star-miya blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 11.2003

    got55.gifTak, tak. Wiem, że lato już dawno minęło i idzie zima, ale jakoś tak cieplej się ostatnio robi, że coraz trudniej mi w to uwierzyć. Nawet moja rodzicielka przestała pilnować żebym zakładała rękawiczki :> I dobrze, bo już na okrągło się martwi że zmarznę; aż dziwne to, bo jak świat światem największa krzywda zawsze mi się działa w wyniku przegrzania tudzież oparzenia. W wyniku odmrożenia – never!

    Summer moved on
    And the way it goes
    You can’t tag along
    Honey moved out
    And the way it went
    Leaves no doubt…

    Jutro ruszamy do babci i jak co tydzień będę miło spędzać czas na kanapie w towarzystwie paluszków, książek i Dudusia przychodzącego żeby zostać pogłaskanym i zostawić kilogramy sierści na moich spodniach :P Zarażona przez Vanny postanowiłam przypomnieć sobie „Przeminęło z wiatrem”, więc czytać co będę miała… A rodzinka zwykle w takich chwilach wzdycha żem taka nierozmowna i zaczyna wspominać czasy dzieciństwa mego, kiedy to niestrudzenie wspinałam się po „szczytach” i byłam ponoć rozgadana. A ja po prostu robiłam to, co mi przeszło gdy moi rówieśnicy stali się starzy i mądrzy :P Wywlekałam mój świat na zewnątrz, pokazywałam go im i bezwzględnie kazałam odgrywać opowieści. Pewnie dlatego rodzince zawsze przychodzi do głowy Lona, gdy tak wspominają. A ja siedzę obok, marząc żeby zemdleć. ZAWSZE muszą wywlekać Lonę, sadyści! Lona była dla mnie kimś, kogo ci, którzy spoważnieli, nazwaliby przyjaciółką na niby. Jak to zwykle bywa z takimi przyjaciółmi, była niewidzialna, a poza tym mieszkała w chmurach i była na dobrą sprawę pierwszą bohaterką opowieści w moim wykonaniu. I jak na taką bohaterkę przystało umiała latać, miała blond czuprynkę i jedno tylko oczko. O ile wiem, drugie straciła w walce, ale nigdy nie chciała mi więcej na ten temat powiedzieć… Ten brak oka trochę moją rodzinkę szokował, ale trudno :> W każdym razie wciągałam te biedne dzieci, z którymi się bawiłam w przygody wykręcone kompletnie i teraz mi ich żal, że musiały mnie znosić. Za to teraz nikt nie chce za Chiny uwierzyć, że dawno temu biegałam z giwerą i strzelałam do wszystkiego co się rusza i nie rusza.
    Ken: *zerk na magnum* My wierzymy… – -’
    Tylko wy na tym świecie mnie wspieracie! *___* Dzięki!

    Moments will pass
    In the morning light
    I found out
    Seasons can’t last
    And there’s just one thing
    Left to ask
    Stay…

    Spiknęłam się ostatnio z Karcią, którą wcześniej widziałam chyba jeszcze w wakacje, i zaciągnąwszy ją do siebie, zbombardowałam muzyką. Moja ulubiona strategia zadziałała, bo wyszła ode mnie z płytą Kokii-sama i z zachwyconym uśmiechem na pysiu. Nyo, jeszcze coś tam w tej rozimprezowanej realistce zostało z tego stworzenia, z którym siadywałam za szkołą i rozważałyśmy kolejne odcinki anime typu Sailor Moon czy też jeszcze wcześniej choćby Zorro :>
    Nota bene, puściłam Karci przy okazji opening z Yattamana i to nią do głębi wstrząsnęło, aż zebrało jej się na wspominki.
    Pokazałam jej Yattapetę. Też się wzruszyła.
    Pytała o moje wirtualne życie towarzyskie i co słychać u tego fajnego kolegi, z którym się ciężko gada, a ja nie wiedziałam jak jej wytłumaczyć, dlaczego już nie znam tego pana. Oł, łel. Za to pokazałam jej zdjęcia z Warszawy i zaśmiewała się z legendarnej sałatki. Ciekawe, że wszyscy, którym opowiadam, że mam przyjaciół w sieci i że spotkałam ich na żywo, robią rozgwieżdżone oczka i wzdychają: „Aaale świeeetnie masz!” ;D
    Lada dzień andrzejki i rozważam powtórzenie zeszłorocznego rytuału z losowaniem karteczek. Hm, hm, zdradzić wyczekiwanego Andrzeja-Drania na korzyść jakiegoś innego Drania? A z drugiej strony może wreszcie miałabym cel wzdychania, bo nie mam do kogo?

    Don’t just walk away
    And leave me another day
    Day just like today
    With nobody else around…

    Ken: Przemówiła hipokrytka skacząca po pokoju, wykrzykując na zmianę: „Loki-chaaan!”, „D-samaaa!” i „Ilparazzo-samaaa!”
    Kiu: Inna rzecz, że pokój ten niewielki i wkrótce będzie pewnie skakała po ścianach…
    Katsuji: Jak po ścianach, skoro tam wiszą plakaty? Akurat by skakała po Niagarze… Albo po Mortenie H.
    Wiecie co, wy jesteście niemożliwi – -’ Taką klimatyczną piosenkę przewodnią puściłam, a wy rwiecie ten nastrój jak delikatną pajęczynę…
    Ken: Oj, bo tak wspominasz i wspominasz, a mogłabyś się przenieść trochę bliżej w czasie i napisać o obserwacjach…
    Tak myślisz? Dobra, specjalnie dla ciebie nastąpi teraz relacja z obzerwejszn klasez!
    Ken: Tylko schowaj ten straszny menadżerski akcent O_o
    OK. Otóż obserwacje polegają na tym, że zwalamy się całą grupą do pewnej klasy w moim kochanym liceum i prowadzimy po jednej lekcji. Parami, hihihi… Moja kolej będzie dopiero na końcu czyli 20 stycznia, więc mam czas na mnóstwo głębokich wdechów i przygotowanie psychiczne, które w końcu i tak się pewnie rozwieje na 10 minut przed… Ale dobra, opowiadam. Na pierwszej lekcji tylko siedzieliśmy i patrzyliśmy jak sobie radzi profesjonalna nauczycielka. A właściwie nie taka profesjonalna, bo tematy przygotowuje z dnia na dzień i sama nie wie co jest w książce, która to książka jest taka troszkę jakby beznadziejna… Hmm, w każdym razie gdy zadzwonił już dzwonek i pierwszaczki sobie wyszły, myśmy zostali podyskutować, a nauczycielka zatrzasnęła drzwi żeby nam tu nikt niepożądany nie wchodził…
    …i już nie odtrzasnęła.
    Po kilku sekundach paniki i dłuższym czasie darcia się, stawania na krześle, wyglądając przez szybkę nad drzwiami i ogólnej fazy udało się jakimś cudem wezwać konserwatora… Wywalił on wspomnianą szybkę, przeszedł do nas po drabinie i odtrzasnął za pomocą kilkakrotnego uderzenia w zamek ciężkim narzędziem :>>>
    Jak dotąd odbyły się już dwie lekcyjki prowadzone przez dwie pary nieszczęśników, którzy cieszą się, że mają to już za sobą i nawet fajnie im poszło. Pierwszaczki zawsze rozszalane, nawet się przy nich uspokoiły… Cóż, mnie i Ewy pewnie nawet nie usłyszą, bo my obie takie ciche istoty :> A może się w nas nagle obudzą bestie, kto wie?
    Zaczytałam się sailorkowymi fanfikami by Kyoshiro, z „Mirai Densetsu” na czele i muszę się teraz trochę odangstować, dlatego ruszam na wielkie oglądanie… Poza 18 odcinkiem Shaman Kinga, 27 Inuyashy i 7 Excel Sagi ściągam sobie Śpiącą Królewnę. Disneya. Mam już Małą Syrenkę oraz Piękną i Bestię i stwierdzam niezbicie, że Vanny mnie demoralizuje. Ale co tam, jak już wspominać, to w każdy możliwy sposób!

    Summer moved on…

    got54.gifNie żebym nie miała o czym pisać. Mam, tylko niezbyt na siłach się czuję. Za to przeglądałam ostatnio szufladę pełną niedokończonych prób pisania książek i znalazłam w niej takie dziwne cosie, których po prostu nie można nazwać inaczej niż zbitkami słów… A co mi tam, niech się parę z nich przewietrzy.

    Zbitek dla relaksu
    Dziś
    Po raz pierwszy
    Odpoczywam
    Unoszę się na falach
    Kołysze mnie
    Noc
    Mruganie srebrnych gwiazd
    Dzień
    Rozbłyskuje złotem słońca
    (Słońce też jest gwiazdą
    Zważ na różnicę barw)
    Historię lasu
    Szumią drzewa
    Zawsze takie samo
    Ciepło ogniska
    (Nie pal ogniska w lesie)
    Ciepło dobrych słów
    Twoich ramion
    Dźwięk strun
    Dziś
    Czas się zatrzymał

    Zbitek płomienny
    Ogień
    Potrafi ogrzać
    Byś nie zamarzł
    Wśród lodowatych spojrzeń
    Potrafi oświetlić
    Nieznaną drogę
    Potrafi nie dać dostępu wrogom
    Ogień
    Potrafi ogarnąć
    Spalić
    W bólu lub ekstazie
    Nie wiesz na pewno
    Więc uciekasz
    Choć zdajesz sobie sprawę
    Że coś w tobie krzyczy
    Byś się zatrzymał
    I poświęcił
    Ostatni oddech

    dedicated to J.

    Zbitek bez powodu
    Co potrafi najbardziej
    Opętać
    Żeby patrzeć
    Na poświaty
    Słyszeć głosy
    Być
    Zupełnie
    Nie rozumianym
    Mieć coś
    Czego nie zabierzesz
    Gdzie nie wtargniesz
    I nie będziesz
    Śmiać się
    Że jest się takim
    Przez ciebie
    Proszę bardzo
    Połóż się na mojej poduszce
    Mogę spać tutaj
    Wśród konwalii

    Zbitek to the Faithful Departed
    ktoś kto rządzi światem
    nie przewidział takiego przypadku
    że ciągle w myślach widzę Twą twarz
    gdy ktoś po Tobie zapłacze
    a słowa odzyskają sens
    pomyślę żałuj że Cię tu nie ma
    bo trzeba pamiętać
    o tych płomieniach które zgasły
    ktoś kiedyś powiedział
    mam nadzieję że odszedłeś
    do lepszego miejsca
    a lepszym jest
    gdy czujesz że jest ktoś
    kto wciąż o Tobie myśli
    w paryżu czy w hollywood
    takie same miejsca
    jak każde inne
    bo puste bez Ludzi

    That’s all for today. Thank you, good night.

    got40.gif*Ken, Kiu i Katsuji zaczynają wymachiwać damskim kapeluszem ze strusim piórem, melonikiem i czapką a la Yattaman*
    Katsuji: Vivat! 99 lat i więcej!
    Kiu: To możemy zaśpiewać? Obiecałaś, że będziemy mogli! *___*
    Tylko bez żadnych weselno-pijackich przyśpiewek proszę! To świętowanie na poziomie! :P A poza tym powinniście WRESZCIE skończyć serenadę, jesteście tego świadomi?!?
    Ken: Wiesz, śpiewanie serenady z okazji rocznicy poznania trąciłoby yu… *zostaje zakneblowany przez Kiu*
    Katsuji: Nie przejmuj się nim, za bardzo mu się Utena na mózg rzuciła.
    Kiu: Poza tym jest w rozpaczy, bo chciał być Chuchu na waszym blogu, a tu już za późno ^ ^’
    Ken: *wyrywa się Kiu* Sam się będę tłumaczył!!! ><
    To dawaj :>
    Ken: … *buraczeje, zagryza wargi i piszczy z bólu*
    Wiecie co, to wy sobie usiądźcie i pomyślcie co zaśpiewać, a ja w tym czasie wyjaśnię jaki mam powód do świętowania.

    Dancing to the feel of the drum
    Leave this world behind
    We’ll have a drink and toast to ourselves
    Under a Violet Moon!

    Ken: Ja wyjaśnię! Ja!
    Katsuji: Cicho, bo nam obciachu narobisz ^ ^’
    A, w sumie… Dobra, Ken-kun, ponoć masz dar słowa, więc udowodnij :>
    Ken: YAAAAAAAAY!!! ^.^v W takim razie, zacznę od tego, że ta oto notka jest z dedykacją dla Seriki-san
    Katsuji: To powinno być na samym początku albo na końcu, a ty tak w środek wsadziłeś…
    Ken: Cicho, bo mówię! Otóż dnia trzydziestego października roku dwa tysiące dwa Serika-san wparowała do Miyi-san na bloga, co bezpośrednio spowodowało, że zaczęły się znać.
    Kiu: Ach, jak to ładnie powiedziałeś… *kręci głową i wzdycha*
    Ken: *macha ręką jak przy odganianiu much* A kysz! A kysz! Miya-saaan! Oni mi się wcinają w przemówienie! Chcą zagarnąć dla siebie cały splendor!
    Ty to uważasz za splendor? Bo ja to uważam za wyręczanie się tobą :> Sama jestem zbyt sfazowana żeby opowiadać.
    Ken: A…ha ^ ^’ W każdym razie dnia trzydziestego pierwszego października roku dwa tysiące trzy obie winowajczynie postanowiły to uczcić…
    Kiu: …wydeptując podłogę w herbaciarni skakaniem przy różnych dziwnych piosenkach…
    Katsuji: *zakłada czapkę i kręci w dłoni kijkiem z prądem* Yattaman, Yattaman, al gran filone d’oro, Yattaman, Yattaman, buona guardia fa…
    Kiu: *patrzy na niego z przerażeniem* Czyżbym miał zostać jedynym normalnym w tym zespole? O_o
    O właśnie! To mi przypomina, że prowadzimy akcję podbicia świata. Na gruncie z założenia psychologicznym, aczkolwiek kto tego doświadcza, zalicza glebę, więc może ucierpieć także fizycznie… Nyo i oczywiście sprawdzamy, która z nas dłużej wytrzyma…
    Kiu: Pokaż! Pokaż!
    Katsuji: Właśnie, akcję trzeba podjąć na szeroką skalę!
    Nie ma sprawy!!! Uwaga uwaga, oświadczam oficjalnie…
    Że każda z nas…
    Ma na pulpicie…

    *chłopaki zaliczają zbiorową glebę*
    A nie mówiłam ^.^v Oto niezrównane dzieło Serisi – Yattapetka!!! :D
    Katsuji: Jeśli TO nie podbije świata, nic tego nie dokona… O_o
    Jasne >:D A opening z Yattamana (oczywiście po włoskiemu, a jak!) leciał podczas rocznicy nie jeden raz. Obok hitów Ricky’ego Martina, Britney Spears i nieśmiertelnej Pieśni Zwycięstwa!!!
    Kiu: A na cdzień niby takie zasłuchane muzyką typu Nightwish… Ja się was boję… O_o
    Poza tym wysłałyśmy Bambosha na rekonesans w naszej nowiutkiej kuchni…
    Ken: Jak nowiutkiej, skoro średniowiecznej? _^_
    Oj, tak mi się powiedziało, bo od niedawna ją mamy :P Świeżo importowana przez Kirusię :> Nyo i Bambosh wyszedł z niej w towarzystwie najprawdziwszej MUMII!!! *__*
    Ken: Taaa, chyba tylko ty na wieść, że w twojej kuchni jest sarkofag z mumią radośnie wykrzykujesz: „ŻYWĄ? *__*”
    Nyo cio? Była żywa! Powiedziała, że nazywa się Ramzes i napiła się Specjalnej Herbatki! ^__^ A w ogóle to muszę stwierdzić, że taka faza, jaką myśmy miały zdarza się rzadko…
    Kiu: Tak, dwie szajbuski siedzące same przy komputerach i chichoczące szaleńczo ;P
    Nie same, nie same, tylko razem! O!
    Ken: And someday we will shine together… *__*
    Katsuji: A impreza przedłużyła się do pierwszego listopada, co jest dowodem na to, że dzień Wszystkich Świętych jest dniem radosnym ^__^
    Kiu: Chyba nocą? ^ ^’
    A co za różnica :D

    We will dance the whole night through
    We’re going back to a time we knew
    Under a Violet Moon!

    P.S. Tak, wiem, że ta notka nie jest normalna.
    P.S.2. Nawet nie zauważyłam jak szybko zleciał ten roczek…
    P.S.3. I po roku ciągle mamy o czym gadać! ^.^v
    P.S.4. Nic nie straszne bamboshom w różowe ciapki!!!
    P.S.5. Tak, zamierzam dorównać Serisi ilością PeeSów >:D
    P.S.6. Sentinella della Terra Yattamaaaaan!!!
    P.S.7. A oni w końcu nic nie zaśpiewali… :P
    P.S.8. *ściiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiisk*


    • RSS