam Karci przy okazji opening z Yattamana i to nią do głębi wstrząsnęło, aż zebrało jej się na wspominki.
Pokazałam jej Yattapetę. Też się wzruszyła.
Pytała o moje wirtualne życie towarzyskie i co słychać u tego fajnego kolegi, z którym się ciężko gada, a ja nie wiedziałam jak jej wytłumaczyć, dlaczego już nie znam tego pana. Oł, łel. Za to pokazałam jej zdjęcia z Warszawy i zaśmiewała się z legendarnej sałatki. Ciekawe, że wszyscy, którym opowiadam, że mam przyjaciół w sieci i że spotkałam ich na żywo, robią rozgwieżdżone oczka i wzdychają: „Aaale świeeetnie masz!” ;D
Lada dzień andrzejki i rozważam powtórzenie zeszłorocznego rytuału z losowaniem karteczek. Hm, hm, zdradzić wyczekiwanego Andrzeja-Drania na korzyść jakiegoś innego Drania? A z drugiej strony może wreszcie miałabym cel wzdychania, bo nie mam do kogo?

Don’t just walk away
And leave me another day
Day just like today
With nobody else around…

Ken: Przemówiła hipokrytka skacząca po pokoju, wykrzykując na zmianę: „Loki-chaaan!”, „D-samaaa!” i „Ilparazzo-samaaa!”
Kiu: Inna rzecz, że pokój ten niewielki i wkrótce będzie pewnie skakała po ścianach…
Katsuji: Jak po ścianach, skoro tam wiszą plakaty? Akurat by skakała po Niagarze… Albo po Mortenie H.
Wiecie co, wy jesteście niemożliwi – -’ Taką klimatyczną piosenkę przewodnią puściłam, a wy rwiecie ten nastrój jak delikatną pajęczynę…
Ken: Oj, bo tak wspominasz i wspominasz, a mogłabyś się przenieść trochę bliżej w czasie i napisać o obserwacjach…
Tak myślisz? Dobra, specjalnie dla ciebie nastąpi teraz relacja z obzerwejszn klasez!
Ken: Tylko schowaj ten straszny menadżerski akcent O_o
OK. Otóż obserwacje polegają na tym, że zwalamy się całą grupą do pewnej klasy w moim kochanym liceum i prowadzimy po jednej lekcji. Parami, hihihi… Moja kolej będzie dopiero na końcu czyli 20 stycznia, więc mam czas na mnóstwo głębokich wdechów i przygotowanie psychiczne, które w końcu i tak się pewnie rozwieje na 10 minut przed… Ale dobra, opowiadam. Na pierwszej lekcji tylko siedzieliśmy i patrzyliśmy jak sobie radzi profesjonalna nauczycielka. A właściwie nie taka profesjonalna, bo tematy przygotowuje z dnia na dzień i sama nie wie co jest w książce, która to książka jest taka troszkę jakby beznadziejna… Hmm, w każdym razie gdy zadzwonił już dzwonek i pierwszaczki sobie wyszły, myśmy zostali podyskutować, a nauczycielka zatrzasnęła drzwi żeby nam tu nikt niepożądany nie wchodził…
…i już nie odtrzasnęła.
Po kilku sekundach paniki i dłuższym czasie darcia się, stawania na krześle, wyglądając przez szybkę nad drzwiami i ogólnej fazy udało się jakimś cudem wezwać konserwatora… Wywalił on wspomnianą szybkę, przeszedł do nas po drabinie i odtrzasnął za pomocą kilkakrotnego uderzenia w zamek ciężkim narzędziem :>>>
Jak dotąd odbyły się już dwie lekcyjki prowadzone przez dwie pary nieszczęśników, którzy cieszą się, że mają to już za sobą i nawet fajnie im poszło. Pierwszaczki zawsze rozszalane, nawet się przy nich uspokoiły… Cóż, mnie i Ewy pewnie nawet nie usłyszą, bo my obie takie ciche istoty :> A może się w nas nagle obudzą bestie, kto wie?
Zaczytałam się sailorkowymi fanfikami by Kyoshiro, z „Mirai Densetsu” na czele i muszę się teraz trochę odangstować, dlatego ruszam na wielkie oglądanie… Poza 18 odcinkiem Shaman Kinga, 27 Inuyashy i 7 Excel Sagi ściągam sobie Śpiącą Królewnę. Disneya. Mam już Małą Syrenkę oraz Piękną i Bestię i stwierdzam niezbicie, że Vanny mnie demoralizuje. Ale co tam, jak już wspominać, to w każdy możliwy sposób!

Summer moved on…